Zasady naliczania kosztów są ujęte w kodeksie postępowania cywilnego (dalej: k.p.c.). W art. 98 par. 1 k.p.c. wskazano, że strona przegrywająca sprawę obowiązana jest zwrócić przeciwnikowi na jego żądanie koszty niezbędne do celowego dochodzenia praw i celowej obrony (koszty procesu). Z kolei art. 102 k.p.c. określa, że w wypadkach szczególnie uzasadnionych sąd może zasądzić od strony przegrywającej tylko część kosztów albo nie obciążać jej nimi w ogóle. Co do zasady wtedy koszty pokrywa strona wygrywająca, część z nich sąd może zaś przerzucić na barki Skarbu Państwa. I tu pojawia się pytanie: na co się powołać, gdy nie chce się być obciążonym kosztami? Czy warto przywołać art. 5 kodeksu cywilnego? To jedna z najistotniejszych wątpliwości, o czym świadczy bogate orzecznictwo sądowe. Przepis ten stanowi bowiem, że nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. Ale gdy chodzi o nieobciążenie kosztami ‒ nie ma to sensu. W linii orzeczniczej utarło się, że art. 5 k.c. nie ma też zastosowania przy rozstrzyganiu o kosztach procesu, wobec odrębnej w tym zakresie regulacji wynikającej z art. 102 k.p.c. (tak m.in. wskazano w wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 20 października 2020 r., sygn. akt V ACa 165/20). Innymi słowy, chcąc uzyskać zwolnienie z kosztów (całkowite albo częściowe), należy powoływać się na art. 102 ustawy proceduralnej, a nie na art. 5 k.c.
Co to są „wypadki szczególnie uzasadnione”?
Artykuł 102 k.p.c. dając możliwość zwolnienia z kosztów, zastrzega, że jest to możliwe w szczególnie uzasadnionych wypadkach. W orzecznictwie przyjęło się, że chodzi o sytuacje, w których zasądzenie kosztów na rzecz wygrywającego przeciwnika w całości, a nawet w części, byłoby sprzeczne z powszechnym odczuciem sprawiedliwości oraz zasadami współżycia społecznego. Istotne są zatem okoliczności związane z przebiegiem sprawy, tj. charakter zgłoszonego roszczenia, jego znaczenie dla strony, subiektywne przekonanie o zasadności roszczenia, przedawnienie roszczenia oraz inne okoliczności leżące poza procesem, tj. sytuacja majątkowa i życiowa strony. Ocena, czy takie wypadki wystąpiły w konkretnej sprawie, należy do sądu, który powinien dokonać jej na podstawie całokształtu okoliczności sprawy, przy uwzględnieniu zasad współżycia społecznego (tak m.in. w wyroku Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 6 października 2020 r., sygn. akt I ACa 902/19). Podsumowując: znaczenie może mieć zatem i zachowanie strony podczas trwającego postępowania, i jej kiepska sytuacja majątkowa.
Czy zła sytuacja majątkowa strony wystarcza do nieobciążenia kosztami procesu?
Nie. W orzecznictwie przyjęło się, że sam fakt znajdowania się w tarapatach finansowych jest niewystarczający do nieobciążenia kosztami procesu, o ile strona dała podstawy do wytoczenia przeciwko niej powództwa (tak m.in. w wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 10 września 2020 r., sygn. akt V ACa 215/20). Ta okoliczność jest natomiast brana pod uwagę jako jedna z łącznie występujących przesłanek, np. z zachowaniem strony podczas postępowania. Mówiąc prościej, sam fakt bycia w złej sytuacji finansowej nie wystarczy, ale jeśli ktoś znajduje się w dobrej i przegrywa sprawę ‒ na nieobciążenie kosztami w zasadzie nie ma szans (tak np. w postanowieniu Sądu Najwyższego z 6 października 2011 r., sygn. akt V CZ 69/11).
A co jeśli sąd uwzględnił roszczenie o zadośćuczynienie w części żądanej kwoty? Czy oznacza to obowiązek pokrycia znacznej części kosztów, czy możliwe jest nadzwyczajne nieobciążenie kosztami?
To często występujący w praktyce przypadek ‒ ktoś uznaje, że jego dobra osobiste zostały naruszone, więc pozywa naruszyciela. W pozwie często wskazana jest wysoka kwota. Czasem powodowi udało się znaleźć orzeczenia z podobnymi stanami faktycznymi i wysokimi zasądzonymi kwotami. Niekiedy powód uznaje, że wysoka kwota w powództwie to element strategii procesowej, by w rzeczywistości otrzymać trochę mniej. Najczęściej kluczowe są emocje i negatywny stosunek do pozwanego. Tak czy inaczej, w wyroku niekiedy zasądzone zostaje kilkanaście procent tego, czego powód żądał. Co wówczas z kosztami procesu? W orzecznictwie przyjęło się, że w sprawie o zadośćuczynienie, a więc o roszczenie związane z doznaniem krzywdy, mającej charakter subiektywny i co najważniejsze, niemożliwy do jednoznacznego zmierzenia i wyrażenia stosowną kwotą, samo określenie żądania w niewspółmiernej do sytuacji kwocie nie może być tym czynnikiem, który wyłączałby stosowanie art. 102 k.p.c. (tak np. w wyroku Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z 11 kwietnia 2017 r., sygn. akt I ACa 954/14). Sądy przyjmują, że obciążenie strony częściowo przegrywającej kosztami procesu na rzecz przeciwnika, gdy doszło do naruszenia dóbr osobistych, byłoby niesłuszne. W sprawach tego typu o wygranej w sporze nie decyduje bowiem przyznana wyrokiem kwota zadośćuczynienia, ale prawomocne ustalenie naruszenia dobra osobistego.
Czy rozbieżności orzecznicze uzasadniają nieobciążenie kosztami procesu strony przegrywającej?
Może tak być, głównie w przypadkach gdy przegrywa ktoś o słabszej pozycji w sporze. Tak było w ciekawej z prawniczego punktu widzenia sprawie rozstrzygniętej w wyroku z 29 lipca 2020 r. przez Sąd Apelacyjny w Krakowie (sygn. akt I ACa 166/20). Chodziło o zadośćuczynienie dla członków rodziny zmarłej na raka kobiety. Pracowała ona przez wiele lat w budynku z azbestu, który nie przechodził wymaganych prawem kontroli. Wiele wskazuje na to, że właśnie warunki pracy, w tym wdychanie pyłu azbestowego, przełożyły się na zachorowanie na nowotwór, a następnie śmierć. Rodzina zmarłej uznała, że odpowiedzialny za to jest pracodawca, który na podstawie przepisów kodeksu pracy zobowiązany jest przecież do dbania o bezpieczeństwo i higienę pracy.
W toku postępowania sądowego nie udało się jednak wykazać związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy długotrwałą pracą w azbestowym środowisku a zachorowaniem na nowotwór. Sąd okręgowy co prawda przyznał rację powodom, ale sąd apelacyjny zmienił wyrok, uznając, że twierdzenie, iż choroba musi wynikać z pracy w konkretnym azbestowym budynku, jest na wyrost. Pozostała kwestia kosztów sięgających 20 tys. zł. I sąd wskazał, że precedensowy charakter sprawy oraz okoliczność, iż ustalony stan faktyczny dawał podstawę do rozbieżnych ocen prawnych sądów różnych instancji, przy dodatkowym uwzględnieniu, że powodowie dochodzili w niniejszej sprawie roszczeń, które miały wynikać ze zdarzenia, które niewątpliwie stanowiło dla nich dotkliwą tragedię życiową, składają się na szczególnie uzasadniony wypadek. W efekcie powodowie, choć przegrali, to płacić nie musieli. Można sobie wyobrazić, że stanowisko krakowskiego sądu mogłoby być w drodze analogii zastosowane w skomplikowanych sprawach gospodarczych, w których dotychczasowe orzecznictwo nie daje odpowiedzi, jak rozstrzygnąć dane zagadnienie.
Czy szczególnie uzasadniony wypadek może mieć miejsce, gdy wygrywający sprawę się nie natrudził?
W zakresie kosztów zastępstwa procesowego, czyli części kosztów procesu ‒ tak. W orzecznictwie przyjęło się, że w sytuacjach, w których strona wygrywająca nie ponosi istotnych nakładów związanych z prezentowaniem swojego stanowiska w sądzie, możliwe jest nieobciążenie kosztami przegrywającego; szczególnie w przypadku gdy dla niego koszty zastępstwa procesowego byłyby finansowo dotkliwe. Artykuł 102 k.p.c. będzie więc mógł być zastosowany np. w przypadku uznania przez sąd, że sprawa nie była zawiła i nakład pracy pełnomocnika strony wygrywającej był niewspółmiernie mały do kosztów, które musiałby ponieść przegrany (tak uznał Sąd Apelacyjny w Szczecinie w wyroku z 20 maja 2020 r., sygn. akt I ACa 68/20).
Podstawą do nieobciążenia kosztami może być również okoliczność, że strona wygrywająca korzystała ze stałej obsługi prawnej i nie poniosła dodatkowych nakładów na prowadzenie procesu (wyrok SA w Białymstoku z 30 stycznia 2020 r., sygn. akt III AUa 1046/19).
A jeśli rozstrzygnięcie o nieobciążaniu przegranego kosztami zostanie zakwestionowane w toku apelacji? Co wtedy? Czy to w ogóle możliwe?
Teoretycznie to możliwe, ale praktyka pokazuje, że bardzo trudno skutecznie wzruszyć rozstrzygnięcie sądu pierwszej instancji wydane na podstawie art. 102 k.p.c. W orzecznictwie przyjmuje się, że ocena, czy w sprawie doszło do wypadków szczególnie uzasadnionych, należy do sfery uznania sądu, który powinien dokonać jej na podstawie całokształtu okoliczności sprawy, przy uwzględnieniu zasad współżycia społecznego. W związku z tym zakwestionowanie tej oceny może nastąpić jedynie wyjątkowo, w razie podjęcia przez sąd rozstrzygnięcia oczywiście niemieszczącego się w granicach przyznanej mu przez art. 102 k.p.c. swobody decyzji (uznał tak m.in. Sąd Apelacyjny w Białymstoku w wyroku z 9 stycznia 2020 r., sygn. akt I ACa 664/19).
Skuteczne wzruszenie rozstrzygnięcia będzie możliwe np. wówczas, gdy sąd pierwszej instancji popełni błąd, np. uzna, że przegrywający jest w złej sytuacji finansowej, w rzeczywistości zaś jego kondycja finansowa jest przyzwoita. Szansa w apelacji pojawi się również wtedy, gdy sąd pierwszej instancji w ogóle nie przeanalizuje jakiejś kwestii, która ‒ w ocenie instancji odwoławczej ‒ jest istotna w kontekście rozstrzygnięcia o nieobciążaniu kosztami (np. nie zostanie w ogóle przeanalizowany fakt, że przegrywający zmierzał do obstrukcji postępowania). Zasadą jednak jest, że sądy drugiej instancji bardzo rzadko zmieniają rozstrzygnięcie wydane na podstawie art. 102 k.p.c.
Podstawa prawna
• art. 98 par. 1, art. 102 ustawy z 17 listopada 1964 r. ‒ Kodeks postępowania cywilnego (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1575; ost.zm. Dz.U. z 2021 r. poz. 1177)
• art. 5 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. ‒ Kodeks cywilny (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1740; ost.zm. Dz.U. z 2021 r. poz. 1509)