statystyki

Węgierska władza pokazuje jak się pozbyć wolnych mediów

autor: Jakub Dymek, Zsolt Kapelner14.10.2016, 07:15; Aktualizacja: 14.10.2016, 08:28
Zespół „Népszabadság” i ci, którzy się z nim solidaryzują, mówią wprost o „zamachu medialnym”

Zespół „Népszabadság” i ci, którzy się z nim solidaryzują, mówią wprost o „zamachu medialnym”źródło: ShutterStock

Największy opozycyjny dziennik na Węgrzech miał kłopoty finansowe. Ale to nie dlatego został zamknięty. Sobota 8 października musiała być dziwnym dniem dla pracownic i pracowników największego opozycyjnego dziennika na Węgrzech „Népszabadság”.

Rano, zanim jeszcze poszli do pracy, dowiedzieli się już z mediów, że nie mają po co – reporterzy i dziennikarki konkurencji, sami nie bez zdziwienia, informowali, że gazeta została zamknięta. Załogi nikt nie uprzedził. To, o czym im powiedziano, dotyczyło ewentualnej przeprowadzki, więc na wszelki wypadek spakowali swoje rzeczy i sprzęt biurowy. Dlaczego właściciel z dnia na dzień zamknął duży i ceniony tytuł? – zastanawiali się nie tylko sami dziennikarze, bo wiadomość o końcu „Népszabadság” była zaskoczeniem prawie dla wszystkich.

Jeśli zdezorientowani dziennikarze i dziennikarki postanowili szukać informacji na stronach internetowych samego dziennika, to tam czekało na nich tylko oficjalne oświadczenie: powody zamknięcia są czysto komercyjne. Gazeta nie przynosiła wystarczających zysków, była schyłkowym przedsięwzięciem, a jako takie czekał ją tylko nieuchronny koniec – sugerował lakoniczny komunikat. Takie przedstawienie sprawy tylko jednak dołożyło się do ogólnego pomieszania z poplątaniem. Po pierwsze, w zeszłym roku, po kilku latach chudych, gazeta wreszcie zaczęła przynosić zyski. Po drugie, nowy właściciel zainwestował w szeroki program rozwoju gazety; zatrudniono nowych i znanych dziennikarzy, rozwijano internetową odsłonę tytułu – nic z tego nie wskazywało, żeby gazeta miała zaraz zakończyć żywot, co podkreślają eksperci. Nawet jeśli jednak uznać, że decyzja o zamknięciu miała uzasadnienie w czysto biznesowym sensie, to chyba nie najlepszą praktyką jest zamykanie firmy bez choćby poinformowania o tym zespołu, prawda?

Co więc się stało? Gdzie szukać wytłumaczenia tej zaskakującej decyzji i oburzenia, jakie wywołała zarówno na Węgrzech, jak i u zagranicznych komentatorów? Dlaczego protestujący przeciwko zamknięciu gazety zebrali się nie pod jej siedzibą, a pod parlamentem w Budapeszcie? Dlaczego węgierskie organizacje praw człowieka zaoferowały „Népszabadság” pomoc prawną?

Jeśli ktoś śledzi uważnie politykę na Węgrzech albo w całej Grupie Wyszehradzkiej, na pewno ma pewne intuicje, jak na te pytania odpowiedzieć.


Pozostało 80% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie