Tegoroczna jest łagodniejsza. Na podstawie danych od lekarzy rodzinnych i ze szpitali odnotowaliśmy do 1 lutego o ok. 250 tys. mniej zachorowań, ok. 9 tys. mniej hospitalizacji i ok. 500 mniej zgonów w porównaniu z rokiem ubiegłym. Choć jest to pozytywny sygnał, przyczyny tej sytuacji nie są do końca jasne. Ale na pewno trudno przypisać ją wyłącznie szczepieniom.
Stawiamy hipotezę, że większy wpływ na łagodniejszą falę grypy miały m.in. tegoroczne przerwy w nauce. Najpierw dwutygodniowa przerwa świąteczno-noworoczna, a następnie ferie w pięciu dużych województwach, które ograniczyły kontakt dzieci w szkołach, utrudniając transmisję wirusa.
Dodatkowo długi okres niskich temperatur sprawił, że m.in. osoby starsze, które są w grupie ryzyka spędzały więcej czasu w domu, co również może zmniejszać liczbę zachorowań.
Nie obserwujemy istotnej różnicy w ciężkości przebiegu choroby w porównaniu z ubiegłym rokiem. Choć obecny wariant odpowiada za ponad połowę zachorowań i jest genetycznie nowy, powoduje typowe objawy grypy sezonowej, a wskaźniki hospitalizacji i śmiertelności na 100 czy 1000 chorych pozostają takie same jak wcześniej. Zwiększona zakaźność wynika z faktu, że układ odpornościowy nie rozpoznaje nowego wariantu, nie oznacza to jednak cięższego przebiegu choroby.
Nie. Początkowo pojawiały się doniesienia medialne sugerujące większą liczbę ciężkich przypadków, ale te informacje nie znalazły potwierdzenia. Obserwacje w Polsce oraz w Europie Zachodniej wskazują, że obecny wariant wirusa nie powoduje nowych, nietypowych objawów. Wciąż dominują klasyczne symptomy grypy, takie jak m.in. bóle mięśni, osłabienie, bóle głowy oraz gorączka.
Do tego sezonu głównymi barierami w szczepieniach były bariery organizacyjne i finansowe, które w dużej mierze zostały teraz zniesione. Szczepienia są bezpłatne dla dzieci do 18. roku życia, osób powyżej 65. roku życia oraz kobiet w ciąży, a pozostałe osoby mogą skorzystać z 50-procentowej refundacji.
Ułatwieniem jest też nowa ścieżka szczepień w aptekach - bez wizyty u lekarza, od razu z możliwością refundacji. Około 20 proc. zaszczepionych w tym sezonie skorzystało z tego rozwiązania. Jednocześnie starsi pacjenci wciąż wolą wizytę u lekarza, dlatego oczekiwane jest nowe rozwiązanie prawno-finansowe aby szczepionki były dostępne bezpośrednio w gabinetach POZ w ramach dofinansowanej usługi, rozliczanej przez NFZ podobnie jak obecnie testy antygenowe.
W tym sezonie zaszczepiło się o około pół miliona osób więcej niż wcześniej, głównie w grupach ryzyka (50-60+). Mimo wzrostu zainteresowania wciąż pozostajemy jednak daleko w tyle za krajami europejskimi, gdzie zaszczepionych jest 50-60 proc. populacji; w Polsce jest to około 5 proc.
Szczepienie ma sens dopóki nie jesteśmy chorzy, choć jego działanie nie jest natychmiastowe – najwcześniej odporność rozwija się po około dwóch tygodniach. Jeśli w tym czasie dojdzie do zakażenia, szczepionka nie zdąży ochronić przed infekcją. Mimo to, w każdym momencie trwania sezonu epidemicznego szczepienie ma sens. Dlatego także teraz warto się zaszczepić.
Obecnie zainteresowanie szczepieniami jest jednak niewielkie. W Polsce najwięcej osób szczepi się od września do listopada. To wtedy odnotowujemy największy napływ pacjentów.
Kolejne dane, które pozwolą ocenić dalszy przebieg krzywej zachorowań poznamy w czwartek. Z naszych obserwacji wynika jednak, że szczyt fali został już osiągnięty, a liczba zachorowań - niemal 400 na 100 tys. mieszkańców - zbliża się do progu epidemicznego. W ostatnich tygodniach stycznia liczba zachorowań podwajała się z tygodnia na tydzień, natomiast w piątym tygodniu roku tempo wzrostu wyraźnie spadło, co sugeruje wyhamowywanie fali. Szósty i siódmy tydzień lutego powinny przynieść wypłaszczenie krzywej, a następnie stopniowe spadki. Trzeba jednak pamiętać, że sezon grypowy nie zakończy się gwałtownie - wysoki poziom zachorowań utrzyma się co najmniej do końca marca.
Rozmawiała: Karina Strzelińska