statystyki

Repetowicz: Zwycięstwo w wojnie z ISIS odtrąbiono przedwcześnie. Ten konflikt nie gaśnie

autor: Witold Repetowicz11.10.2016, 07:37; Aktualizacja: 11.10.2016, 08:14
islam , terroryzm

Obecna administracja amerykańska wydaje się nie rozumieć, iż w Syrii ma tylko jednego sojusznika i jest nim SDF.źródło: ShutterStock

Prezydent Barack Obama postanowił odejść z Białego Domu w chwale pogromcy Państwa Islamskiego. Poinformowano, że jeszcze w tym roku ma zostać wyzwolony Mosul, największe miasto kontrolowane przez terrorystów. Nieco wcześniej zapewniano o rychłym zajęciu Rakki, nieformalnej stolicy „kalifatu” w Syrii. Sukcesem miał być również układ amerykańsko-rosyjski w sprawie zawieszenia walk. Problem w tym, że bliżej jesteśmy totalnej katastrofy i jeszcze większego rozlewu krwi niż zwycięstwa i pokoju.

Żywot syryjskiego rozejmu był krótki. Zresztą nie mogło być inaczej. Wciąż brakuje planu rozwiązania politycznego. Głównym problemem nie jest bowiem to, czy Asad odejdzie, czy zostanie, lecz to, jak uregulować relacje między poszczególnymi grupami etnicznymi i religijnymi. Jedyną sensowną opcją jest przekształcenie Syrii w luźną federację sunnitów, alawitów, Kurdów, druzów i chrześcijan. Z możliwością secesji po okresie przejściowym, np. 10 lat. Tylko że to rozwiązanie nie jest nawet dyskutowane. Co więcej, ani reżim, ani rezydująca w Turcji opozycja nie godzą się na rezygnację z unitarnego charakteru państwa i  odrzucenia przymiotnika „arabska” w nazwie. Rozejm miał nie obejmować Państwa Islamskiego i Al-Kaidy, czyli Nusry, przefarbowanej ostatnio na „Jabhat Fath al Sham”. A co najmniej połowa „umiarkowanych rebeliantów” współpracuje z Nusrą w ramach wspólnych centrów operacyjnych. Z kolei Wolna Armia Syryjska to byt wirtualny. Z drugiej strony do rozmów nie dopuszcza się przedstawicieli Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF – koalicji zdominowanej przez Kurdów), choć kontroluje ona co najmniej 20 proc. terytorium Syrii i jest najskuteczniejszą siłą zwalczającą Państwo Islamskie.

To właśnie SDF, według amerykańskich planów, miało wyprzeć Państwo Islamskie z  Rakki. Ale Kurdowie chcieli w zamian zgody na połączenie swoich terytoriów – znajdującego się w płn.-zach. części prowincji Aleppo tzw. kantonu Efrin (z dopiero co wyzwolonym Manbidż) i resztą kontrolowanych przez nich terenów. Na to nie godziła się Turcja, która w końcu sierpnia rozpoczęła operację „Tarcza Eufratu”. Teoretycznie miała ona być wymierzona w Państwo Islamskie, ale szybko okazało się, że to tylko przykrywka. Prawdziwym celem byli walczący z Państwem Islamskim Kurdowie. Turcja wprawdzie wyparła terrorystów „kalifatu” z terenów przygranicznych, ale zwycięski pochód Kurdów został zahamowany i wszyscy szybko zapomnieli, że jeszcze w  tym roku miała zostać oswobodzona Rakka. Na otarcie łez została pokazówka: Turcy i wspierani przez nich rebelianci (będący zresztą też dżihadystami) ruszyli na miasteczko Dabiq, w którym według „kalifackiej” mitologii ma nastąpić apokaliptyczne starcie „krzyżowców” z islamem.


Pozostało 68% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie