Za każdym razem, gdy pojawiają się wątpliwości co do siły dolara amerykańskiego, natychmiast zaczyna się poszukiwanie alternatywy. W drugiej kadencji Donalda Trumpa takich momentów było wiele, a paleta potencjalnych zamienników jest szeroka. Wskazuje się na euro, franka szwajcarskiego, złoto, a nawet bitcoina. Ale to chińska waluta – renminbi (której podstawową jednostką jest juan) – jest najczęściej wymieniana jako naturalna następczyni dolara w globalnym porządku finansowym.

Ostrożność Chin

Chiny to druga gospodarka świata, największy eksporter i drugi po USA importer. Dominują w produkcji i posiadają największe na świecie rezerwy walutowe. Mogą zatem wymusić używanie swojej waluty w transakcjach międzynarodowych. Trzy największe chińskie giełdy (Szanghaj, Shenzhen i Hongkong) ustępują pod względem łącznej kapitalizacji tylko amerykańskiemu rynkowi. Skoro argumentów za powszechnym wykorzystaniem renminbi jest wiele, to dlaczego to się nie dzieje? Krótka odpowiedź: ograniczone zaufanie inwestorów i ostrożność chińskich władz.

Szczególny aspekt tej waluty to podział na handel na lokalnym rynku (kod waluty CNY), gdzie wartość jest ustalana przez Ludowy Bank Chin w ramach dziennych fixingów, oraz odbywający się poza granicami kraju, kształtowany przez rynek handel offshore (kod waluty CNH).

Ustalanie kursu w ramach fixingu powoduje, że kurs waluty do pewnego stopnia zależy od sytuacji rynkowej, a jednocześnie jest ściśle kontrolowany przez władze. Podejście do wartości tego pieniądza to czynnik ograniczający jego międzynarodowe zastosowanie. Inwestorzy nie mogą mieć pełnego zaufania do podstaw wartości tej waluty. Zdarzały się też dewaluacje przejawiające się obniżeniem kursu w fixingu. W 2015 r. wartość została obniżona o prawie 2 proc. w stosunku do dnia poprzedniego, co spowodowało ucieczkę inwestorów. Szacuje się, że w 2016 r. chińskie władze monetarne musiały przeznaczyć setki miliardów dolarów rezerw na obronę kursu własnej waluty. W ten sposób ich rezerwy spadły z ponad 4 bln do ponad 3 bln. Na podobnym poziomie utrzymują się do dziś.

Po włączeniu Chin w struktury globalnej gospodarki wykorzystanie renminbi na rynku międzynarodowym było mocno ograniczane przez Pekin. Nawet po akcesji do Światowej Organizacji Handlu w 2001 r. przez kilka lat utrzymywano niski stały kurs waluty, co dawało im dodatkowe przewagi na giełdach zagranicznych.

Silna waluta globalna

Przez wiele lat wartość chińskiego pieniądza była bezpośrednio powiązana z dolarem. Reformy z 2005 r. wprowadziły kwotowanie względem koszyka walut, w którym najwyższą wagę nadal miał amerykański pieniądz. Częściowe uwolnienie wartości chińskiej waluty spowodowało jej stopniowe umacnianie, które trwało do 2008 r. Wówczas ponownie wprowadzono ścisłą kontrolę i usztywniono wartość pieniądza wobec dolara. Po globalnym kryzysie finansowym zwiększano możliwości wykorzystywania renminbi w sferze międzynarodowej. Od października 2016 r. włączono je do koszyka walut, od którego zależy wartość jednostki rozliczeniowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Renminbi stało się pierwszą walutą kraju wschodzącego w tym elitarnym gronie.

W obecnej dekadzie sprawy przyspieszyły. Przywódca Państwa Środka Xi Jinping stwierdził w 2024 r., że chiński pieniądz powinien mieć status „globalnej waluty rezerwowej”. Można się więc spodziewać dalszych kroków w kierunku zwiększenia jej użycia w handlu międzynarodowym i inwestycjach. Władze w Pekinie przeszły od sceptycyzmu, przez stopniowe otwarcie, po determinację, by uczynić z renminbi silną globalną walutę.

