Koniec z uprzywilejowaniem dużych sieci – zapowiada resort sprawiedliwości i publikuje projekt zmian w prawie. Eksperci studzą entuzjazm. Ich zdaniem nowe regulacje mogą być wręcz szkodliwe.

Projekt nowelizacji kodeksu cywilnego, który ma uregulować umowę franczyzy, trafił właśnie do konsultacji społecznych. Specjaliści już dziś mówią, że choć niektóre spośród zaproponowanych rozwiązań są dobre, to mocno spóźnione.

– Takiego uregulowania branża potrzebowała kilkanaście lat temu, kiedy rzeczywiście niektórzy franczyzodawcy nadużywali swojej pozycji rynkowej – mówi Przemysław Ruchlicki z Krajowej Izby Gospodarczej i dodaje, że już teraz rynek franczyzowy można uznać za bezpieczny dla obu stron umowy.

Franczyzobiorcy niewiele zyskają

Zdaniem Przemysława Ruchlickiego sam projekt zmian w k.c. niewiele wniesie do zwyczajów kupieckich, a raczej doprowadzi jedynie do ich kodyfikacji.

– W zasadzie jest to powtórzenie zapisów z kodeksu dobrych praktyk dla rynku franczyzy, który środowisko handlu wypracowało na zasadzie samoregulacji. Z tego względu nowelizacja nie będzie ani impulsem do zwiększenia popularności tej formy sprzedaży, ani znacząco nie utrudni rozwoju rynku – wyjaśnia Ruchlicki.

Odmienny pogląd na sytuację prezentuje Ministerstwo Sprawiedliwości, które prace legislacyjne poprzedziło analizami. Wynikało z nich, że większość przedsiębiorców otwierających działalność pod szyldem znanej marki nie zdaje sobie sprawy z licznych zobowiązań, które na siebie przyjmuje. Chodzi np. o konieczność podpisania weksla, który zabezpiecza interesy franczyzodawcy, akceptowanie narzuconych cen zakupu i rozprowadzania towarów, a także wiele ukrytych opłat i kar, które grożą za wcześniejsze wycofanie się z układu. Według ministerstwa ma temu zapobiec m.in. obowiązek przedstawienia przez franczyzodawcę dokumentu informacyjnego, w którym zawarte będą szacunkowe koszty, spodziewane zyski, sposób ich rozliczania oraz obowiązki i prawa obu stron. Franczyzobiorcy będzie przysługiwało prawo do wypowiedzenia umowy, jeżeli dokument będzie niepełny albo ujawnione w nim informacje będą nieprawdziwe.

– O ile sam pomysł uregulowania franczyzy należy ocenić pozytywnie, o tyle nie jestem do końca przekonany, czy zaproponowane przepisy radykalnie zmienią rynek i usuną nieprawidłowości. Niezależnie od obowiązku przedstawiania prospektu informacyjnego, który popieram, franczyzodawca nadal będzie mógł zapisać w umowie korzystne wyłącznie dla siebie postanowienia, np. przerzucić ryzyka niepowodzeń na drugą stronę, narzucić swoich dostawców i ustalić ceny – mówi Radosław Płonka, adwokat i ekspert ds. gospodarczych z Business Centre Club. Jego zdaniem, aby realnie wyrównać szanse stron umowy franczyzowej, należałoby zalecić każdemu otwierającemu działalność gospodarczą pod szyldem znanej marki konsultacje z prawnikiem.

Znacznie bardziej krytyczna w swoich ocenach jest dr Anna Hlebicka-Józefowicz, ekspertka Konfederacji Lewiatan i prawniczka z Kancelarii DZP. Według niej kluczowe i wystarczające byłoby odpowiednie uregulowanie przedumownego obowiązku informacyjnego franczyzodawcy. Daje on gwarancję, że decyzja o przystąpieniu do sieci jest przemyślana i ma oparcie w danych.

– Dalej idąca regulacja, która narzuca stronom sztywne zasady współpracy, odbiera franczyzie jej główne atuty: elastyczność i różnorodność. Generuje też nowe koszty, które poniosą nie tylko franczyzodawcy, lecz także franczyzobiorcy, a więc ci, których sytuację ustawa miała poprawić – dodaje ekspertka.

Franczyzodawcy mogą stracić

Radosław Płonka wskazuje także na projektowane zapisy, które mogą być potencjalnie niesprawiedliwe dla franczyzodawców. Przykładowo zakaz konkurencji ma dotyczyć jedynie otwierania przez byłego franczyzobiorcę własnego systemu franczyzowego.

– Co jednak, gdy po zdobyciu kontaktów w branży oraz uzyskaniu wiedzy i dostępu do know-how prowadzenia danego biznesu dawny franczyzobiorca postanowi otworzyć np. sklep pod własnym szyldem albo nawet założyć sieć takich sklepów? – pyta Radosław Płonka.

A dr Anna Hlebicka-Józefowicz ostrzega, że wiele daleko idących rozwiązań zawartych w projekcie może – w zależności od branży, kontekstu gospodarczego, sytuacji rynkowej – przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Według niej określony z góry w ustawie sztywny trzymiesięczny okres wypowiedzenia może być dla jednych franczyzobiorców za krótki, dla innych za długi. Ekspertka wskazuje też na zamknięty katalog przesłanek wypowiedzenia umowy przez franczyzodawcę ze skutkiem natychmiastowym, który nie obejmuje wielu sytuacji uzasadniających zerwanie współpracy, np. skazania franczyzobiorcy prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności.

Zbędne dublowanie i pośpiech

W projekcie znalazł się także zapis, który umożliwia franczyzobiorcy domaganie się na drodze sądowej obniżenia ponoszonej przez niego opłaty, w sytuacji gdy nie z jego winy doszło do znaczącego obniżenia przychodów.

– Mamy już w k.c. klauzulę rebus sic stantibus, która pozwala na zmianę warunków umowy w przypadku wystąpienia nieoczekiwanych okoliczności. Wydaje się więc, że ten nowy przepis jest zbędny. Dodatkowo rodzi się pytanie, w jaki sposób można wskazać jedną przyczynę obniżenia obrotów danej działalności? To kwestia niezwykle ocenna i wymagająca powołania biegłego – komentuje Radosław Płonka.

Nasi rozmówcy obawiają się także tego, że pośpiech w procedowaniu projektu ustawy spowodowany zbliżającym się końcem kadencji parlamentu może doprowadzić do uchwalenia niewystarczająco przemyślanych regulacji. ©℗

Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe / Co się zmieni w umowach franczyzy