statystyki

Abrakadabra po polsku: Oto, jak korumpowano wyborców przez ostatnie 25 lat

autor: Marcin Hadaj14.08.2015, 07:34; Aktualizacja: 14.08.2015, 08:07
Wielu Polaków zmieniało hasło Kwaśniewskiego „Wybierzmy przyszłość” na „Wybielmy przeszłość”. Bo akurat u tego kandydata było co wybielać

Wielu Polaków zmieniało hasło Kwaśniewskiego „Wybierzmy przyszłość” na „Wybielmy przeszłość”. Bo akurat u tego kandydata było co wybielaćźródło: ShutterStock

Polska solidarna, patrząca w przyszłość, walcząca z układem, nowoczesna i pełna zgody. Ideał? Nie – połączenie haseł politycznych, którymi próbowano korumpować wyborców w ostatnich 25 latach

Hasło polityczne to klucz do świadomości wyborców. Ma nas czarować i zniewalać. Czasem jest ważniejsze od rzeczywistości. Szczególnie jeśli „żre”, czyli chwyta. Takich magnesów było w ostatnich latach wiele. I wciąż bardzo skutecznie działają na nasze zmysły.

Maciej Ratajczak w książce „Marketing w polityce, czyli jak wygrać wybory” pisze: „Hasło jest podstawą kampanii politycznej, wielu specjalistów twierdzi nawet, że to klucz do zwycięstwa w wyborach. Dobry slogan musi odwoływać się do emocji wyborców, być też zwięzłym i sugestywnym. Skuteczne hasło działa na wyobraźnię i łatwo zapada w pamięć. Według amerykańskich doradców politycznych slogan nie powinien liczyć więcej niż siedem słów. Hasło musi być też łatwe do skandowania przez wyborców na wiecach, składać się z jednoznacznie polskich słów, łatwych do wymówienia i zrozumienia. Musi też – co wydaje się oczywiste – odzwierciedlać prawdziwy program kandydata lub partii”.

Doktor Sergiusz Trzeciak, zdaniem niektórych polityków guru politycznego doradztwa z Collegium Civitas, dodaje, że o ile szeroki program stanowi fundament działań politycznych, o tyle hasło wyborcze jest siłą rzeczy jego syntezą. Przez to powinno być proste, czytelne, ale niebanalne i zgodne z wizerunkiem kandydata. Dobrze, jeśli odwołuje się do emocji. Nie powinno za to być dłuższe niż cztery wyrazy, gdyż utrudni to zapamiętanie. To zapamiętanie ma gwarantować, że ani kandydat, ani temat, który jest dla niego wiodący, nie zniknie przez wiele lat.

Slogan wyborczy to kluczowy element marketingu politycznego, którego celem – w uproszczeniu – jest doprowadzenie wyborców do urn w dniu wyborów i takie wpłynięcie na oddających głosy, by postawili krzyżyk przy nazwisku określonego kandydata. W skuteczność tej metody uwierzyli już przedstawiciele aparatu PZPR, którzy w wyborach do sejmu kontraktowego w 1989 r. namawiali Polaków do zaufania im prostym: „Wybierz najlepszych”. Wydaje się, że nic tak nie zdefiniowało polskiej rzeczywistości publicznej w wymiarze wizerunkowym jak właśnie hasła serwowane nam przez polityków. Szczególnie w kampaniach wyborczych lub zaraz po ich zakończeniu. Część z nich stała się realnymi nośnikami programów wyborczych, które z większym lub mniejszym skutkiem próbowano wcielać w życie. Szanse na realizację otrzymywali oczywiście tylko przedstawiciele najsilniejszych grup politycznych, najważniejszych partii, cieszących się największym zaufaniem. Nie wszyscy je wykorzystali, ale swego rodzaju efekt został osiągnięty: wiele z politycznych sloganów pozostało w naszej pamięci. Można dzisiaj, trochę upraszczając, przy ich użyciu opisać nasze przemiany i aspiracje. A także snuć wizje tego, co opisze naszą rzeczywistość w nadchodzących miesiącach i latach. Od tej projekcji zaczniemy.

Wspólnota Dudy

Znaczenie hasła politycznego, ikony, wokół której można ogniskować zwolenników i budować poparcie, przypomniał ostatnio nowy prezydent. Gdyby ktoś skrupulatnie policzył, ile razy 6 sierpnia, w ciągu dnia zaprzysiężenia i przejęcia formalnych obowiązków głowy państwa, użył słowa „wspólnota” – to dzisiaj najnowszy hit politycznej narracji – okazałoby się prawdopodobnie, że kilkadziesiąt. Obok hasła z kampanii „Przyszłość ma na imię Polska” „wspólnota” już stała się na poziomie semantycznym ikoną nowej prezydentury. Duda przynajmniej teoretycznie zechce zapewne na tym pojęciu symbolu zbudować swój prezydencki autorytet. Podkreślał wielokrotnie w pierwszym tygodniu urzędowania, że Polacy zapomnieli, czym owa „wspólnota” jest, i że konieczne jest przypomnienie znaczenia tego słowa, a potem wcielenie go w życie.

Na razie jednak wykładnia znaczenia nowego hasła z ust prezydenta jeszcze nie padła. Możemy się zatem domyślać, że chodzi mu o wspólny wysiłek Polaków w celu poprawy sytuacji w kraju. Z tym że to banał. Konkretów nie ma, być może się ich doczekamy, choć wcale nie jest to przesądzone, bo polityczne hasła zwykle nie są ani szczególnie rozwijane, ani szczególnie wyjaśniane. Mają być krótkie, zwięzłe i łatwe do zapamiętania, a dodatkowo każdy może je interpretować po swojemu.

Bez wątpienia siła „wspólnoty” Dudy jest kilkuwątkowa. Z jednej strony to ukłon w stronę żelaznego elektoratu PiS i zwolenników prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który wyniósł Dudę na najwyższy urząd w państwie. To przecież bracia Kaczyńscy podebrali pachnące lewicowością hasło, dzisiaj jedynie nieco przez Dudę odświeżone, niewydolnej już od 10 lat tzw. lewicy i pożeglowali w stronę etatyzmu, okraszonego negacją wpływów wielkiego biznesu i korporacji na rzecz promocji pozycji i wsparcia statystycznego, niezbyt zamożnego Polaka. Duda tę lewicową wrażliwość podchwycił, ponieważ ona akurat w czasie rządów PiS i prezydenta Kaczyńskiego bardzo dobrze się sprawdzała. Zresztą i dzisiaj większość Polaków liczy na wsparcie państwa w sprawach, w których sobie nie radzi, co jest dla Dudy wodą na młyn.

Poza tym hasło „wspólnota” jest wygodnym wytrychem pasującym do każdej sytuacji. Przecież nikt nie chce być nazywany egoistą, nikt nie chce być wytykany palcami jako niezdolny do zbiorowej aktywności, porozumienia i kompromisu. To wszak jeden z podstawowych elementów socjalizacji, zdolności fundamentalnej w naszym kręgu kulturowym. Każdy zatem tworzenie i wspieranie owej „wspólnoty” będzie popierał, nikt nie będzie jej kwestionował, także dlatego, że mówi o niej stale prezydent – przynajmniej w założeniu – wszystkich Polaków, choć wybrany przez minimalną większość. Z żadnym złym kontekstem „wspólnota” się nie kojarzy, przeciwnie – może stać się – przynajmniej pozornym – wkładem w wykrzesanie zbiorczej pozytywnej energii obywatelskiej. I dobrym prognostykiem na przyszłość.


Pozostało jeszcze 68% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie