Reklama
Sejm będzie w tym tygodniu głosował nad wnioskiem Senatu o odrzucenie ustawy, która zmieni system rozliczeń prosumentów od 1 kwietnia 2022 r. Senat przegłosował też własny projekt. Jeśli Sejm weto Senatu odrzuci, ustawa wejdzie w życie. Co to będzie oznaczać?
Nowelizacja ustawy o odnawialnych źródłach energii zmienia zasady uczestnictwa podmiotów wytwarzających energię w mikroinstalacjach OZE – czyli tzw. prosumentów w kosztach przyłączenia i korzystania z sieci elektroenergetycznej. Funkcjonujący w Polsce system net-meteringu, inaczej opustowy, zostanie zastąpiony mechanizmem net-billingu o znacznie bardziej rynkowym charakterze.
Zarówno kształt nowych regulacji, jak i termin wdrożenia proponowanych zmian wywołują wątpliwości i obawy wśród przedstawicieli sektora energetyki prosumenckiej oraz osób zainteresowanych montażem mikroinstalacji OZE.
Uzasadniony niepokój budzi chaos oraz tempo prac Sejmu nad projektem nowelizacji zgłoszonym w formie poselskiej inicjatywy ustawodawczej oraz brak oceny skutków regulacji, w szczególności pominięcie analizy kosztów i korzyści wprowadzanych zmian.

Reklama
Co do inicjatywy Senatu, jest to zdecydowanie krok w dobrą stronę. Projekt wydłuża okres przejściowy do 1 stycznia 2024 r. i wprowadza system rozliczeń w stosunku 1:1. Po tej dacie prosument i sprzedawca będą rozliczali się na zasadach uwzględniających ceny uzgodnione przez obie strony. W przypadku braku takiego uzgodnienia rozliczenia będą oparte na cenach średnich miesięcznych z rynku godzinowego.
Przypomnijmy, czym różni się system opustów od net-billingu.
Najistotniejszą różnicą pomiędzy nimi jest sposób rozliczania energii wprowadzanej i pobieranej z sieci dystrybucyjnej przez prosumenta. Obowiązujący system opustów opiera się na rozliczaniu ilości energii na zasadzie barterowej. Oznacza to, że za 1 kWh energii elektrycznej wprowadzonej do sieci prosument może w przyszłości odebrać bez opłat, na zasadzie barterowej wymiany, odpowiednio 0,8 albo 0,7 kWh energii z sieci. Od odebranej na tych zasadach energii nie ponosi on opłat zmiennych.
Net-billing zaś zakłada osobne rozliczanie energii wprowadzanej i pobieranej z sieci na podstawie aktualnej wartości jednostki energii. Jest ona ustalana według ceny giełdowej (tj. bieżącej ceny godzinowej). Mamy tu do czynienia z modelem uwzględniającym wartość energii w momencie wprowadzania lub pobierania z sieci, a nie wyłącznie jej ilość.
W procedowanej ustawie kluczowe znaczenie mają jednak szczegóły. W systemie net-billingu prosument będzie sprzedawał nadwyżki wytworzonej energii po nieokreślonych z góry cenach hurtowych (netto), a kupował po cenach detalicznych, tj. brutto, ze wszystkimi opłatami. Nowy system będzie zatem znacznie mniej atrakcyjny dla nowych prosumentów. Co więcej, ryzykują oni, że mikroinstalacja OZE będzie nieopłacalna. Tego, że znacząco wydłuży się okres zwrotu inwestycji, mogą być wręcz pewni.
Pominięcie analizy i oceny skutków regulacji oraz przyjęcie bardzo szybkich terminów jej wdrożenia powoduje, że nie wiemy, jak bardzo takie rozwiązanie wpłynie na dalszy rozwój energetyki rozproszonej w Polsce.
Rząd, spółki i sieci elektronenergetyczne przekonują jednak, że sieci nie wytrzymają utrzymywania obecnego systemu, rośnie liczba reklamacji, a sieć dystrybucyjna staje się przesyłową.
Trudno odnieść się do argumentów, co do których nie przedstawiono dokładnych wyliczeń. Jeszcze trudniej zrozumieć tego typu argumentację. Zobowiązując się do realizacji celów unijnej polityki klimatyczno-energetycznej w zakresie zwiększonego udziału energii z OZE, polskie władze doskonale zdawały sobie sprawę z konieczności modernizacji przestarzałego systemu sieci energetycznych. Miały świadomość i czas na podjęcie odpowiednich działań i inwestycji. Podobne argumenty pojawiają się w dyskusji publicznej od wielu lat, jednak do dziś nikt nie przedstawił konkretnych propozycji rozwiązania tego problemu. W 2019 r. udział energii ze źródeł odnawialnych wyniósł w Polsce niecałe 13 proc. i jest to jeden z najniższych wyników w Unii Europejskiej. Potrzebujemy jej zdecydowanie więcej. Wyraźnie lepsze wyniki większości państw UE pokazują, że to możliwe. Ustawa w przyjętym przez Sejm kształcie zdejmuje ze spółek dystrybucyjnych odpowiedzialność za brak inwestycji w sieci energetyczne. Konsekwencje ich zaniedbań poniosą prosumenci. To rozwiązanie, na które nie można się zgodzić.
Pada też jednak argument, że obecny system przeczy idei prosumeryzmu, bo prosumenci nie konsumują bezpośrednio wytworzonej przez siebie energii, lecz produkują ją i konsumują w różnych okresach.
Dyrektywa o OZE, która wprowadza pojęcie prosumenta, nie odnosi się wprost do tej kwestii. Trudno więc uznać ją za sprzeczną z ideą prosumeryzmu. Prosument wytwarza odnawialną energię elektryczną „na własne potrzeby”, a to dwa różne pojęcia. Ponadto nadwyżki energii można magazynować lub sprzedawać pod warunkiem, że działanie to nie stanowi podstawowej działalności gospodarczej prosumenta. Chcąc zwiększyć autokonsumpcję energii, należy rozwijać rynek magazynów. Wymaga to jednak czasu oraz skutecznych mechanizmów wsparcia.
Zwolennicy zmian przekonują również, że obecnie pozostali odbiorcy subsydiują prosumentów.
W zasadzie każda forma energetyki jest w jakiś sposób subsydiowana. Dziś zdecydowanie więcej dokładamy do szkodliwej i przestarzałej energetyki węglowej. Dzięki dotychczasowym rozwiązaniom prosumenckim rząd PiS relatywnie tanim kosztem rozwinął kulejący wcześniej segment fotowoltaiki, która obniża ceny dla wszystkich odbiorców w letnich szczytach zapotrzebowania. Wcześniej mieliśmy z tym problemy. Warto podkreślić, że bez prosumentów ceny energii byłyby dzisiaj jeszcze wyższe. Istnieją więc wymierne korzyści, o których nagle się nie mówi.
Wróćmy do skutków dla prosumentów. Z analizy Polskiego Alarmu Smogowego wynika, że okres zwrotu z inwestycji w fotowoltaikę wzrośnie z obecnych 7 do nawet 16 lat. Zgadza się pani z tymi szacunkami?
Tak, zgadzam się z ogólnym trendem wskazanym w analizie. Okres zwrotu inwestycji będzie dłuższy, a prosumenci będą uzależnieni od cen na rynku elektrowni zawodowych. W konsekwencji nowe regulacje mogą negatywnie wpłynąć na zainteresowanie inwestycjami w mikroinstalacje OZE, co spowolni dalszy rozwój sektora. To jedyna analiza, jaką dysponujemy, ponieważ projekt poselski, jak mówiłam, nie zawiera OSR.
Co w nowym systemie miałoby zatem zachęcać Polaków do tego, by zostali prosumentami?
W sytuacji rosnących cen energii własne, dodatkowe źródło zasilania to najlepsze zabezpieczenie przed inflacją. Prognozowany jest również dalszy spadek cen instalacji. Jeśli do powyższych czynników dodamy element w postaci dopłaty inwestycyjnej (np. wsparcie z programu „Mój prąd"), to sytuacja wygląda nieco korzystniej i okres zwrotu ulegnie skróceniu.
Zmiana przepisów spowoduje wyhamowanie prosumeryzmu, ale nie da się go zatrzymać. Powinno nam jednak zależeć na jego dalszym, dynamicznym rozwoju. Warto również zwrócić uwagę na pozytywne zmiany zaproponowane w ustawie. Możemy do nich zaliczyć wprowadzenie modelu „prosumenta zbiorowego” oraz „prosumenta wirtualnego”. To rozwiązania skierowane do mieszkańców budynków wielolokalowych. W Polsce ta grupa wciąż pozbawiona jest dostępu do energetyki prosumenckiej ze względu na brak właściwych regulacji.
Model prosumenta zbiorowego umożliwi mieszkańcom bloków skorzystanie z instalacji OZE zlokalizowanej w części wspólnej budynku lub jego bezpośrednim sąsiedztwie. Energię wytworzoną w takiej instalacji będzie można wykorzystać na własne potrzeby prosumenta.
W przypadku prosumenta wirtualnego instalacja OZE może zostać zlokalizowana w dowolnej odległości od miejsca poboru energii. Mieszkańcy kamienicy w centrum miasta będą mogli skorzystać z energii wyprodukowanej przez instalację PV zlokalizowaną na obrzeżach. Wdrożenie regulacji dotyczących prosumentów zbiorowych umożliwi dostęp do taniej i czystej energii, a także obniżenie rachunków za prąd zdecydowanie szerszej grupie odbiorców.
Przedstawiciele rządu przekonują, że dotychczasowe korzyści zastąpią prosumentom dopłaty do magazynów energii. Czy to dobry kierunek, a przede wszystkim na ile – ze względu na wysokie koszty – realne jest upowszechnienie magazynów energii?
W Polsce rynek magazynów praktycznie nie istnieje i wymaga zbudowania oraz publicznej stymulacji od zera. Podobna sytuacja dotyczyła kilka lat temu sektora mikroinstalacji fotowoltaicznych. Mimo że magazyny energii tanieją, na początku nie obejdzie się bez dopłat do ich zakupu. Zresztą rząd sam zapowiadał tego typu wsparcie w kolejnej edycji programu „Mój prąd". Trudno jednak mówić o zastąpieniu systemu opustów, bo rozwój magazynów zajmie lata.
Powiedzmy jeszcze o mechanizmach, które mają zapobiec budowaniu „przewymiarowanych” instalacji, czyli takich, które produkują więcej energii niż zużywa dany prosument.
Unijne regulacje nie odnoszą się wprost do tej kwestii. Obowiązujący system również miał zapobiegać temu zjawisku. Przy net-meteringu przewymiarowana instalacja opłaca się mniej niż dobrana do rocznego zużycia energii, ponieważ prosument niepotrzebnie oddaje za darmo dodatkową nadwyżkę do sieci. Z drugiej strony możliwości fizycznego rozmieszczenia instalacji OZE w Polsce są ograniczone. Powinniśmy dążyć więc do stworzenia systemu umożliwiającego maksymalne wykorzystanie powierzchni dachów.
Jak zmiana przepisów wpłynie na tzw. projekty parasolowe, które polegają na tym, że w rozwój fotowoltaiki prosumenckiej na swoich terenach inwestują gminy? Przedstawiciele tych gmin podczas sejmowych prac nad nowymi regulacjami wyrażali obawy wobec tej zmiany.
Obawy przedstawicieli samorządów są jak najbardziej uzasadnione, ponieważ procedowana ustawa całkowicie pomija kwestię samorządowych projektów „parasolowych”. W Senacie proponowano poprawkę wydłużającą obecne warunki projektów „parasolowych”. Takie rozwiązanie byłoby jednak niesprawiedliwe wobec pozostałych osób, które chciałyby zostać prosumentami. Jest ono również sprzeczne z argumentami rządu dotyczącymi sieci elektroenergetycznych. Skoro rząd chciał iść na rękę ok. 100 tys. prosumentów z projektów parasolowych, to nie ma przeszkód, by obecny system wydłużyć o dwa lata dla wszystkich.
Co zmiana będzie oznaczała dla sieci elektroenergetycznych i wreszcie – dla rozwoju OZE w naszym kraju?
W dyskusji nad zmianą przepisów skupiono się wyłącznie na wdrożeniu unijnej dyrektywy rynkowej. Całkowicie pominięto wymogi dyrektywy o OZE, która zobowiązuje państwa członkowskie do stworzenia warunków sprzyjających rozwojowi prosumeryzmu. Konieczne jest wypracowanie nowych rozwiązań, które zapewnią dalszy przyrost energetyki rozproszonej oraz proporcjonalny udział prosumentów w kosztach przyłączenia i korzystania z sieci. Zmiana regulacji powinna zostać poprzedzona pogłębionymi konsultacjami ze stroną społeczną oraz przedstawicielami sektora, a przede wszystkim dokładną analizą kosztów i korzyści.
Kilka lat temu niekorzystne przepisy tzw. ustawy odległościowej zatrzymały rozwój lądowych instalacji wiatrowych. Jeśli teraz zablokujemy lub zniechęcimy prosumentów, Polska będzie miała poważny problem z realizacją celu OZE.
A jak na rozwój OZE wpłynął obecny system opustów?
Rosnące koszty energii oraz konkurencyjne ceny mikroinstalacji prosumenckich bez wątpienia mają wpływ na dynamikę rozwoju sektora. Jednak za równie istotny czynnik należy uznać korzystny model rozliczania prosumentów, który zachęca do inwestowania we własną mikroelektrownię. W przypadku Polski liczby mówią same za siebie – od kilku lat możliwość samodzielnego wytwarzania energii elektrycznej cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem. Obecnie w sektorze mikroinstalacji prosumenckich znajduje zatrudnienie ponad 91 tys. osób. Warto porównać tę liczbę z danymi sprzed pięciu lat, kiedy mieliśmy w Polsce zaledwie 6,5 tys. mikroinstalacji. Bez wątpienia system opustów ma w tym swój udział i spełnił swoje zadanie – rozwinął energetykę prosumencką oraz sprawił, że Polacy chcą inwestować w mikroinstalacje OZE. Paradoksalnie prosumenci to jeden z największych sukcesów obecnego rządu. Potrzebne jest dostosowanie systemu opustów do wymogów dyrektywy rynkowej, jednak mamy na to czas do 2024 r. i warto w tym okresie wypracować dużo lepsze rozwiązanie.
Bez prosumentów ceny energii byłyby dzisiaj jeszcze wyższe. Istnieją więc wymierne korzyści, o których nagle się nie mówi
Rozmawiała Sonia Sobczyk-Grygiel