W ubiegłym roku liczba osób bez pracy, które wzięły udział w organizowanych przez urzędy pracy aktywnych formach przeciwdziałania bezrobociu, wyniosła ponad 163 tys. Rok wcześniej było to 182 tys. osób. To niekorzystna informacja, biorąc pod uwagę, że sukcesywnie spada również liczba wolnych miejsc pracy i miejsc aktywizacji zawodowej. Jeszcze w styczniu 2025 r. ich liczba wynosiła ponad 53 tys., w połowie ubiegłego roku było to już 39,4 tys., a na koniec 2025 r. – 26,9 tys. Wynik z końca ubiegłego roku był też gorszy od tego sprzed roku. Na koniec grudnia 2024 r. liczba takich miejsc wynosiła bowiem 38,2 tys. Zdaniem ekspertów to sygnał, że aktywizacja bezrobotnych, którzy trafili do urzędniczych statystyk, staje się większym wyzwaniem. A liczba tych, jak przypominają, rośnie od połowy ubiegłego roku.
Mniej miejsc pracy
– Ubiegłoroczny wynik w zakresie aktywizacji bezrobotnych ma swoje uzasadnienie. 1 czerwca zmieniła się ustawa o rynku pracy i służbach zatrudnienia (Dz.U. z 2025 r. poz. 620), która znacząco zwiększyła kwoty oferowanej pomocy – wyjaśnia Janusz Wiczkowski, przedstawiciel Ogólnopolskiego Konwentu Dyrektorów Powiatowych Urzędów Pracy w Radzie Rynku Pracy. I dodaje, że w przypadku staży wzrost wsparcia nastąpił ze 120 do 160 proc. zasiłku dla bezrobotnych, co przekłada się w praktyce na kwotę ponad 2,7 tys. Jeśli chodzi o prace interwencyjne, czyli formę wsparcia zatrudnienia, w której urząd pracy finansuje część wynagrodzenia bezrobotnego zatrudnionego przez pracodawcę na podstawie umowy o pracę, to na ten cel przysługuje pomoc do równowartości minimalnej pensji, czyli w 2025 r. było to 4666 zł brutto. Przed zmianami wysokość comiesięcznej refundacji wynikała z umowy zawartej ze starostą. Jeśli zatrudnienie dotyczyło połowy wymiaru czasu pracy na okres do 6 miesięcy, wtedy pomoc wynosiła nie więcej niż 50 proc. najniższego wynagrodzenia.
Droższa aktywizacja
– Dlatego choć pieniędzy w 2025 r. urzędy pracy miały porównywalną kwotę, co w roku poprzednim, wystarczyło im na mniej – tłumaczy Janusz Wiczkowski i dodaje, że w tym roku można oczekiwać kolejnego spadku liczby aktywizowanych bezrobotnych. Z Funduszu Pracy na programy na rzecz promocji zatrudnienia, łagodzenia skutków bezrobocia i aktywizacji zawodowej przeznaczono 2,15 mld zł, wobec 3,65 mld zł w 2025 r.
Cięcia w powiatach
Urzędy pracy, które właśnie ogłaszają pierwsze nabory na formy aktywizacji, potwierdzają, że nie tylko wystarczy im na pomoc dla mniejszej liczby osób, lecz także oferta wsparcia dla nich się skurczy.
Powiatowy Urząd w Bytowie wylicza, że w 2025 r., kiedy obsłużył 2,8 tys. bezrobotnych, miał na jednego kwotę 3,2 tys. zł. W tym roku jest to 820 zł.
– Utrzymaliśmy staże, prace interwencyjne, ale dokonaliśmy cięć w obszarze dotacji na doposażenie czy uruchomienie działalności gospodarczej, czyli na tzw. bardziej kosztowne formy aktywizacji – mówi przedstawiciel PUP w Bytowie i dodaje, że właśnie rusza nabór na dofinansowanie na start firmy, w którym spodziewa się lawiny wniosków.
– Duża część osób odejdzie jednak z kwitkiem. Na ten cel mamy 960 tys. zł, wobec 4,5 mln zł przed rokiem – podkreśla przedstawiciel urzędu.
Nie inaczej jest w innych regionach kraju. Milena Piotrowicz-Miksa, zastępca dyrektora Powiatowego Urzędu Pracy w Gdyni, przyznaje, że urząd skupi się w tym roku na pracach interwencyjnych, stażach, szkoleniach grupowych i indywidualnych oraz przyznawaniu środków na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Ze względu na ograniczone środki skala pomocy będzie jednak niższa. Urząd ma bowiem łącznie około 45 proc. mniej na działania niż w ubiegłym roku, tj. 5,23 mln zł.
Zmniejszenie zakresu wsparcia sygnalizuje też Urząd Pracy m.st. Warszawy, który w ubiegłym roku objął nim 1,8 tys. osób. Aby niższy budżet przełożył się w jak najmniejszym stopniu na liczbę obsłużonych bezrobotnych, urząd nastawia się bardziej na wsparcie niefinansowe, czyli pośrednictwo pracy i doradztwo zawodowe, a także przewiduje, że okresy pomocy będą krótsze, jak m.in. w przypadku staży.
– Mniejszy budżet nie pozwoli też na objęcie finansowymi formami wsparcia tych osób, które nie mają statusu bezrobotnego, ale według nowej ustawy o rynku pracy są klientami urzędu. Uniemożliwia on również finansowanie działań skierowanych do osób w wieku emerytalnym czy poszukujących pracy, a jednocześnie posiadających zatrudnienie – wyjaśnia Monika Fedorczuk, dyrektor Urzędu Pracy m.st. Warszawy. ©℗