Polska, podobnie jak kraje zachodnie kilkanaście lat temu, przeżywa dziś boom na wszystko, co organiczne. Jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez TNS Polska, już niemal milion Polaków regularnie wybiera żywność ekologiczną, a znacznie więcej - bo ponad sześć milionów - kupuje ją wprawdzie nieregularnie, ale deklaruje, że chce kupować takie produkty częściej.

Jeżeli wierzyć temu badaniu, to już w sumie ponad 30 procent z nas jest entuzjastami ekologicznej żywności, a to całkiem spory rynek, który dalej rośnie. Dlatego sklepy oferujące żywność BIO wyrastają jak grzyby po deszczu, a i na półkach w zwykłych supermarketach znaleźć można produkty z napisem zapewniającym nas o ich ekologicznym pochodzeniu.

Ekologiczne pochodzenie - czyli jakie?

Ekologicznym, czyli posiadającym odpowiedni certyfikat, bez którego produkt jest tylko "naturalny" czy "zdrowy". Pod tymi frazami kryją się zresztą zazwyczaj chwyty marketingowe producentów, a taka żywność ze zdrowiem czy naturalnymi metodami produkcji ma niewiele wspólnego.

Tymczasem produkcja żywności ekologicznej jest regulowana rozporządzeniem UE, które wyraźnie określa, jakie normy muszą spełnić producenci, by ich produkty trafiły na półkę BIO. Wedle przepisów unijnych - oraz obowiązujących w Polsce norm - za żywność ekologiczną uważa się tę wyprodukowaną według zasad najbardziej zbliżonych do upraw naturalnych, bez użycia chemicznych środków ochrony roślin, sztucznych nawozów czy dodatków do pasz.

Jeżeli 95 procent składników produktu zostało wytworzonych metodami ekologicznymi, a sama produkcja była nadzorowana, to rolnicy czy producenci żywności mają prawo używać loga UE, tzw. euroliścia, po którym można rozpoznać żywność organiczną i które jest obowiązkowe na tego typu produktach. Oprócz znaku Unii Europejskiej istnieją także certyfikaty lokalnych organizacji, jak niemiecki Bio-Siegel czy polskie logo Stowarzyszenia Producentów Żywności Metodami Ekologicznymi "Ekoland".

Ponadto na etykiecie bioproduktu powinna znaleźć się nazwa producenta i przetwórcy (ewentualnie sprzedawcy), nazwa lub kod jednostki certyfikującej oraz oznaczenie miejsca pochodzenia produktu.

Żywność ekologiczna nie taka zdrowa?

Kupując żywność posiadającą odpowiednie certyfikaty, konsumenci liczą, że będzie ona "zdrowsza" niż ta produkowana metodami konwencjonalnymi, czyli między innymi bogatsza w składniki odżywcze, takie jak witaminy (beta karoten czy likopen) czy cenne antyoksydanty.

Jednak badania dowiodły, że wbrew oczekiwaniom żywność organiczna wcale nie zawiera większej ilości składników odżywczych od produktów uzyskiwanych tradycyjnie. Według badań opublikowanych przez Annals of Internal Medicine, jeśli chodzi o składniki pokarmowe, to produkty ekologiczne zarówno pochodzenia roślinnego, jak i zwierzęcego zawierają jedynie nieco więcej fosforu, a mleko i drób mogą mieć więcej kwasów tłuszczowych omega-3. I to tyle.

Co więcej, jak pokazują z kolei badania niemieckiej Fundacji Warentest, produkty ekologiczne mogą być nawet gorsze od tych wytwarzanych konwencjonalnie, czego dowiodły testy gotowych dań dla dzieci. BIO żywność dla maluchów była wprawdzie bezpieczniejsza pod względem zawartości substancji szkodliwych, nie zawierała jednak wystarczającej ilości witaminy C i odpowiedniego poziomu tłuszczów. Z kolei większość ekologicznych olei rzepakowych została w testach zdyskwalifikowana ze względu na wady sensoryczne.

Bez szkodliwych substancji

Zwolennicy ekologii mogą jednak liczyć na to, że kupowane przez nich produkty spożywcze zawierają mniej pestycydów, czyli środków ochrony roślin oraz mniej bakterii opornych na antybiotyki używanych w hodowli zwierząt. Badania Fundacji Warentest pokazują, że w 75 procent przebadanych ekologicznych owoców, warzyw i herbat pestycydów nie było. Dla porównania - tylko 16 procent konwencjonalnych produktów nie miało pozostałości pestycydów.

Jednak mniej pestycydów w produktach BIO nie oznacza, że nie mają one ich wcale. Dyrektywy unijne dopuszczają bowiem w uprawach ekologicznych stosowanie 27 pestycydów pochodzenia naturalnego. Ich pochodzenie wcale nie gwarantuje jednak, że są one bezpieczne dla zdrowia. Dla przykładu w ekologicznej papryce z Hiszpanii i we włoskiej sałacie wykryto rotenon, który zwiększa ryzyko zapadnięcia na chorobę Parkinsona.

Rolnicy preferujący uprawy ekologiczne, aby chronić swoje uprawy przed szkodnikami, stosują też jak najbardziej naturalne roztwory soli miedzi, które dla człowieka w nadmiernej ilości są wyjątkowo szkodliwe - u niemowląt i małych dzieci mogą uszkadzać wątrobę. W ziemniakach z upraw ekologicznych miedzi może być nawet dziesięciokrotnie więcej niż w warzywach z upraw konwencjonalnych.

Dodatkowo część substancji szkodliwych dla człowieka występuje w żywności - zarówno ekologicznej, jak i konwencjonalnej - naturalnie lub pojawia się podczas procesu produkcji albo przechowywania. Mające silne działanie rakotwórcze azotany do konwencjonalnych upraw trafiają z nawozami, ale także żywność organiczna nie jest od nich wolna - zimno i niedobór światła mogą w naturalny sposób podnieść poziom azotanów w sałacie ekologicznej.

Całkowicie naturalnie w żywności występują także bakterie, niebezpieczne wtedy, gdy są chorobotwórcze, jak na przykład salmonella, listeria czy Campylobacter. Niektóre rodzaje bakterii, jeżeli pojawiają się w żywności, świadczą o niezachowaniu czystości podczas produkcji. W tym jednak przypadku, pomimo że producenci żywności konwencjonalnej mają prościej - mogą bowiem używać konserwantów - produkty ekologiczne radzą sobie bardzo dobrze i nawet bez sztucznych substancji skutecznie walczą z chorobotwórczymi bakteriami.

Ekobiznes odpowiedzialny społecznie

Producenci żywności ekologicznej zdecydowanie wygrywają za to z konwencjonalnymi, jeżeli chodzi o troskę o środowisko naturalne i humanitarną hodowlę zwierząt. 

Innymi słowy biznes ekologiczny jest o wiele bardziej odpowiedzialny społecznie (CSR, czyli Corporate Social Responsibility), co oznacza zaangażowanie producentów w każdy etap produkcji: od dbania, by nasiona nie były modyfikowane genetycznie, po zapewnienie zwierzętom dobrych warunków życia i jednocześnie troskę o prawa pracowników w krajach trzeciego świata.

Badania Fundacji Warentest wykazały, że widać to wyraźnie zwłaszcza przy wytwarzaniu rożnego rodzaju wędlin - o ile wytwórcy ekologiczni mieli wpływ na cały proces produkcji, to konwencjonalni stawiali na masową produkcję i mało interesowali się poszczególnymi jej etapami. W efekcie, o ile na kilogram organicznej szynki przypada niemal tyle samo mięsa, to ta produkowana tradycyjnie składa się nawet w kilkudziesięciu procentach z MOM, czyli mięso oddzielane mechanicznie, które uzyskuje się mieląc i przepuszczając przez specjalne sita resztki drobiu, na których zostały już tylko pozostałości mięsa oraz tłuszcz.

Jak przebiegał proces produkcji danego produktu pokazuje często analiza jego składu. Na przykład po zbadaniu mleka widać, czy krowa była karmiona zieloną trawą, czy też innymi paszami. Także skład ujawni nam, czy ryba pochodzi z hodowli ekologicznej - mięso takich łososi na różowo barwi naturalny pokarm, a nie dodane sztuczne barwniki, jakich używa się w hodowlach konwencjonalnych.

Gospodarstwa produkujące żywność organiczną mają również doskonały wpływ na środowisko naturalne. Jak udowodniło Towarzystwo Gleb, w tego typu gospodarstwach jest średnio o 50 procent więcej gatunków dzikich, takich jak ptaki, motyle i pszczoły.

Wysokie ekoceny

Odpowiedzialność za środowisko, zwierzęta i ludzi w procesie produkcji pochłania jednak czas i pieniądze. Jest to jeden z powodów, dla których ceny produktów ekologicznych są, i to często znacznie, wyższe od cen produktów "konwencjonalnych".

Ekorolnicy nie stosują bowiem środków chemicznej ochrony roślin i nie hodują zwierząt na masową skalę, ale przez to w ekologicznym gospodarstwie potrzeba więcej ludzi do pracy i droższych pasz, a zbiory są mniejsze. W efekcie w sklepie z produktami ekologicznymi za kilogram pietruszki zapłacimy kilkanaście złotych zamiast 2 złotych w tradycyjnym sklepie, a na jogurt zamiast 1,50 wydamy 6 złotych. Różnice między cenami produktów ekologicznych i konwencjonalnych sięgają więc nawet 400 - 500 procent. Dodajmy w polskich sklepach, bo na przykład w Niemczech ekoprodukty kosztują tylko średnio o 30 - 50 procent więcej niż pozostałe.

Czy to znaczy, że Polscy konsumenci są ekofrajerami, którzy przepłacają za kupowane przez siebie produkty? Na pewno część zwolenników żywności ekologicznej kupując organiczne produkty, płaci raczej za modny styl życia niż za zdrowe jedzenie i jest na to w stanie wydać naprawdę duże pieniądze. Żerują na tym producenci, którzy pakują swoją żywność w szary papier i tylko nazywają ją ekologiczną.

Jednak głównym powodem wysokich cen produktów ekologicznych wydaje się być fakt, że w Polsce rynek żywności organicznej jest stosunkowo nowy i w kraju nie ma zbyt dużej ilości rolników i producentów, którzy ją wytwarzają. Większość zdrowej żywności jest więc sprowadzana z Zachodu, a już to podwyższa jej cenę. Ponadto rynek opanowały duże, wyspecjalizowane sieci handlowe - dla których import nie jest problemem - i wyeliminowały tym samym małych producentów.

Brak konkurencji powoduje, że sieci mogą dyktować wysokie ceny. A Polacy mają zaufanie do sieciówek i kupują w nich, nawet jeżeli w osiedlowym sklepie zapłaciliby taniej. Dodajmy jeszcze, że duże sklepy są umiejscowione zazwyczaj w dobrych lokalizacjach czy centrach handlowych, gdzie sam wynajem kosztuje bardzo dużo, i mamy odpowiedź, czemu za kubek ekomaślanki płacimy 12 złotych, a za opakowanie tej tradycyjnej 3 złote.

A jak ze smakiem?

Polacy nie płaciliby tak drogo za ekologiczne jedzenie, gdyby nie jego smak - wynika z badań badań TNS Polska, zleconych przez sieć delikatesów ekologicznych ORGANIC Farma Zdrowia (OFZ). Co ciekawe, jest to ewenement na skalę światową, ponieważ w większości badań przeprowadzanych w innych krajach pierwszym powodem wybierania produktów organicznych są ich walory zdrowotne.

Jeżeli chodzi o smak, żywność ekologiczna radzi sobie świetnie w starciu z tą produkowaną konwencjonalnie i to, pomimo że zgodnie z wytycznymi Unii Europejskiej bioproducenci mają do wyboru tylko 48 sztucznych barwników, wzmacniaczy smaku i zapachu, podczas gdy producenci tradycyjni mogą dodawać do swoich wyrobów 316 takich dodatków. Zdarzają się wprawdzie wpadki, tak jak cappuccino z ekologicznej kawy ze zbyt luźną konsystencją pianki czy organiczna margaryna, która źle się rozsmarowywała, ponieważ jej producent musiał zrezygnować z zaawansowanego technologicznie procesu utwardzania tłuszczu i zastąpił go olejem z tłuszczem palmowym lub kokosowym. Metoda sztuczna został więc zastąpiona organiczną, ale tym samym margaryna straciła swoją główną zaletę, odróżniającą ją zresztą od masła, które można uzyskać całkowicie bez sztucznych dodatków.

Jednak jeżeli chodzi o żywność podstawową, taką jak warzywa, owoce, różnego rodzaju mięsa i wędliny czy nabiał, ta wytwarzana ekologicznie smakuje już lepiej, to znaczy ma smak taki, jak pamiętamy z dzieciństwa. Ponadto w przypadku produktów ekologicznych możemy mieć pewność, co do jej składu, tzn. płacąc - nawet drogo - za masło możemy mieć pewność, że pieniądze wydajemy na produkt zrobiony z mleka, a nie z tłuszczu roślinnego.

I właśnie świadomość tego, jak produkowane jest nasze jedzenie od początku do końca i co jest do niego dodawane, wydaje się dziś być jedną z największych zalet żywności ekologicznej. Zwłaszcza, że producenci niemal na każdym kroku starają się nas oszukać, próbując nam sprzedać ryż zrobiony z ziemniaków i przemysłowego plastiku czy schab w majeranku, którego głównym składnikiem jest mięso z kurczaka.