Wydawało się, że losy kontrowersyjnej reformy Państwowej Inspekcji Pracy zostały przesądzone jednym zdaniem szefa rządu wypowiedzianym w zeszłym tygodniu: „Podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą”. Wszystko wskazuje jednak na to, że prace nad uszczelnieniem systemu będą kontynuowane, choć w zmienionej formule.
Chodzi o projekt ustawy o PIP, nad którym rząd pracuje od ponad pół roku i który doczekał się już czterech wersji. Czwarta była wypracowana po Komitecie Stałym Rady Ministrów i nie opublikowano jej oficjalnie na stronie Rządowego Centrum Legislacji. Zamiast tego premier ogłosił koniec prac. Problem jednak przez to nie zniknął. – Gra toczy się o realizację kamienia milowego KPO w zakresie wzmocnienia PIP. Chodzi też o to, by nie płacić kar za jego niewdrożenie – przypomina Włodzimierz Czarzasty, marszałek Sejmu i lider Nowej Lewicy. Mowa o gigantycznych pieniądzach, bo Polska ryzykuje utratę 2 mld euro z funduszy unijnych, a do tego dochodzi widmo kar finansowych za brak legislacji.
Przedsiębiorcy także są świadomi, że presja ze strony Brukseli nie zniknie. Dlatego, zamiast blokować zmiany, FPP postanowiła przejąć inicjatywę. Zapowiedziała, że przedstawi rządowi własny projekt. Jego kluczowym założeniem jest powrót do pomysłu pełnego oskładkowania umów cywilnoprawnych, co wychodzi naprzeciw pierwotnemu brzmieniu unijnego kamienia milowego.Ze strony przedsiębiorców płyną natomiast sygnały, że jeśli rząd da temu zielone światło, firmy go poprą.
W ministerialnych wersjach projektu kontrowersje wzbudzały przede wszystkim przepisy, które nadawałyby inspekcji pracy uprawnienia do przekształcania w kontrolowanej firmie umów cywilnoprawnych w umowy o pracę, jeśli inspektor stwierdzi, że spełniają one wymogi określone dla stosunku pracy. Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), mówi, że rząd prawdopodobnie sam zorientował się, że kolejne poprawki nie naprawiają fundamentalnych błędów.
Reforma PIP była jednak sztandarowym projektem Lewicy, zarzucenie prac wywołało więc napięcie między koalicjantami. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, ministra rodziny, pracy i polityki społecznej, nie zamierza wywieszać białej flagi. Wczoraj w Sejmie zasygnalizowała, że rozmowy trwają. Cel pozostaje ten sam: stworzenie skutecznego narzędzia do walki z patologią, która trawi polski rynek pracy, czyli nadużywaniem umów cywilnoprawnych. Z kolei Włodzimierz Czarzasty zapowiada, że spotka się z premierem Donaldem Tuskiem w tej sprawie. – Każdy ma prawo do swojego zdania. Dlatego słów premiera Donalda Tuska o zaprzestaniu prac nad ustawą o PIP nie oceniam jako wyrzucenia projektu do kosza, ale jako otwarcie dyskusji nad ostatecznym jego kształtem – przekonuje w rozmowie z DGP.
Jaki jest plan biznesu na wyjście z impasu?
Więcej czytaj tutaj.