- Kolejna rozprawa przeciwko Sebastianowi M. - sąd wysłuchał strażaków obecnych na A1
- Tragiczny wypadek na autostradzie A1. Ustalenia śledczych o ostatnich chwilach rodziny z Myszkowa
- Dramatyczna walka z czasem: ogień i zablokowane drzwi
- Kluczowe zeznania dowódcy straży: uszkodzony bak auta i płonąca pułapka
- Szokująca linia obrony: czy Sebastian M. chce obarczyć winą ofiary?
Kolejna rozprawa przeciwko Sebastianowi M. - sąd wysłuchał strażaków obecnych na A1
Relacje strażaków ochotników, którzy jako pierwsi dotarli na miejsce tragicznego wypadku na autostradzie A1, wybrzmiały we wtorek, 10 lutego 2026 roku, na sali sądowej w Piotrkowie Trybunalskim. Ich zeznania stały się jednym z elementów procesu Sebastiana M., oskarżonego o spowodowanie zdarzenia, w którym zginęła trzyosobowa rodzina z województwa śląskiego.
Tragiczny wypadek na autostradzie A1. Ustalenia śledczych o ostatnich chwilach rodziny z Myszkowa
Do wypadku doszło we wrześniu 2023 roku. Zgodnie z ustaleniami prokuratury, kierujący BMW Sebastian M. miał poruszać się po autostradzie z prędkością sięgającą 315 km/h. Nadmierną prędkość zdają się potwierdzać też nagrania innych uczestników ruchu drogowego. W pewnym momencie – jak ustalili śledczy – Sebastian M. stracił panowanie nad autem, zjechał na inny pas ruchu i uderzył w samochód marki Kia, którym podróżowała rodzina z Myszkowa - małżeństwo z pięcioletnim synem. Samochód stanął w płomieniach.
Dramatyczna walka z czasem: ogień i zablokowane drzwi
Jako pierwsi ze służb ratowniczych na miejscu pojawili się strażacy Ochotniczej Straży Pożarnej ze Srocka. Dowódca zastępu, zeznając przed sądem, opisywał skalę zniszczeń i dramatyczne warunki akcji. Po ugaszeniu ognia ratownicy odkryli wewnątrz pojazdu ciała trzech ofiar – mężczyzny na miejscu kierowcy oraz kobiety i dziecka na tylnej kanapie. Z zeznań dowódcy wynika, że kierowcy innych pojazdów podejmowali wcześniej próby wydobycia rodziny z wnętrza płonącego auta – bezskutecznie - ogień i zablokowane drzwi uniemożliwiły skuteczną pomoc.
Kluczowe zeznania dowódcy straży: uszkodzony bak auta i płonąca pułapka
Strażak zwrócił uwagę na charakterystyczne uszkodzenie tylnej części auta, w rejonie zbiornika paliwa. W jego ocenie mogło to mieć bezpośredni wpływ na intensywność i gwałtowność pożaru. Warto podkreślić, że rozbite BMW Sebastiana M. znajdowało się kilkaset metrów dalej, co wskazywać na ogromną energię zderzenia. Inni strażacy ochotnicy, przesłuchiwani tego dnia w sądzie, potwierdzali, że wokół płonącej Kii znajdowały się rozrzucone bagaże i elementy garderoby, co dodatkowo potęgowało obraz chaosu po wypadku.
Szokująca linia obrony: czy Sebastian M. chce obarczyć winą ofiary?
Co istotne, to właśnie obrona Sebastiana M. wnioskowała o przesłuchanie strażaków. Od kilku rozpraw próbuje ona wykazać, że to nie oskarżony odpowiada za wypadek, a przyczyną tragedii mogła być awaria techniczna Kii, która miała poruszać się z dużą prędkością na tzw. kole dojazdowym. Oznacza to, że obrona próbuje obarczyć winą za wypadek i śmierć rodziny zmarłego kierowcę pojazdu. W tym kontekście obrończyni pytała m.in. o to, czy miejsce wypadku było odpowiednio zabezpieczone i czy ruch na autostradzie został szybko wstrzymany.
Priorytetem była walka z ogniem. Dlaczego na początku nie zablokowano całej autostrady?
Strażacy odpowiadali jednoznacznie: ich priorytetem była walka z ogniem i działania podejmowane po śmierci ofiar, w porozumieniu z prokuraturą. Przyznali jednocześnie, że na początku nie cała jezdnia była zablokowana, a niektórzy kierowcy – zamiast pomagać – zwalniali, by robić zdjęcia.
Oczy całej Polski zwrócone na Piotrków. Rodziny ofiar czekają na finał procesu
Proces w sprawie tragicznego wypadku wciąż trwa. Ostatnie rozprawy pokazują, że napięcie rośnie, a strategia obrony staje się coraz bardziej konfrontacyjna. Rodziny ofiar i opinia publiczna uważnie śledzą kolejne etapy postępowania, które może zakończyć się karą do ośmiu lat więzienia dla oskarżonego Sebastiana M.
Czy kara 8 lat więzienia to za mało? Kontrowersje wokół kwalifikacji czynu
W opinii publicznej pojawiają się głosy, że odpowiedzialność Sebastiana M. powinna zostać oceniona znacznie surowiej, niż przewiduje to obecna kwalifikacja prawna czynu. Wskazuje się, że możliwe konsekwencje karne są niewspółmierne do skali tragedii i stopnia zagrożenia, jakie – zdaniem komentatorów – stwarzało zachowanie kierowcy. To przekonanie wzmacnia poczucie, że obowiązujące przepisy nie nadążają za społecznym oczekiwaniem sprawiedliwości w sprawach dotyczących skrajnie niebezpiecznej jazdy