statystyki

Krul, Kaczafi, Maciora i Płaszczak. Dziś polityczne ksywki powstają na Twitterze

autor: Barbara Sowa08.07.2017, 19:30; Aktualizacja: 09.07.2017, 09:49
Janusz Korwin-Mikke

Dlaczego Janusz Korwin-Mikke jest nazywany Krulem? Odpowiedź w tekścieźródło: ShutterStock

Kiedyś kuźnią politycznych ksywek były sejmowe korytarze i satyryczne rubryki gazet, dziś pseudonimy zaczynają swoją karierę na Twitterze.

Dobry pseudonim jest krótki, wpada w ucho i musi być łatwy do wymówienia – chodzi o to, by żaden obcokrajowiec nie połamał sobie na nim języka. Powinien być też oryginalny i budzić skojarzenia – najlepiej pozytywne. To z grubsza zasady, które rządzą przemysłem artystycznych ksywek. W świecie polityki reguły są jednak nieco inne. Dobre przezwisko ma być jak szpila. Im bardziej złośliwe, zaskakujące i piętnujące, tym lepiej. Zwłaszcza jeśli pseudonim tworzy się dla politycznego przeciwnika.

Kto kogo przezywa

Politykom zazwyczaj brakuje finezji, dlatego w polskim Sejmie najwięcej ksywek pochodziło od imienia bądź nazwiska posiadacza. Schet czy Schettino to Grzegorz Schetyna, Kura – Jacek Kurski, Suseł – Marek Suski, Szczypa – Jolanta Szczypińska, Drzewko – Mirosław Drzewiecki, Cynamon – Tadeusz Cymański, Tchórz – Krzysztof Tchórzewski, Płaszczak – Mariusz Błaszczak, Piskorz – Paweł Piskorski. Antoni Macierewicz jest określany mianem Antonio, Macierenko albo Maciora, na podobnej zasadzie Adam Lipiński, wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości, bywa dla kolegów Lipą, a Jarosław Kaczyński – Kaczorem. Prezes PiS doczekał się zresztą kilku przydomków – Kaczafi, Wódz, Jarkacz, a ostatnio mówi się o nim per Naczelnik.

– Dla politycznych przeciwników prezesa PiS to określenie ma wydźwięk negatywny, jest ośmieszające. Ale prawa strona też lubi się posługiwać tym pseudonimem. Z dumą piszą o „Naczelniku”, którego – w domyśle – wszyscy się boją, który wszystkich zaora, któremu nikt nie podskoczy – przyznaje Rafał Madajczak, znany bardziej jako Ojciec Redaktor, twórca satyrycznego serwisu ASZdziennik.

Przezwisko może polityka zdyskredytować, napiętnować i ośmieszyć, ale może również – nawet kiedy jest złośliwe – mu pomóc. – Dobra ksywka pozwala wyróżnić się w gronie innych, mało rozpoznawalnych polityków. Wystarczy jedno słowo i już wiadomo, o kogo chodzi. W anglosaskich armiach najbardziej charyzmatyczni żołnierze też mieli przydomki, co pozwalało im wybić się z bezimiennego tłumu – tłumaczy Igor Zalewski, dziennikarz i założyciel fundacji Akademia Retoryki, współautor satyrycznej rubryki „Z życia koalicji, z życia opozycji”, którą od lat na łamach różnych pism prowadzi wraz z Robertem Mazurkiem. To właśnie w tej rubryce rodziło się wiele politycznych ksyw.


Pozostało jeszcze 85% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (3)

  • obserwator(2017-07-09 09:26) Zgłoś naruszenie 31

    na twitterze powstaje cudowna twórczość polskiej "elity" politycznej i dziennikarskiej

    Odpowiedz
  • ...(2017-07-09 10:05) Zgłoś naruszenie 10

    No to przestań obserwować i sam twórz tam, a nie w komentarzach ;-)

    Odpowiedz
  • A. Gentura(2017-07-10 09:45) Zgłoś naruszenie 10

    Politksywy to nie tylko sprawa do śmiechu czy propagandowego użytku. Wszelka konspiracja też używa pseudonimów, a służby specjalne używają użytkowo operacyjnie (Olin, Bolek, Oskar, itp.)

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie