statystyki

Winnicka: O chłopczyku, którego nikt nie szukał [WYWIAD RIGAMONTI]

autor: Magdalena Rigamonti13.10.2017, 07:18; Aktualizacja: 13.10.2017, 08:15
Ewa Winnicka, dziennikarka i reporterka, dwukrotna laureatka nagrody Grand Press. Nakładem wydawnictwa Czarne ukazała się jej nowa książka „Był sobie chłopczyk”. Fot. Maksymilian Rigamonti

Ewa Winnicka, dziennikarka i reporterka, dwukrotna laureatka nagrody Grand Press. Nakładem wydawnictwa Czarne ukazała się jej nowa książka „Był sobie chłopczyk”. Fot. Maksymilian Rigamontiźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Rodzice nie potrafili opisać życia swojego synka, jaki był, co lubił, jak niewiele się w tym życiu wydarzyło, ale ostatnie trzy dni tego życia opisali ze szczegółami, bardzo dokładnie. Środa, czwartek, piątek, sobota rano. W sobotę rano umarł.

Magdalena i Maksymilian Rigamonti

Magdalena i Maksymilian Rigamonti

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Kogo szukano?

Raczej czego. Tożsamości dziecka.

Jak długo?

Dwa lata, trzy miesiące i pięć dni. 18 marca 2010 r. dwóch chłopców zobaczyło w stawie pod Cieszynem coś, co wyglądało jak lalka w czerwonym ubranku. To był mały chłopczyk. 23 czerwca 2012 r. aresztowano jego rodziców. Zupełnie niespotykana sprawa, w którą była zaangażowana policja z Europy środkowo-wschodniej. Śląsk i Zagłębie były oklejone portretem pamięciowym tego dziecka.

Podobnym do tego, jak rzeczywiście wyglądał chłopiec?

Bardzo. Widziałam jego zdjęcie w aktach sprawy o kryptonimie „Jaś”. Nigdy wcześniej nikt nie rozwieszał portretu NN malutkiego dziecka. Chłopczyka, który jak się okazało po ponad dwóch latach, miał na imię Szymon, urodził się 14 kwietnia 2008 r., a zmarł w marcu 2010 r. Miał 21 miesięcy i umierał trzy dni, w męczarniach. Ten portret musieli widzieć ludzie z pracy ojca chłopca, musiała widzieć rodzina, babcia, rodzeństwo, sąsiedzi, wszyscy. Był pokazywany w telewizji, w internecie.

Kilka dni temu napisałaś do mnie: „Nie wiem, jaka jest wartość literacka tej książki, mało mnie to zresztą rusza, ale bardzo bym chciała, żeby była ona przyczynkiem do dyskusji o monitoringu losów dziecka w Polsce. Żeby dzieci nie znikały albo żeby nieszczepienie dziecka było zaznaczone w bazie danych, albo fakt, że była notowana przemoc wobec nich... Był już taki pomysł, w 2005 r., Joannie Kluzik-Rostkowskiej nie udało się go przeforsować. Takie bazy są w całej Europie, my odpuszczamy...”.

Dwanaście lat temu był pomysł na tzw. monitoring losów dziecka. Miała powstać baza danych, do której instytucje i osoby mające kontakt z dzieckiem – nauczyciele, lekarze, pracownicy socjalni – mogliby zgłaszać niepokojące sygnały. Taka wiedza płynąca z różnych źródeł ułatwiłaby pomaganie. Ten pomysł od razu zaatakowano jako próbę inwigilacji rodziny. I wcale się nie dziwię, bo żeby tego rodzaju zabezpieczenie funkcjonowało, potrzebne jest gigantyczne zaufanie obywateli do państwa. My nie mamy takich tradycji. Państwo zawsze kojarzyło nam się z instytucją opresyjną. I to się raczej nie zmieni w najbliższej przyszłości. Poza tym brakuje zrównoważonej debaty, nie ma na nią chętnych. Pomoc społeczna nie jest tematem porywającym polityków. Dzieci w sierocińcach nie głosują, ich rodzice też nie, z nimi nie wygrasz wyborów.

Zmieni się, zobacz na 500 plus.

500 plus nie rozwiązuje problemu alkoholizmu ani przemocy w rodzinie. Nie sprawi, że dorośli nagle zrozumieją, na czym polega rodzicielstwo. Kiedy słyszę, że 500 plus ma sprzyjać dzietności, która to dzietność poprawi finanse państwa, trafia mnie szlag. Chodzi o produkowanie dzieci. Beata, mama Szymona, wraz z dwoma kolejnymi partnerami miała ich w sumie ośmioro. Jedno już nie żyje. Wiem, że to sytuacja ekstremalna, ale jestem prawie przekonana, że cała siódemka będzie potrzebowała pomocy państwa. 500 plus byłoby skuteczniejszym ruchem, gdyby towarzyszyły mu inne instrumenty pomocy społecznej: terapia dla dzieci i dorosłych, dokształcanie, świetlice dla dzieci. Kiedy mówię o dostępności terapii, myślę na przykład o transporcie. Rozmawiałam z wychowawcą dziecka z bardzo przemocowej rodziny – ono nie mogło zostawać w świetlicy terapeutycznej, ponieważ po godz. 15 nie było komu odwieźć go do jego wioski. Wiem, że sytuacja powoli się zmienia. Ustanowiono asystentów rodzin, którzy mają być wsparciem, powinni pomagać robić zakupy, uczyć, jak radzić sobie ze stresem. Być może gdyby Beata miała asystenta rodziny i on widziałby, jak ją te dzieci – przepraszam, ale inne słowo tu nie pasuje – wk...ą, mógłby jej pomóc. Oczywiście, gdyby nie miał w swojej gestii jeszcze 19 innych rodzin, w których rodzice nie dają rady i nie był totalnie wypalony. W tym fachu wypalenie zawodowe jest błyskawiczne. Ludzie rezygnują, bo obojętnieją lub nie potrafią unieść nieszczęścia, z którym się zmagają. Zawód pracownika socjalnego to zajęcie wysokiego ryzyka i wielkiej odpowiedzialności. Powinniśmy pracowników socjalnych świetnie kształcić i chuchać na nich.

Jak daleko może państwo ingerować w los dziecka?

O tym powinniśmy rozmawiać bez ideologicznego zacietrzewienia. Wicedyrektor ośrodka pomocy społecznej w Będzinie, który nie pracował tam w tym traumatycznym dla całego miasta czasie, mówi, że cokolwiek by się robiło, jakkolwiek by się ingerowało w życie rodziny, to i tak przetrwają najsilniejsi. Przyznam, że to stwierdzenie mocno mną wstrząsnęło.

Czyli?

Czyli, że urzędnik powiedział, że są ludzie, którym już raczej nie można pomóc. Są skazani.


Pozostało jeszcze 77% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (1)

  • ITD(2018-09-26 23:00) Zgłoś naruszenie 00

    Ludzie ktorym nie mozna pomoc ale dzieciom mozna i kazde klamstwo rodzica powinno byc od razu podwazane .Bo jak malenstwoa jest pod opieka cyganki strasznej bo darla sie przy dziecku w klatce zamiast wejsc tam gdzie miala cel a to malenstwo bylo we wozku i wozono go tez przd tym strasznym wyrokiem smierci lezalo wtym wozku bade bez znakow zycia .i pokazywali pani na trzecm pietrze a harmonia rozbrzmiewala smutne dzwieki .taki obraz mozna bylo zapamietac ale kto dopusci do prawdy jak z malenstwem spod kosciola wyjechali ubranym tak jak w telewizji pokazywli smutne to strasznie bo zaklamanie w tym watku zycia i smierci bylo okropne a jak sie ma cale osiedle przez cyganow zamieszkale na poludniu Polski.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie