W ostatnich dniach do dymisji podało się kilku współpracowników premiera Wielkiej Brytanii. – Nie zamierzam się wycofać – powiedział jednak Keir Starmer, który mierzy się z najpoważniejszym jak dotąd wyzwaniem dla swojego przywództwa. – Tak ciężko walczyłem o szansę na zmiany w naszym kraju, że nie jestem gotów zrezygnować z mandatu ani z odpowiedzialności wobec obywateli – tłumaczył.

Ambasador Wielkiej Brytanii w USA utrzymywał stosunki z Epsteinem

Kontrowersje wokół szefa brytyjskiego rządu wybuchły pod koniec stycznia, gdy w Stanach Zjednoczonych opublikowano dokumenty związane ze sprawą przestępcy seksualnego Jeffreya Epsteina. Wynika z nich, że Peter Mandelson, niedawny ambasador w USA, przekazywał Epsteinowi poufne informacje brytyjskiego rządu po kryzysie finansowym z 2007 r. Ujawnione materiały obejmowały również wyciągi bankowe, które mają sugerować, że Epstein kilka lat wcześniej przesyłał Mandelsonowi pieniądze. Publikacja dokumentów nasiliła wątpliwości wokół jego nominacji na stanowisko ambasadora Wielkiej Brytanii w USA, dokonanej przez Starmera.

W zeszłym tygodniu premier potwierdził, że przed mianowaniem Mandelsona wiedział o jego długotrwałej relacji z Epsteinem. Stwierdził przy tym, że ambasador „wielokrotnie kłamał” na temat zakresu swoich kontaktów z przestępcą seksualnym. – Żałuję tej nominacji. Gdybym wtedy wiedział to, co wiem teraz, nigdy nie znalazłby się blisko rządu – zapewnił. Na razie odpowiedzialność za aferę przejmują osoby z otoczenia premiera. W poniedziałek ze stanowiska ustąpił dyrektor ds. komunikacji Tim Allan. Dzień wcześniej rezygnację złożył Morgan McSweeney, szef gabinetu przy Downing Street 10 i najbliższy doradca Starmera, przyznając, że doradzał mu nominację Mandelsona. W poniedziałek „The Guardian” ujawnił zaś, że również sekretarz gabinetu Chris Wormald negocjuje odejście z rządu.

Słabe notowania Starmera

Starmer przekonuje, że sam nie może zrezygnować z funkcji premiera, choćby ze względu na starcie z prawicowo-populistyczną partią Reform UK, które opisał jako „walkę naszego życia, walkę naszych czasów”. Ugrupowanie Nigela Farage’a, znanego jako twarz brexitu, od miesięcy prowadzi w sondażach. Z badania przeprowadzonego na początku lutego przez firmę Opinium na zlecenie „The Observer” wynika, że mogłaby liczyć na 31 proc. poparcia. Na Partię Pracy Keira Starmera zagłosowałoby 23 proc. Brytyjczyków, a na Partię Konserwatywną – 16 proc. Na niedawnym spotkaniu z laburzystami szef rządu powiedział, że jego priorytetem jest powstrzymanie Reform UK przed przejęciem władzy.

Na razie wiele wskazuje na to, że Starmer utrzyma stanowisko. Choć do dymisji wezwał go Anas Sarwar, lider Partii Pracy w Szkocji, wielu ministrów wstawiło się za swoim szefem. – Z całym szacunkiem, zdecydowanie nie zgadzam się z Anasem – powiedziała ministra kultury Lisa Nandy w rozmowie z BBC. Dodała, że Starmer „popełnił błąd”, mianując Mandelsona ambasadorem, ale „słusznie się do niego przyznał” i przeprosił. Jednak seria dymisji oraz publiczne wyrażenie braku zaufania przez Sarwara uwydatniły kruchość przywództwa Starmera. Potwierdzają to także najnowsze wyniki sondażu Opinium: zaledwie 17 proc. Brytyjczyków ma o nim pozytywne zdanie, a 61 proc. wyraża opinię negatywną.