W ubiegłym roku zarejestrowano w Polsce 32 tys. dzieci urodzonych za granicą – wynika z danych GUS. To o 2 tys. mniej niż w 2012 r. Ale to nie znaczy, że spadła liczba dzieci urodzonych przez Polki na obczyźnie. Nie wszystkie są bowiem rejestrowane nad Wisłą. Rodzice nie mają ani narzuconego terminu, ani obowiązku zgłaszania do ewidencji dzieci, które przyszły na świat za granicą. Decyzje takie podejmowane są czasem dopiero, gdy trzeba potomstwu np. wyrobić paszport. Stąd wniosek, że dzieci urodzonych za granicą jest więcej, ale polskie statystyki tego nie wychwytują. Jeśli się to uwzględni, to prawdopodobne jest, że już niemal co dziesiąte dziecko urodzone przez Polkę przyszło na świat w innym kraju. Bo tylko według dostępnych statystyk w ubiegłym roku Polki urodziły 402 tys. dzieci, w tym 32 tys., czyli 8 proc., poza naszym krajem.

Najwięcej pociech z polskimi korzeniami przychodzi na świat w Anglii i Walii. W 2011 r. blisko 20,5 tys. Przy tym Polki urodziły w Zjednoczonym Królestwie najwięcej dzieci wśród kobiet z obcym obywatelstwem. Wyprzedziły nawet Pakistanki i Hinduski, które tradycyjnie rodzą bardzo dużo dzieci. Na drugim miejscu w tym rankingu są Niemcy. W tym kraju Polki urodziły w 2012 r. ponad 7,8 tys. dzieci i ustąpiły tylko Turczynkom, które w tym czasie wydały na świat 22,1 tys. pociech – wynika z danych Federalnego Urzędu Statystycznego. W Niemczech Polki chętniej rodzą dzieci obcokrajowcom niż Polakom. Bo w związkach małżeńskich Polek z obcokrajowcami przed dwoma laty przyszło na świat w tym kraju prawie 3,5 tys. dzieci (w tym 3 tys. ze związków z Niemcami), a tylko w przypadku 2,2 tys. dzieci ojcem był Polak.

Duża liczba dzieci rodzonych przez Polki za granicą związana jest z emigracją, która zdecydowanie wzrosła po naszym wstąpieniu do Unii. Jak wykazał spis powszechny, już w 2011 r. wśród ponad 2 mln emigrantów za granicą było ponad 760 tys. kobiet w wieku rozrodczym 15–49 lat. Rodzą one na obczyźnie częściej niż ich rówieśniczki w kraju, bo mają tam m.in. lepszy dostęp do żłobków i przedszkoli, lepszą pomoc socjalną i większe zasiłki z tytułu wychowania dzieci.

Rozwody sprzyjają demografii – czytaj na Dziennik.pl