statystyki

Solidarność wciąż walczy

autor: Mira Suchodolska08.08.2014, 08:40; Aktualizacja: 11.08.2014, 09:07
Kornel Morawiecki

Kornel Morawieckiźródło: Newspix
autor zdjęcia: PIOTR TWARDYSKO

Oszołomy – mówili o nich w latach 80. Rusofoby – dekadę później. Wariaci – już w nowym millennium. Okazuje się, że to oni, ludzie Solidarności Walczącej, prawidłowo przewidywali rozwój sytuacji oraz zagrożenia. Co mają z tego poza gorzką satysfakcją?

Dalej robimy swoje, jak przed laty, jak za komuny, wydajemy ogólnopolską gazetę – mówi Kornel Morawiecki, twórca SW. Ale przyznaje, że wtedy było łatwiej: komuna była wrogiem i to determinowało działania. Piotr Hlebowicz, założyciel Autonomicznego Wydziału Wschodniego SW, dodaje, że przynajmniej ma poczucie, iż nie zmarnował życia. Wprawdzie teraz zarabia na chleb, pilnując dworca PKS w Kalwarii Zebrzydowskiej, ale to nie jest cel, tylko środek. – Proszę nie wypytywać o sposoby przerzutu sprzętu poligraficznego przez zieloną granicę, bo nie wiadomo, czy jeszcze nie przydadzą się nam stare szlaki – śmieje się Jadwiga Chmielowska, ale brzmi to całkiem poważnie. Kobieta, która przez dziewięć lat wymykała się esbecji, nie rzuca słów na wiatr.

Dla nich w zasadzie niewiele się zmieniło przez ostatnie ćwierć wieku – choć świat się zmienił i oni także. Są dojrzalsi, mądrzejsi, trochę poranieni. Niemniej – jak przed paru dekadami – nadal idealistyczni, pełni zapału. Wciąż są w pogotowiu, organizują, pomagają, piszą analizy, ostrzegają.

Sytuacja na Ukrainie sprawiła, że mają jeszcze więcej roboty. Bo jeśli dla większości Polaków sprawa ukraińska zaczęła się na dobre dopiero w marcu, kiedy rosyjskie wojska wkroczyły na Krym, to dla nich o wiele wcześniej. – Sytuacja zaczęła się zaogniać jakieś dwa lata temu – opowiada Hlebowicz. Rosyjskie i kozackie organizacje parawojskowe zaczęły się zbroić, prowadzić działania zaczepne w stosunku do Tatarów Krymskich. Było rozwalanie ich chatek pobudowanych na obrzeżach miast i na działkach, napaści, zmasowana akcja propagandowa. Ekipa z SW po rozpoznaniu sytuacji na miejscu sporządziła raport, który rozesłała do wszystkich świętych – polityków i mediów. Ale psa z kulawą nogą to nie zainteresowało. Bo wtedy jeszcze zgodnie z kursem naszej polityki międzynarodowej Polska kochała się z Rosją. – Napisaliśmy też, będzie półtora roku temu, list do prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza – wspomina Hlebowicz. Podnosili w nim, że konieczna jest bezwzględna delegalizacja rosyjskich sotni na Krymie, gdyż konflikt jest już nabrzmiały, że grozi „interwencyjnym” wkroczeniem wojsk rosyjskich i w efekcie wojną. Zero reakcji.

Nie wiedzieli wtedy, tłumaczą, że Janukowycz jest putinowskim podnóżkiem. – I nie przewidzieliśmy, iż do wybuchu dojdzie tak szybko – wzdycha twórca Wydziału Wschodniego SW. Pomylili się o parę miesięcy. Nie pierwszy raz byli niebezpiecznie, zadziwiająco bliscy trafienia w sam środek dziesiątki. A tak bili tylko w punktowane pole. Tylko czy aż?

Pomysł na Polskę


Pozostało jeszcze 88% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Galerie