Kiedy zawoła pan pierwsze posiedzenie robocze Senatu?

W drugim lub trzecim tygodniu grudnia.

To może zahamować pierwsze ustawy przygotowane przez Sejm.

W żadnym razie. Wracamy do zgodnego z regulaminem obyczaju: tydzień komisyjny, tydzień senacki. Wnioski z komisji senatorowie powinni otrzymać najpóźniej trzy dni przed posiedzeniem.

Zgodnie z regulaminem prace można też przyspieszyć.

A potem będzie tak jak z ustawą o Sądzie Najwyższym, nowelizowaną chyba siedem razy. Można to porównać do sytuacji, w której chirurg niedbale przeprowadził operację, a potem siedem razy ją poprawiał. Byłby potępiony przez środowisko i pacjentów. Politykom uchodzi to na sucho. Jeżeli procedowana będzie bardzo pilna ustawa, od której będzie zależał los Rzeczypospolitej, to będziemy czynić wyjątki.

Czasem chirurg nie może czekać.

Operacje planowe zwykle lepiej rokują niż te robione w trybie pilnym. Te ostatnie mają wyższą śmiertelność.

Czy wyjątkiem, o którym pan mówi, będzie ustawa wprowadzająca podwyżkę akcyzy?

Przypuszczam, że będzie przesłana jako ustawa tzw. okołobudżetowa, więc Senat będzie miał 20 dni na ewentualne poprawki. Kto bronił Sejmowi uchwalać ustawę wcześniej? O tym, że alkohol i wyroby tytoniowe są szkodliwe, wiadomo od zawsze. I jeżeli ta ustawa miałaby służyć ograniczeniu ich spożycia, to powinna być dawno uchwalona. Mam jednak wrażenie, że bardziej chodzi o ratowanie budżetu. Zapewniam, że Senat nie będzie hamulcowym, natomiast przeprowadzi ustawę zgodnie z dobrą legislacją.

Powinna wejść w życie od stycznia, prezydent będzie musiał się spieszyć z jej podpisaniem.

Co mu się już zdarzało. Ale proszę pamiętać, że nowelizacje budżetu są możliwe również w ciągu roku. Pod pewnymi warunkami, ale są.

Co z nowelizacją – dla opozycji kontrowersyjną – funduszu solidarnościowego?

Tutaj zrobiliśmy krok wyprzedzający – ustawa jeszcze do nas nie dotarła, a ja już zwołałem roboczą naradę środowiska niepełnosprawnych przy wsparciu przewodniczącego komisji pana senatora Libickiego. Mieliśmy wiele sygnałów, że niepełnosprawni czują się głęboko pokrzywdzeni.

Dlaczego?

Uchwalenie tej ustawy było bardzo burzliwe, ale środowisko niepełnosprawnych było zadowolone. Więc kiedy zaczyna się podbieranie środków z funduszu, to proszę się nie dziwić, że te środowiska są zaniepokojone.

Trudno mówić o podbieraniu. Rząd zrobił sobie z funduszu kanał dystrybucji pieniędzy na 13. emeryturę, by ominąć restrykcje budżetowe i zmieścić się w regule budżetowej.

Jeżeli senatorowie dojdą do takich wniosków, to nie sądzę, by był problem z poparciem tej ustawy. Naszym zadaniem będzie dbałość o to, by osobom niepełnosprawnym nie stała się krzywda.

Lada moment trafi do was ustawa dotycząca zawodu lekarza. Jedną z głównych, ale i kontrowersyjnych zmian jest wprowadzenie ułatwień dla medyków ze Wschodu.

To ciekawa propozycja. Nie mówię „nie”. W Szczecinie jest duża diaspora ukraińska, i na staże często przyjeżdżali tu lekarze z Ukrainy. Problem w tym, że ich jakość była bardzo różna. Od fachowców po osoby, co do których dziwiłem się, w jaki sposób dostali dyplom. Zdarzało się, że EKG czytali do góry nogami. Dla mnie będzie najistotniejsze to, żeby określić ścisły nadzór nad ich pracą.

Jaka będzie rola Senatu w tej kadencji? Wzmocnienie opozycji, która nie może przebić się w Sejmie?

Zadania są dość proste. Przyjdzie dobra ustawa – uchwalimy, przyjdzie ustawa do poprawienia – poprawimy. Check and balance.

Jest pan politykiem opozycji. Może pojawić się pokusa, żeby działać na jej rzecz.

Marszałek Senatu jest marszałkiem wszystkich senatorów. Ja mam poglądy polityczne, które wielokrotnie ujawniałem, natomiast moim zadaniem będzie stanowienie dobrego prawa, które nie będzie musiało być wielokrotnie poprawiane, które będzie służyło dobrobytowi naszego kraju. I to, że czasami będzie to w opozycji do zamiarów rządzących, to jest sprawa drugorzędna.

Jeśli za półtora miesiąca okaże się, że mimo waszego sprzeciwu przejdą projekty PiS, jak akcyza, fundusz solidarnościowy, to rola Senatu zostanie zminimalizowana także publicznie.

Takie są ograniczenia Senatu. Teraz światła rampy są na niego skierowane, bo pierwszy raz mamy inną większość w Sejmie, inną w Senacie. Dlatego musimy podejść do tego odpowiedzialnie. Ale jest jeszcze drugie ramię, czyli inicjatywy ustawodawcze Senatu. I będziemy je podejmować. Już został przygotowany projekt ustawy dotyczącej nieszczęśliwych pań z rocznika 1953, które wygrywają sprawy w sądach. Więc dajemy szansę budżetowi, działamy dla dobra Rzeczypospolitej, żeby nie ponosić kosztów sądowych. Byłbym zdziwiony, gdyby nowelizacje Senatu w tej materii Sejm odrzucił.

Czego będą dotyczyły kolejne projekty?

Samorządu terytorialnego, zdrowia.

Na przykład?

Chcemy wprowadzenia stałych niskich cen leków dla dzieci po transplantacjach, których jest raptem 700 i kilkoro w Polsce. Te leki drożały niebotycznie, niektóre nie były dostępne.

Także za czasów Platformy…

Nie mają państwo racji. Leki niezastępowalne, np. antyretrowirusowy syrop dla dzieci po transplantacji, który nie miał zamiennika, przez 3,5 roku kosztował prawie 1000 zł za flaszkę, a miesiąc przed wyborami wrócił do ceny Arłukowicza: 3,20 zł.

To wchodzenie kompetencyjnie w buty Ministerstwa Zdrowia i prowadzenie polityki lekowej.

W ocenie skutków regulacji będzie wskazane, skąd należy wziąć pieniądze dla tych 700 dzieci po transplantacjach. A proszę mi wierzyć, że to nie jest nawet promil promila budżetu państwa. Byłbym szczęśliwy, gdyby ministerstwo wystąpiło z taką inicjatywą. Wtedy nie musielibyśmy uchwalać naszej.

Leki, co jeszcze?

Szpitale. Jednym z problemów jest to, że niemal każda placówka ma inny organ założycielski: ministra, szefa MSW, szefa MON, samorządy. To powoduje chaos regulacyjny dotyczący choćby niepotrzebnego budowania kolejnych jednostek. Chodzi nam po głowie pomysł, by albo wszystkie jednostki szpitalne przenieść pod jeden organ założycielski – to jest wersja hard, albo powołać coś w rodzaju wojewódzkich rad zdrowia. Zasiadaliby w nich przedstawiciele wszystkich organów założycielskich plus minister jako rozjemca.

To powołanie kolejnej instytucji.

Tak, ale jeśli w okolicy działają trzy chirurgie i ktoś chce budować czwartą, to trzeba mu wytłumaczyć, że nie jest to konieczne.

Kto miałby być tym wspólnym organem założycielskim?

Moim zdaniem – samorząd szczebla wojewódzkiego.

Czyli wojskowe czy uniwersyteckie też stałyby się wojewódzkie?

Wojskowe zostałyby, bo to jednak pion rządzący się swoimi regulacjami. Uniwersyteckie mogłyby działać na zasadzie umowy między rektorem a marszałkiem, więc jeżeli byśmy zabezpieczyli, że dydaktyka w tych szpitalach będzie niezaburzona, to można się porozumieć. Mnie chodzi o te trzy piony: szpital miejski, powiatowy, wojewódzki. Gdyby one były pod jednym organem założycielskim, koordynacja polityki zdrowotnej byłaby prostsza.

Ile ustaw planujecie?

Postawiłem zadania szefom wszystkich komisji, żebyśmy do końca kadencji przedstawili kilkadziesiąt inicjatyw ustawodawczych. Oprócz zdrowotnych już rodzą się pomysły samorządowe. Komisji jest 16. Więc jeśli raz na pół roku pojawiłaby się jedna większa czy mniejsza inicjatywa ustawodawcza, to będzie ich koło setki.

Jakie będą miały szanse?

Zobaczymy. Marszałek Sejmu może je włożyć do zamrażarki, może wreszcie puścić pod obrady i odrzucić.

Możliwy jest handel wymienny: my wam puścimy to, ale wy za to szybciej, też w ramach regulaminu…

To spekulacje. Wydaje mi się, że na poziomie marszałka Sejmu i Senatu mogą być takie doraźne porozumienia, ale ja ich nie rozpatruję.

Mówił pan w orędziu o zgodzie ponadpolitycznej. Pan też był jednym z współautorów Paktu dla Zdrowia, który w DGP podpisali politycy partii opozycyjnych.

Wyobrażam sobie powołanie zespołu ponadpartyjnego, żeby jak najszybciej przekuć deklaracje w czyny. Rozmawiałem z panią przewodniczącą komisji zdrowia w senacie z PO Beatą Małecką-Liberą, z przewodniczącym komisji sejmowej Tomaszem Latosem (PiS) i jesteśmy w bardzo dobrych relacjach. Będziemy planować, co zrobić razem. Jak mówił Boy-Żeleński – w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz.

Chciałem doprowadzić do tego, żeby PiS nie mianował wszystkich czterech członków delegowanych do KRS. Chcielibyśmy, żeby było tak, że na czterech kandydatów z Sejmu dwóch było z PiS, jeden z KO, jeden z innego ugrupowania. Podjąłem taką inicjatywę. Nawet w pewnym momencie PiS określił warunki brzegowe, na które wyraziłem zgodę.

Jakie?

Chcieli mieć wiceprzewodniczącego w komisji zagranicznej Senatu i jednego kandydata do KRS od nas. My jako Senat mamy dwóch.

To rozumiem, że po tym, co się stało w Sejmie, obu członków KRS z Senatu wskaże opozycja?

Zobaczymy.

Został pan marszałkiem Senatu, ale chwilę wcześniej był pan ponoć przez PiS namawiamy do przejścia do ich obozu – w zamian za zostanie ministrem zdrowia. To wtedy zrobiło się głośno o panu. Kto to panu zaproponował?

Mogę jedynie powiedzieć, że widujecie tę osobę na tych korytarzach sejmowych. Ale obiecałem tej osobie dyskrecję. Jestem ze świata medycyny i tutaj pojęcie tajemnicy jest na przeciwległym biegunie tajemnicy w polityce. Zachowamy się jak archiwa brytyjskie: otworzymy się za 50 lat.

Jak tylko został pan marszałkiem, pojawiły się na pana temat różne historie. Rodzina jednego z pacjentów oskarżyła pana o przyjęcie łapówki czy cegiełki na szpital…

Wydałem oświadczenie dla mediów. To nieprawda. I nie będę tego dalej komentował.

Kolejna to sprawa Galaxy – zarzuca się, że będąc radnym, zgodził się pan nagle na budowę centrum handlowego Galaxy po tym, jak naciski na szefów PO wywierał deweloper.

To insynuacje. Są stenogramy z posiedzeń i widać tam czarno na białym, że temat się ciągnął przez sześć lat. Zaczęło się od tego, że firma chciała wybudować brzydki blaszak, a ostatecznie przedstawiła projekt, który nam się spodobał. Nie było żadnych nacisków. W tej kwestii nie było dyscypliny partyjnej – 19 radnych na 30 zagłosowało za. Mówi się, że Grodzki nagle zmienił zdanie – i to mówią ci, którzy w ciągu chwili zmienili zdanie w sprawie 30-krotności. Choć akurat ten projekt był kontrowersyjny…

Kogo pan uważa za lepszego kandydata na prezydenta? Małgorzatę Kidawę-Błońską czy Jacka Jaśkowiaka?

Każdego uważam za dobrego, tylko z innej strony.

Bardzo dyplomatycznie. To inaczej: na kogo pan odda głos?

Na marszałek Małgorzatę Kidawę-Błońską.

Senat będzie oparciem dla opozycyjnego kandydata na prezydenta?

Będę namawiał senatorów naszej formacji, żeby naszego kandydata wesprzeć i sam to wsparcie się zaangażuje. Ale jeśli pytacie o instrumentalne wykorzystanie, to jest za poważna instytucja, żebyśmy mogli o tym przynajmniej na obecnym etapie mówić.

Byłby pan zainteresowany startem na szefa Platformy?

Nie. Nie czuję tego. Za każdym razem wiem, jaką misję chciałbym zrealizować. W działalności partyjnej są inne priorytety i inne kodeksy zachowań, których ja nie do końca rozumiem.

A powinna nastąpić wymiana na tym stanowisku?

O tym zadecydują w bardzo demokratyczny sposób członkowie partii, gdyż w PO zgodnie ze statutem głosują wszyscy członkowie. Zobaczymy, jaka będzie kampania wyborcza. Dziś na szczęście nie ma głosowania. W polityce jest wiele stygmatów i dziś przewodniczący Schetyna jest trochę stygmatyzowany. Jak z nim rozmawiam prywatnie, to człowiek o nieprzeciętnym intelekcie.