W takiej skali Polska, ale też w ogóle Europa Środkowo-Wschodnia, mierzy się z tym zagadnieniem po raz pierwszy.

Na ile poważnym problemem polskiego biznesu jest obecnie zagadnienie sukcesji, czyli przekazywania firm w ręce kolejnego pokolenia? Podczas nadchodzącego EKG w Katowicach weźmie pani udział w panelu „Sukcesja w firmach rodzinnych”.
Dziś założyciele biznesów z lat 80. i 90. XX w. mają po ok. 70 lat. Część z nich już przekazała kierownictwo, a niewielka część nawet własność w firmach, ale to jest jednak mała liczba. Jesteśmy więc w środku pierwszej fali sukcesji. Ze względu na naszą historię wcześniej rzadko się zdarzało, aby właściciel firmy przekazywał coś następcom. W takiej skali w Polsce, ale też w ogóle w Europie Środkowo-Wschodniej mierzymy się z tym zagadnieniem po raz pierwszy. A rodzi ono wiele problemów - założyciele firm, ludzie, którzy przez całe życie byli ich właścicielami, kierowali nimi po swojemu, dopiero uczą się, jak odpuszczać. Mają trudności z zaakceptowaniem tego, że ich następcy mogą myśleć inaczej niż oni.
Katarzyna Gierczak-Grupińska, prezes Fundacji Firmy Rodzinne, współwłaściciel rodzinnej firmy Gelg Sp. z o.o. / Materiały prasowe
Rodzice, nawet podświadomie, mają obawy, że dzieci zmarnują ich dorobek. W rodzinach często jest też tak, że dużo łatwiej rozmawia się z wnuczką niż z córką.
Sama od trzech lat jestem w procesie sukcesji i na własnej skórze odczuwam, jak ogromne jest to wyzwanie. Chodzi o komunikację czy utrzymanie dobrych relacji jednocześnie w pracy i przy rodzinnym stole. Ważną sprawą jest docenienie przez rodziców kompetencji dzieci, w porównaniu z tym, co prezentują w swoich CV ludzie z rynku. Powoduje to, że sukcesor musi o siebie walczyć, wytrwale realizować swoje cele, wyznaczać granice, a to jest trudne. Nie mówiąc już o sytuacjach, w których dzieci jest więcej niż jedno. Wtedy napięć jest wykładniczo dużo więcej.
A jak można by ułatwić ten proces?
W Polsce, ze względu na wspomniany deficyt doświadczeń w tym obszarze, trudno o radę. Brakuje nam wiedzy, a potrzebujemy swoistych złotych rad - pokazania w prosty sposób tego, co działa. Bardzo pomocny mógłby tu być mentoring z krajów zachodnich. Jednak firmy, które mają już historię wielu pokoleń, są zwykle bardzo dyskretne.
Trzeba budować dobre doświadczenia w sukcesji. Za 10-15-20 lat będzie widać, jaki procent działań sukcesyjnych zakończył się sukcesem, co się sprawdziło, a co nie. Wtedy będzie nam łatwiej, dziś możemy jedynie zobaczyć, jak poszczególne rozwiązania „sprawdzają się w praniu”.
Ale jednak podejmowane są pewne działania na tej niwie, również przez pani Fundację Firmy Rodzinne. Dość skutecznie wpływaliście do tej pory m.in. na rząd, czego przykładem jest np. ustawa o zarządzie sukcesyjnym. Ostatnie statystyki pokazują, że mamy już ponad 30 tys. ustanowionych zarządców, z czego aktywnie działa 3,6 tys.
Działamy, ale to ciągle mało. Potrzeby są ogromne, więc działań powinno być 20 razy więcej niż obecnie. Mamy wiele organizacji, które angażują się w tę sprawę, ale brakuje tu współdziałania, a także instytucjonalnego wsparcia ze strony władz. A przecież powodzenie sukcesji polskich biznesów ma duży wpływ na gospodarkę kraju i na jej stabilny rozwój. Silne rodzime firmy buduje się przez pokolenia.
Komisja Europejska dostrzega wagę tego zagadnienia, rekomendując kierowanie na ten cel finansowania i realizowanie specjalnych projektów. Przykładem może być nasz raport z 2017 r. o kompetencjach przyszłości w firmach rodzinnych. Tyle że to nie mogą być jednostkowe akcje, lecz cykliczne. Ich celem powinno być przygotowywanie rekomendacji dla rządu, jeżeli chodzi o rozwiązania prewencyjne dla firm czy edukację młodych przedsiębiorców.
Czego konkretnie oczekuje pani zatem w tej kwestii od rządu jako regulatora?
Odczuwamy deficyt, jeżeli chodzi o konkretne cele, które wspólnie - biznes, rząd i NGO - powinniśmy realizować. A także poprawy otoczenia regulacyjnego. Sytuacji nie ułatwiają nieustanne zmiany osób na wyższych stanowiskach w rządzie.
Na ile istotne jest w tej chwili dokończenie prac nad zapowiedzianą prawie dwa lata temu ustawą o fundacji rodzinnej. Przypomnijmy, że - w odróżnieniu od zarządu sukcesyjnego - jest to rozwiązanie skierowane do dużych biznesów.
Obawiam się, że bieżące, pilne problemy zdominują agendę i jeszcze przesuną wprowadzenie tego rozwiązania. Prace się toczą, ale dotychczas rozstrzygnięcie blokowały wątpliwości związane z opodatkowaniem fundacji. My stoimy na stanowisku, że podatki od fundacji powinny być neutralne. Trzeba jednak zarazem mieć świadomość, że fundacja będzie rozwiązaniem kosztownym. Utrzymanie jej - według naszych wyliczeń - będzie opiewało na minimum 100 tys. rocznie. Nie sądzę więc, by wiele firm było na to stać.
Ze względu na troskę o zebrany przez dziesięciolecia majątek sukcesyjny w polskich firmach i związany z tym ciężar planowania oraz zabezpieczenia interesariuszy należy prace te możliwie szybko sfinalizować. ©℗
Rozmawiała Sonia Sobczyk-Grygiel