Bardzo dobrze, że się odbyła. Te trzy sprawy, które prezydent wskazał nam do rozmów, są bardzo ważne. Przede wszystkim wiele pytań pojawia się wokół programu SAFE, ale bez wątpienia trzeba też wyjaśnić kwestię wschodnich kontaktów marszałka Włodzimierza Czarzastego. Z mojej perspektywy strona prezydencka była przygotowana bardzo profesjonalnie, rządowa – mniej, nad czym ubolewam.
Powiem szczerze, że w sprawie instrumentu SAFE była to pierwsza taka okazja, żeby móc merytorycznie przedstawić swoje wątpliwości, zastrzeżenia i zadać pytania. Z odpowiedziami bywało różnie. Ale i tak było dużo lepiej niż na sejmowej komisji, gdy poseł Zembaczyński wyłączał nam po minucie mikrofon, czy w studiach telewizyjnych, gdzie w naturalny sposób rozmowa o szczegółach jest ograniczona. Przez pierwsze kilka godzin RBN zadaliśmy naprawdę sporo pytań. Dowodem na to, że było całkiem merytorycznie, jest to, że po posiedzeniu jeden z polityków koalicji rządzącej podszedł do mnie i powiedział, że mimo braku sympatii musi przyznać, że byliśmy dobrze przygotowani. (śmiech)
Wymaga to pewnej refleksji u rządzących. Do tej pory instrument pożyczkowy SAFE był przedstawiany jako sukces, ale rządzący jakoś o szczegółach tego sukcesu nie chcą mówić, bo zamiast zaprezentować listę ogólną zadań, którą wysłali do Brukseli – nie mówiąc o jej konsultacji z prezydentem czy sejmową komisją obrony – utajnili ją. To nie jest spełnienie obietnicy Władysława Kosiniaka-Kamysza, który deklarował, że prace nad SAFE odbędą się z zachowaniem należytej staranności, przy udziale wszystkich stron sporu politycznego.
Zrobiłem to, kiedy tylko lista trafiła do parlamentu – w połowie grudnia. Jako jeden z pięciu parlamentarzystów.
Mam wiele pytań, których nie mogę zadać publicznie, bo niestety zostało to wszystko okryte mgłą tajności.
Nigdy nie kwestionowałem i nie kwestionuję tego, że lwia część określonych tam zadań odpowiada potrzebom polskiej armii, ale musimy zadać pytania o priorytety. Czy wskazani wykonawcy mają określone zdolności, bazę techniczną, licencję i potencjał. Moje wątpliwości dotyczą gradacji ważności poszczególnych zadań i priorytetów zakupowych. Gdybyśmy zapytali na spokojnie gen. Kukułę lub gen. Kuptela, czy gdyby mógł, to by na tej liście umieścił dwie eskadry F-35, wyrzutnie Himarsy, kolejne baterie Patriot w ramach Wisły...
Niestety tak jest, ale na samym początku tworzenia programu rząd powinien podjąć poważną rozmowę z Komisją Europejską i z naszymi partnerami w UE o możliwości rozszerzenia programu. Zasadniczy problem był taki, że w sprawie SAFE rządzący wpadli w tajnozę. Są skupieni na propagandzie sukcesu. Na konkretne pytania na komisjach sejmowych nigdy nie uzyskałem konkretnej odpowiedzi od ministra Zalewskiego, ministra Niezgody czy pani minister Sobkowiak.
Przez cały czas jest więcej pytań niż odpowiedzi. Wiemy, że nastawienie rządzących do warunkowości przyznawania środków z SAFE jest jednoznaczne – widzą to jako atut i szansę polityczną, co z polskiej perspektywy jest niebezpieczne. To po prostu niespecjalnie skrywany plan rządzących – blokada środków i kolaps na budżecie MON już w 2028 r., co może postawić nowy rząd pod ścianą. Ale skoro jesteśmy przy tym, to kolejny niewyjaśniony punkt dotyczy tego, z jakiej szufladki budżetu państwa mamy spłacać tę unijną pożyczkę.
Klasyk w wykonaniu premiera Kosiniaka -Kamysza, dużo słów, mało realnego działania. Nie wpisano konkretnego zakazu korzystania z budżetu MON przy spłacie obsługi zadłużenia. To zadłużenie powinno być spłacane z części ogólnej budżetu, a nie z części szefa MON. Obsługa zadłużenia musi być wyjęta z budżetu MON i trzeba to zapisać precyzyjnie w ustawie, stąd nasze poprawki.
Bo inaczej na początku 2028 r. po prostu zabraknie pieniędzy na bieżące wydatki: emerytury, pensje, wojskową służbę zdrowia, akademie wojskowe, na rozbudowę jednostek, plan modernizacji technicznej i wiele innych spraw. Już dziś zaczyna się problem – mamy o 300 mln zł mniej na badania i rozwój w wojsku. Minister Tomczyk chwali się operacją „Szpej”, a jest 400 mln zł mniej na ekwipunek i umundurowanie.
Nikt nie krytykuje modelu polegającego na tym, by pozyskiwać środki na rynku kapitałowym poprzez emisję obligacji. Państwo to robi od lat i na różne potrzeby, nie jest to zaskakujące. My podnosimy w zakresie modelu SAFE kilka istotnych zastrzeżeń. O warunkowości już wspomniałem, z czym zresztą już teraz mierzą się Węgrzy. Jednocześnie trzeba sobie jasno powiedzieć – rządzący mówią, że treści postanowień pożyczki i umowy nie są na dziś znane, nie wiemy, na jakich warunkach będą podpisane.
OK, ale 3 czy 4 proc.? W perspektywie lat to kilkanaście miliardów różnicy. Dla porównania w styczniu wyemitowaliśmy pięcioletnie obligacje na 2 mld euro z kosztem 2,96 proc., 10-letnie – z kosztem 3,74 proc. To konkurencyjna oferta.
Nie ma problemu, by emitować obligacje o różnym tenorze, czyli okresie zapadalności. Minister finansów sam mówi, że jest dziś duży popyt na polskie obligacje. Ale nie skreślam niczego z góry – poprosiłem Ministerstwo Finansów o takie analizy porównawcze, minister Majszczyk mówiła tylko, że mają roboczą analizę na wewnętrzne potrzeby. Nie były analizowane ryzyka, alternatywne scenariusze. MF nie przeprowadziło wstępnego rozeznania rynkowego popytu na polskie euroobligacje o tenorze 40–50 lat i skali kosztów, więc na jakiej podstawie rząd twierdzi, że rynkowa alternatywa nie istnieje?
Rynek obligacji i obsługa długu są bardziej skomplikowane, niż może się to politykom koalicji wydawać na pierwszy rzut oka. Trzeba porównywać gruszki do gruszek, inaczej zestawiamy kredyty koreańskie i amerykańskie z SAFE, który ma być w euro. To dwie różne metody. Inna waluta, inne stopy bazowe, inne koszty obsługi długu, inne ryzyko kursowe...
Ale właśnie o to chodzi – rząd tego nie zrobił. Bez tych zmiennych pachnie to wszystko manipulacją i przepychaniem kolanem. No i jeszcze jedna rzecz: koreańskie kontrakty miały termin dostawy na już, to był duży sukces Mariusza Błaszczaka, że czołgi K2, armatohaubice K9, wyrzutnie Chunmoo i lekkie myśliwce FA-50 z Korei trafiły do nas w zasadzie od razu. Wreszcie, czego nie mogę teraz zrobić z uwagi na tajność dokumentu, trzeba wziąć na warsztat konkretne zadania. SAFE jest ograniczony geograficznie, a tym samym zakupowo. Przy zakupie zawsze najistotniejsze powinny być: jakość, czas realizacji i oczywiście koszt. I, co równie ważne, żeby nie powiedzieć najważniejsze, żeby maksymalnie dużo pieniędzy trafiło do polskiego przemysłu zbrojeniowego.
Trzeba przypilnować tego, żeby były to podmioty z kapitałem polskim. Władysław Kosiniak-Kamysz i inni politycy koalicji rządzącej, gdy byli w opozycji, odmieniali przez wszystkie przypadki „polski przemysł zbrojeniowy”. Dziś prezes PSL zdefiniował, że za polski pomysł uznaje spółkę działającą na prawie polskim, ale z dominującym kapitałem zagranicznym. To nie odpowiada definicji, która funkcjonowała wcześniej w przestrzeni publicznej. I tutaj składamy odpowiednią poprawkę, by sprawa była czysta.
To zabawne. Chciałbym, żeby minister Kierwiński ujawnił listę zadań MSWiA z programu SAFE i byśmy punkt po punkcie przeanalizowali, do jakich ośrodków te pieniądze trafią. To nam sporo powie, kto jest czyim krypto handlowcem.
Rozwój HSW to wielki sukces rządów PiS. Z dumą patrzę, jak po rządach Platformy wyprowadziliśmy tę spółkę na prostą i dzisiaj jest perełką europejskiego przemysłu zbrojeniowego. To dzięki rządom PiS do seryjnej produkcji weszły Kraby i Borsuki. Ale nie złapię się na to pytanie, bo ministrowie Kierwiński i Siemoniak czyhają, żeby wyciekło coś z tajnego dokumentu i żeby mogli postawić mi zarzuty. Ten temat byłby zamknięty, gdyby lista zadań została opublikowana, tak jak choćby w Rumunii.
Oczekujemy wprowadzenia bezpieczników, które są w naszych poprawkach. Chcemy też precyzyjnej informacji na temat tego, ile dokładnie pieniędzy z programu SAFE trafi do Ukrainy i na jakich warunkach. Mówi się o 10 mld zł, ale ważne jest pytanie, co premier Tusk ustalił w tej sprawie z prezydentem Zełenskim. Nie udzielono kompleksowej informacji. My w PiS chcemy tylko tyle i aż tyle, by polski podatnik, jeśli już ma spłacać pożyczki na zbrojenia (co jest oczywiście normalne), wiedział, co spłaca, komu i jak. Trudno głosować za projektem ustawy, która nie uwzględni zabezpieczenia interesów polskiego przemysłu zbrojeniowego, nie odrzuci warunkowości i nie zadba o budżet MON w perspektywie kolejnych lat.
Druga osoba w państwie nie powinna mieć zaburzonej percepcji. Uważam, że Włodzimierz Czarzasty powinien lepiej czytać to, co się wokół niego dzieje w ostatnich tygodniach.
Niech odpowiedzią będzie moje milczenie. Gdybym panu powiedział w szczegółach, co działo się na RBN, ministrowie Siemoniak i Kierwiński by mi nie darowali. (śmiech) ©Ⓟ