Cel ten wydaje się odległy. W 2024 r. renminbi stanowiło zaledwie 2 proc. światowych rezerw walutowych. Dla porównania – dolar amerykański odpowiada za blisko 60 proc. Rola chińskiej waluty na rynku dłużnych instrumentów finansowych jest również niewielka. Nieco lepiej wygląda udział w płatnościach międzynarodowych – 2,73 proc. w grudniu 2025 r. (szóste miejsce na świecie według danych SWIFT). W 2025 r. renminbi, z prawie 9-procentowym udziałem w transakcjach walutowych, było najważniejszą walutą rynków wschodzących (za Bankiem Rozrachunków Międzynarodowych). Udział w tej kategorii stopniowo się zwiększa (w 2022 r. było to 7 proc., a w 2019 r. – 4 proc.). Można interpretować to jako coraz szersze wykorzystanie w transakcjach krótkoterminowych, przy ograniczeniach w długoterminowym lokowaniu kapitału.

Uzależnienie od dolara

Chiny polegają na dolarze w systemie płatniczym i inwestycjach, co rodzi silne uzależnienie strategiczne. Często się podkreśla, że mogą nagle sprzedać posiadane w swoich rezerwach amerykańskie obligacje, by zagrozić w ten sposób gospodarce USA. Rzecz w tym, że sami Chińczycy nie tylko naraziliby się wtedy na straty finansowe, lecz także straciliby dostęp do ważnego rynku zbytu oraz powiązania międzynarodowe. Jako duży wierzyciel mogą lepiej wykorzystać swój status, by wpływać na USA i światowe finanse. Jeśli Chiny wycofują się z amerykańskiego długu, to robią to bardzo ostrożnie i stopniowo, by nie zagrozić swojej gospodarce i pozycji globalnej.

Przez kilka lat Państwo Środka było krajem najwięcej inwestującym w amerykański dług. Rekord padł w 2013 r. – ponad 1,3 bln dol. Ostatnio Chiny zajmują trzecią pozycję (za Japonią i Wielką Brytanią) z wartością 682 mld dol. (niespełna 2 proc. zadłużenia USA). To najniższy poziom od 2008 r. Ale i tak obecna, zmniejszona wartość aktywów dolarowych stanowi aż 20 proc. całych rezerw walutowych kraju.

Ostrożność chińskich władz przejawia się też w tworzeniu powiązań z innymi systemami zamiast szerszego otwarcia. Powiązania te mają zastosowanie do wybranych jurysdykcji i określonych instrumentów finansowych (np. swapy, obligacje, akcje). Szczególnie ważne jest połączenie w hongkońskim centrum finansowym, a także z innymi azjatyckimi gospodarkami, np. z Singapurem i Japonią.

Aspiracje Chin rosną

Umiędzynarodowienie chińskiej waluty odzwierciedla zarówno rosnące aspiracje Pekinu, jak i nasilające się napięcia geopolityczne. Dość znacząco ograniczono rezerwy w dolarach amerykańskich, a jednocześnie zwiększono zapasy złota – w ciągu ostatnich kilku lat jego udział w chińskich rezerwach walutowych wzrósł z 3 do 7 proc. Obawy przed sankcjami w związku z zależnością od dolara są realne, dlatego pojawiły się pomysły na własne systemy rozliczeniowe. Jednak radykalne działanie ze strony USA wydaje się nie do pomyślenia. Oznaczałoby ono brak możliwości prowadzenia transakcji z podmiotami w Chinach. Pieniądze zagranicznych inwestorów zostałyby zaś zamrożone.

W pierwszej kadencji Donalda Trumpa po nałożeniu ceł nastąpiła obniżka wartości chińskiej waluty. Obecnie nawet w obliczu wojny celnej renminbi zyskuje na wartości. Ewentualna deprecjacja miałaby wpływ nie tylko na chińską gospodarkę, lecz także na inne kraje będące odbiorcami towarów i dostawcami surowców dla największego przetwórcy świata. Kolejne kroki w kierunku umiędzynarodowienia wiązałyby się z tym, że władze monetarne nie mogłyby już tak bezpośrednio wpływać na wartość waluty.

Choć znaczenie Państwa Środka na arenie międzynarodowej rośnie, nie przekłada się to jeszcze na chińską walutę. Jej dalsze umiędzynarodowienie zapewne będzie przebiegać z „chińską charakterystyką”, czyli za pomocą skrupulatnego bilansowania zysków i ryzyka. ©Ⓟ