Komisja Europejska przebiła wczoraj francusko-niemiecką ofertę, proponując 750 mld euro na plan naprawczy, mający pomóc Europie w walce z recesją. Jak wcześniej chciały Berlin i Paryż, pół biliona będzie przeznaczone na pomoc w formie bezzwrotnej jako granty. 250 mld euro będzie dostępne w formie pożyczek.

Plan naprawczy nie będzie skierowany wyłącznie do gospodarek najbardziej dotkniętych koronawirusem, lecz także Polska jako relatywnie dobrze radząca sobie z kryzysem otrzyma sporo. KE oficjalnie nie potwierdziła tych liczb, ale z przecieków wiadomo, że Bruksela zakłada dla nas wsparcie w formie grantów w wysokości 37,7 mld euro. Pierwsze pod względem skali wsparcia są Włochy z 81,8 mld euro, druga – Hiszpania z 77,3 mld euro, trzecia – Francja, do której może trafić 38,8 mld euro. Polska uplasuje się więc na czwartym miejscu. Za nami są m.in. Niemcy (28,8 mld euro), Grecja (22,5 mld euro) i Portugalia (15,5 mld euro). Do tego dochodzą jeszcze pożyczki – nad Wisłę zostanie skierowana pula 26,1 mld euro.

Konrad Szymański, minister ds. europejskich, tłumaczy w rozmowie z DGP, że Polsce nie grozi status płatnika w ramach planu naprawczego. Jak podkreśla, propozycja KE będzie dobrą podstawą do negocjacji przez przywódców krajów członkowskich w Radzie Europejskiej, które powinny teraz przyspieszyć. – Reakcja UE na kryzys powinna być nie tylko dużej skali, ale także szybka – zauważa.

Przywódcy krajów członkowskich przyjadą do Brukseli negocjować plan naprawczy 18 czerwca. Cała operacja będzie wymagała jednak nie tylko zgody Rady Europejskiej i Parlamentu Europejskiego, lecz także parlamentów narodowych wszystkich krajów UE. Chodzi o powiązanie planu z europejskim budżetem.

750 mld euro ma pochodzić z pożyczek zaciągniętych na rynku finansowym przez Komisję Europejską w imieniu krajów członkowskich. Do zadłużenia się niezbędne są gwarancje. Dlatego Bruksela zdecydowała się na wpisanie planu naprawczego w europejski budżet, proponując podniesienie pułapu zasobów własnych do 2 proc. dochodu narodowego brutto całej UE, a na to właśnie potrzebna jest zgoda parlamentów narodowych. Punktem wyjścia jest art. 311 traktatu dotyczący zasobów własnych UE. W poprzednich latach proces ratyfikacji przez wszystkie parlamenty narodowe zajmował od roku do dwóch lat. – Ale teraz sytuacja jest nadzwyczajna i liczymy, że uda się to zrobić w przyspieszonym tempie. Komisja będzie o to apelować – mówi nasz rozmówca z kręgów zbliżonych do KE. Bruksela chce, by pierwsze programy ruszyły w tym roku. Jeśli uda się uzyskać zgodę przywódców jeszcze tego lata, to uruchomienie instrumentu skierowanego do firm o wartości 31 mld euro będzie możliwe już we wrześniu – za sprawą podniesienia pułapu zasobów własnych, ale tylko w budżecie europejskim na przyszły rok.

Według Szymańskiego polski rząd pozytywnie ocenia duży udział grantów w tymczasowym instrumencie Recovery and Resilience Facility – największym programie w planie naprawczym o wartości 560 mld euro, przeznaczonym na wsparcie krajów członkowskich. Minister ds. europejskich dobrze ocenia także ambitny poziom reakcji, nową propozycję europejskiego budżetu – podniesioną w stosunku do propozycji przewodniczącego Rady Europejskiej Charlesa Michela z lutego br. oraz zapowiedź wprowadzenia nowych środków własnych.

Dług zaciągnięty przez KE na rynkach będzie spłacany od 2028 r. przez 30 lat. Bruksela będzie chciała, by na ten cel przeznaczono dochody z nowych paneuropejskich danin, takich jak podatek od największych firm korzystających z dostępu do wspólnego rynku, podatku cyfrowego, cła węglowego oraz systemu handlu emisjami ETS. Mowa o bardzo dużych pieniądzach. – Gdyby wszystkie weszły w życie jednocześnie, to dochody z nich przekroczyłyby całość kosztów operacyjnych planu naprawczego, zarówno rat, jak i odsetek – słyszymy od naszych informatorów.

Ale nie wszystkie zaproponowane przez Brukselę środki własne są akceptowane przez polski rząd. – Problemami do dalszych negocjacji pozostają propozycja ETS jako podstawy środka własnego UE oraz dłuższe utrzymanie rabatów – mówi Szymański.

Pomoc dla państw to jeden z trzech filarów planu naprawczego, na który składają się łącznie 24 nowe propozycje. Drugi będzie skierowany do sektora prywatnego, trzeci – przeznaczony na wzmocnienie systemu reagowania na podobne kryzysy w przyszłości.

Do zaproponowanego wczoraj przez KE planu naprawczego dochodzi już przyjęty pakiet ratunkowy o wartości 540 mld euro. Plan będzie negocjowany wspólnie ze zrewidowanym europejskim budżetem o wielkości – jak chce Bruksela – 1,1 bln euro.