statystyki

Polacy nie akceptują przemocy politycznej od stuleci

autor: Andrzej Krajewski18.01.2019, 07:00; Aktualizacja: 18.01.2019, 08:35
Jerzy Sebastian Lubomirski

Hetman Jerzy Lubomirski po długoletnim konflikcie z królem Janem Kazimierzem wzniecił w Polsce wojnę domową. Lubomirski sprzeciwiał się planom wzmocnienia władzy monarchy, cieszył sympatią sporej części szlachty, a że był świetnym dowódcą, posiadał też wielki autorytet. Nic dziwnego, iż marzyła mu się nawet korona królewska. Jego polityczną karierę złamało błyskotliwe dowodzenie w bitwie pod Mątwami. Pechowego 13 lipca 1666 r. nad brzegiem Noteci wojska rebelianckie walczyły tak, jak to zwykło się czynić podczas wojen domowych we Francji i w Rzeszy Niemieckiej, czyli zdecydowanie uderzono na przeciwnika. Śmierć prawie 4 tys. żołnierzy wiernych Janowi Kazimierzowi wzbudziła w Rzeczpospolitej odrazę trudną do opisania.źródło: Domena Publiczna

Politycy podsycają agresję, ale muszą to zręcznie ukrywać. Atakują, ale tak, by eksponować, iż sami są atakowani i prowokowani. Wymaga to zręczności, bo złamanie tabu może oznaczać koniec kariery

W Polsce – jak o tym będę jeszcze pisał – użycie gwałtu, przemocy, użycie siły fizycznej wywołuje odrazę” – napisał Stanisław Cat-Mackiewicz, odnosząc się do zamordowania prezydenta Gabriela Narutowicza. Znakomity publicysta wykazał się czułym zmysłem obserwacji. Choć w II RP podziały społeczne i temperatura sporów politycznych były silniejsze niż obecnie, zamordowanie prezydenta nie przyniosło wojny domowej. Nastąpił otrzeźwiający szok, a ludzie powszechnie potępiali zbrodnię. I nawet jeśli ktoś wierzył, iż Narutowicz narzucony został Rzeczpospolitej przez „Żydów i inne mniejszości”, nie śmiał tego okazać w dniach po zamachu.

Magazyn DGP z 18 stycznia 2019 r.

Magazyn DGP z 18 stycznia 2019 r.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna/Inne

Gdy zabity został prezydent Gdańska, zadziałał podobny mechanizm. Mocno podzielone społeczeństwo na mord, jednoznacznie odczytany przez opozycję jako zbrodnia polityczna, nie zareagowało agresją, choć politycy głównych obozów podsycają emocje. Nie zmieniła tej postawy nawet wciąż królująca na internetowych forach wszechobecna nienawiść. Ani zamordowanie w 2009 r. pracownika łódzkiego biura poselskiego PiS Marka Rosiaka, ani zabójstwo Pawła Adamowicza nie zyskały akceptacji żadnej ze stron politycznego sporu.

Spuścizna po przodkach

W polskim społeczeństwie nadal funkcjonują tamy sprawiające, że osoby sprawujące wysokie urzędy czują się bezpiecznie w przestrzeni publicznej. Zadziwiony tym korespondent dziennika „The Guardian” Christian Davies zaraz po zamachu na Pawła Adamowicza donosił, że dbałość o bezpieczeństwo ważnych osób w III RP jest fatalna. „W czasie Marszu Niepodległości stałem zaledwie kilka kroków od prezydenta Dudy, żadnego sprawdzenia torby, żadnego sprawdzenia dokumentów. Bezpieczeństwo nie jest traktowane poważnie” – pisał na Twitterze.


Pozostało jeszcze 87% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie