statystyki

Janiszewski o polskim wydaniu #metoo. Jak nie ośmieszyć ważnej sprawy

autor: Jakub Janiszewski08.12.2017, 07:22; Aktualizacja: 09.12.2017, 08:27
Tekst opublikowany w branżowej prasie dotyczył procedur, które uniwersytety wprowadziły w imię walki z molestowaniem seksualnym

Tekst opublikowany w branżowej prasie dotyczył procedur, które uniwersytety wprowadziły w imię walki z molestowaniem seksualnymźródło: ShutterStock

Pochodzę z tej szczęśliwej generacji, która miała szansę dorastać w zbyt krótkim interregnum po seksualnej rewolucji, ale sprzed AIDS, które przekształciło seks w scenę zbrodni zaludnioną zbrodniarzami i ofiarami, z czasów, w których seks, nawet jeśli nieudany czy przepłacony złamanym sercem, należał jednak do kategorii życiowych doświadczeń”. Tymi słowy Laura Kipnis, feministka, pisarka, wykładowczyni Northwestern University, przedstawiała się w 2015 r. czytelnikom swojego obrazoburczego, jak się później okazało, tekstu o znamiennym tytule „Paranoja seksualna uderza w świat akademicki”

Tekst opublikowany w branżowej prasie dotyczył procedur, które uniwersytety wprowadziły w imię walki z molestowaniem seksualnym. Na mocy tychże wszelkie kontakty erotyczne między pracownikami wyższych uczelni a studentami zostały zakazane, dopuszczone jedynie w przypadku doktorantów, a i to pod warunkiem uprzedniego zgłoszenia administracji uczelni. Wszystko tytułem „dysproporcji władzy” oraz „ryzyka wymuszenia”, które miałyby tu zachodzić. Kipnis otwarcie wyszydziła i reguły, i przecenianie profesorskiej mocy, podkreślając, że to, co naprawdę stanowi problem, to nie hierarchiczne relacje student – profesor, lecz równe z założenia kontakty międzystudenckie, dalece częściej brutalne i prowadzące do nadużyć. Co się zaś tyczy reguł, to pierwsza z nich, stworzona na potrzeby macierzystej uczelni Kipnis, brzmiała: „Nie składaj niechcianych ofert seksualnych”. „Ale skąd mam wiedzieć, że są niechciane, zanim nie sprawdzę? Czyżby ludzie mieli pożądanie wypisane na czole?” – odpowiadała Kipnis, przytomnie charakteryzując seksualność jako sferę ambiwalencji, pełną niespodzianek, tyleż przyjemnych, co nierzadko odpychających, coś nad czym nigdy żaden racjonalizatorski umysł nie zapanuje, choćby nawet bardzo chciał.

Na tym nie koniec. Prawdziwym clou wspomnianego tekstu był opis dwóch przypadków, które miały służyć za uzasadnienie drakońskiego prawa. W pierwszym 21-letnia ofiara udała się z miejscowym profesorem filozofii najpierw na wystawę, potem do baru, a na końcu do niego do domu. Miał ją przemocą upić do nieprzytomności, następnie zawlec do łóżka i macać. Seksu nie było, ale wskutek owych zajść rozwinęła się u niej depresja oraz syndrom stresu bojowego prowadzące do absencji w zajęciach. Ofiara, czego chyba nie trzeba dodawać, pozwała zarówno profesora, jak i uczelnię, domagając się zadośćuczynienia i zwrotu czesnego. Oskarżony tymczasem twierdził, że to ona chciała iść na tę wystawę, piła sama, a gdy padli za obopólną zgodą na barłóg (w ubraniu i na kołdrze), to ona napierała, a on się wzbraniał. Seksu nie było, ale i on założył parę spraw – przeciwko kolegom, którzy mieli go szkalować i przeciwko lokalnej gazecie, która pisząc o sprawie, użyła słowa „gwałt”. „Co za bałagan – podsumowywała Kipnis. – I jaka równia pochyła, gdzie z rzekomego obmacywacza w mig stajesz się gwałcicielem. A problem z tymi oskarżeniami jest taki, że to melodramat. Jestem pewna, że profesorowie mogą być świntuchami. Ale jakoś nie do końca wierzę, że którykolwiek byłby w stanie spić do nieprzytomności wzbraniającą się studentkę. Bo niby jakimi siłami?”.


Pozostało 70% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (3)

  • Jurek(2017-12-10 21:20) Zgłoś naruszenie 22

    Przeczytałem tyle, ile dostępne bez wykupienia, i śmiać mi się chce, że ktoś chciałby czytać ******** dalej. Rzeczywiście, depresja i zespół stresu (bojowego? czy autor jest pewien? :D ) to rzeczywiście śmieszne i godne wykpienia sprawy, podobnie jak relacje władzy na uczelni. Wyśmiejmy je, może znikną. A Kipnis nie sprawdziła swojego przywileju, co nie może być usprawiedliwieniem.

    Odpowiedz
  • Przeczytałem tyle, ile dostępne bez wykupienia(2017-12-10 12:14) Zgłoś naruszenie 22

    i nie wiem co dalej, ale ten artykuł zasługuje i zasługiwał na to, aby być eksponowanym na czołówce przez kilka lub kilkanaście dni. Dlaczego tak się nie stało, niech każda/dy odpowie sobie we własnym zakresie, zarówno obiektywnym jak i okraszonym własnym doświadczeniem.

    Odpowiedz
  • N.(2017-12-11 08:09) Zgłoś naruszenie 11

    Dno.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie