Niepewność sprzyja notowaniom metali
Niższe niż w poprzednich latach stopy procentowe, ale głównie napięcia geopolityczne, których źródłem są pomysły Donalda Trumpa (aneksja Grenlandii, atak na Iran czy cła), sprawiają, że tegorocznym przebojem inwestycyjnym są metale szlachetne. Cena uncji złota przebiła w mijającym tygodniu 5 tys. dol., by już po paru dniach osiągnąć poziom 5,5 tys. dol. Kilka tygodni wystarczyło, by złoto zyskało na wartości niemal 30 proc. Ale prawdziwym przebojem inwestycyjnym jest w tym roku srebro. Cena uncji przebiła 100 dol., a stopa zwrotu od początku roku przekraczała 60 proc.
Wszystko zmieniło się w piątek, gdy prezydent Donald Trump przedstawił swojego kandydata na szefa Rezerwy Federalnej, banku centralnego USA. Na czele Fed stanąć ma Kevin Warsh, który dał się poznać jako "inflacyjny jastrząb". Na rynkach jego nominację odebrano tak, że nie będzie za wszelką cenę obniżał stóp procentowych. Efekt? Notowania metali runeły. W piątek za złoto płacono już wyraźnie mniej niż 5 tys. za uncję, a srebro kosztowało mniej niż 85 dol.
Słabość dolara
Wzrostom cen surowców, w tym metali, sprzyjał taniejący dolar. Amerykańska waluta traci na wartości m.in. przez niepewność co do polityki budżetowej Trumpa (niewykluczone jest kolejne „zamknięcie rządu”). Euro pierwszy raz od połowy 2021 r. kosztowało ponad 1,2 dol. Od początku roku waluta amerykańska straciła wobec europejskiej 1,7 proc. Ale są i takie, w stosunku do których kurs dolara obniżył się o ponad 5 proc. To przypadek brazylijskiego reala, dolara australijskiego i dolara nowozelandzkiego. W stosunku do złotego spadek wynosi ok. 2 proc. Na wykresie pokazujemy syntetyczny wskaźnik obejmujący notowania dolara wobec partnerów handlowych USA.
I w przypadku dolara wskazanie Kevina Warsha na szefa Fedu przyniosło jednak odwrócenie trendu. W piątek kurs euro spadł do 1,1850 dol. W stosunku do naszej waluty dolar w piątek umocnił się o ponad 1 proc. przekraczając poziom 3,55 zł.
Rozliczamy się z Unią
Ubiegły rok przyniósł ożywienie w transferach z UE do Polski. W ramach regularnych zasileń (nieuwzględniających pieniędzy z KPO) otrzymaliśmy z Brukseli 12,9 mld euro. Sami wpłaciliśmy niemal 8,2 mld euro. Dane pozwalają na podsumowanie, jak wygląda saldo rozliczeń od początku naszego członkostwa w UE. Wynosi ono 167,9 mld euro (bez KPO, z którego do końca ub.r. dostaliśmy 9,5 mld euro). O ile wartość transferów z UE waha się w rytmie kolejnych budżetów, o tyle wpłaty mają tendencję wzrostową. W zeszłym roku pierwszy raz przekroczyły 8 mld euro. Od 2004 r. przekazaliśmy do wspólnotowego budżetu niemal 100 mld euro.