statystyki

Polską polityką rządzi pragmatyzm i brak idei. Potrzeba fundamentalizmu

autor: Grzegorz Osiecki28.12.2014, 17:00
Wytłumaczenie porażki ideowości wydaje się proste: nie lubimy skrajności.

Wytłumaczenie porażki ideowości wydaje się proste: nie lubimy skrajności.źródło: ShutterStock

Pragmatyzm ponad wszystko. Bo pragmatyzm to utrzymanie się przy władzy. Bo pragmatyzm pozwala robić wolty. Bo pragmatyzm umożliwia trwanie

Od ponad 20 lat polską polityką rządzi pragmatyzm, na ideowość (poza Sejmem I kadencji, w którym zasiadali posłowie UPR, KPN, Solidarności, UP czy KPN, oraz czasem rządu Jerzego Buzka) nie ma w niej miejsca. Z pewnością taki stan rzeczy wielu z nas cieszy. Ale sytuacja, w której pragmatyzm wygrywa z pryncypialnością, sprawia, że będące u władzy ugrupowania dość swobodnie traktują swoje programy. Ideowe fundamenty są przez nie łatwo porzucane po dojściu do władzy. I to często bez żadnej kary ze strony wyborców.

Wytłumaczenie porażki ideowości wydaje się proste: nie lubimy skrajności. – Wciąż pamiętamy system fundamentalistyczny, jakim był komunizm, oraz jego bankructwo. Pamiętamy, jak wygląda dyktatura. Dlatego w polskiej polityce nie ma miejsca na skrajności – podkreśla politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Antoni Dudek. I wygląd sceny politycznej potwierdza tę tezę. Od początku wolnej Polski ugrupowania, które możemy określić jako fundamentalistyczne, czyli takie, które chciałyby całkowicie zmienić ustrój, już zniknęły lub egzystują na uboczu głównego nurtu polityki. „Celem działania Narodowego Odrodzenia Polski w obszarze międzynarodowym jest zlikwidowanie UE. (...) Jednocześnie zwalczamy tych, którzy brukselski reżim – nieważne, czy w wersji poprawionej, czy oryginalnej – pragną zachować” – to fragment stanowiska NOP wydanego przed ostatnimi wyborami do europarlamentu. Przesłanie nie trafiło do licznego grona wyborców. Podobnie jest na drugim biegunie politycznej sceny, na którym egzystuje Komunistyczna Partia Polski. „Zdecydowanie odrzucamy dwa powszechne, ale fałszywe poglądy: że socjalizm nie był wystarczająco demokratyczny i że nie był w stanie spełnić istotnych potrzeb ludu” – możemy przeczytać w referacie wygłoszonym przez członka KPP na międzynarodowym seminarium komunistycznym w Belgii w 2012 r. Ta partia też bezskutecznie zabiega o głosy wyborców.

Nie przetrwały również ugrupowania nie tyle fundamentalistyczne, ile mocno zideologizowane. Po prawej stronie sceny politycznej była to Liga Polskich Rodzin, która miała za sobą epizod bycia u władzy. Jednak dominujący w rządzie PiS postarał się, by wpływ ugrupowania Romana Giertycha na rzeczywistość był raczej głośny niż znaczący. W zasadzie jedynym dorobkiem Ligi jest becikowe, które Giertych przegłosował z PO na złość PiS, jeszcze zanim wszedł do rządu.

Po lewej stronie także trudno wskazać znaczące ugrupowania, które można by określić jako fundamentalistyczne. Nie była nim na pewno Samoobrona, drugi koalicjant PiS. Jej lider Andrzej Lepper z lubością atakował elity, ale programem jego ugrupowania było dojście do władzy, a nie zmiana porządku. W momencie otrzymania teki wicepremiera i ministra rolnictwa Lepper był człowiekiem spełnionym. Wielkie kłopoty przeżywa też ruch Janusza Palikota, który postawił na mocny antyklerykalizm. Bardzo szybko się okazało, że nie jest to stabilne polityczne paliwo, co pokazuje parlamentarny i pozaparlamentarny los tego ugrupowania.

Co z fundamentalizmem soft

Z odrzuceniem przez nas poglądów fundamentalistycznych wiąże się jednak to, że nie zależy nam zbytnio na tym, by ugrupowania pozostawały wierne swoim programom. Pierwsi zrozumieli to postkomuniści – najpierw z SdRP, a potem z SLD – którym udało się zmienić szaty na socjaldemokrację w zachodnim stylu o bliżej nieokreślonym programie.

W nieprzywiązywaniu się do programu zapewne utwierdziła ich porażka rządu AWS-UW, który jako jedyny w ostatnich 25 latach niemal w 100 proc. zrobił to, co zapowiadał. Oba ugrupowania już w kampanii zapowiadały przeprowadzenie wielkich reform. I faktycznie, w rekordowo krótkim czasie uchwalono ustawy wprowadzające nowym system ochrony zdrowia, emerytur, edukacji, a także samorządność. – Dobrało się dwóch marzycieli, ale w pozytywnym sensie tego słowa – Jerzy Buzek i Leszek Balcerowicz. Obie partie tworzące ten rząd oddane były idei, że bez względu na efekt polityczny władza musi zmieniać zastany stan rzeczy na lepszy – przekonuje Krzysztof Kwiatkowski, dziś prezes NIK, a wówczas współpracownik premiera Buzka.


Pozostało jeszcze 75% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (2)

  • Raczej....(2014-12-29 08:40) Zgłoś naruszenie 00

    ...chapanizm w najgorszej postaci.

    Odpowiedz
  • Xenomorph(2014-12-28 21:48) Zgłoś naruszenie 00

    Tutaj nie ma mowy o pragmatyzmie, bowiem gdyby pragmatyzm w naszej polityce rządził, bylibyśmy jako państwo w o niebo lepszej sytuacji gospodarczej. Panie Autorze, myli Pan pojęcia. Proszę zerknąć do dowolnego słownika języka polskiego. W polskiej polityce rządzi nie pragmatyzm, ale OPORTUNIZM.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie