PiS ponowił wnioski z kandydaturami do TK. Tym razem bez Chojny-Duch

Kandydatami PiS do Trybunału Konstytucyjnego ponownie zostali dr hab. Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz. Trzecie wskazanie to dr hab. Robert Jastrzębski, co oznacza, że nieoczekiwanie z puli kandydatów PiS zniknęła prof. Elżbieta Chojna-Duch. / ShutterStock

Kandydatami PiS do Trybunału Konstytucyjnego ponownie zostali dr hab. Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz. Trzecie wskazanie to dr hab. Robert Jastrzębski, co oznacza, że nieoczekiwanie z puli kandydatów PiS zniknęła prof. Elżbieta Chojna-Duch.

Jeszcze we wniosku złożonym 31 października mogliśmy przeczytać: „Zarówno wykształcenie, jak i bogate doświadczenie zawodowe wskazują, iż Pani Elżbieta Chojna-Duch jest dobrym kandydatem na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.” – Pojawiły się pewne wątpliwości – mówi jeden z polityków PiS, ale zarówno on, jak i inni odmawiają podania szczegółów, dlaczego jej kandydatura bez żadnych tłumaczeń została wycofana. Portal Onet, który pierwszy się do niej dodzwonił, poinformował, że o tym, iż już nie jest kandydatką, dowiedziała się od niego.

Pojawienie się Elżbiety Chojny-Duch w gronie kandydatów traktowano jako spłatę długu wdzięczności za jej rolę świadka w komisji śledczej ds. VAT, w której zeznawała na temat liberalizacji ustawy o VAT i m.in. znoszeniu przepisów o sankcji VAT i wprowadzeniu kwartalnego rozliczenia podatków, co rozszczelniło system ich poboru. Choć akurat politycy opozycji wskazywali, że jako ówczesna wiceminister finansów sama nadzorowała odpowiedzialny za to pion resortu, co potwierdzają jej podpisy pod dokumentami MF w tej sprawie.

– Widać, że Elżbieta Chojna-Duch mimo swoich występów w komisji śledczej do spraw VAT za mało się zasłużyła PiS w porównaniu z innymi. Te nominacje to pokazanie siły i wynagrodzenie wiernych – komentuje Jan Grabiec z PO. Platforma, która podważa TK w obecnym kształcie, zapowiada, że nie będzie wskazywała kandydatów na wakaty w trybunale.

Rezygnacja z Chojny-Duch jest zaskakująca – spodziewano się, że PiS wycofa się raczej z kandydatury Stanisława Piotrowicza jako budzącej największe emocje, także w obozie zwolenników PiS, z uwagi na jego prokuratorską przeszłość w PRL. W zeszłym tygodniu tygodnik „Sieci” zamieścił wywiad z Piotrowiczem, w którym z tych kwestii ponownie się tłumaczył, co miało przekonać do decyzji kierownictwa PiS elektorat.

Problemem może się okazać również wiek dwojga zgłoszonych przez PiS kandydatów. Ustawa o statusie sędziów TK (Dz.U. z 2018 r. poz. 1422) stanowi, że w trybunale może znaleźć się osoba, która „wyróżnia się wiedzą prawniczą oraz spełnia wymagania niezbędne do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego Sądu Najwyższego lub sędziego Naczelnego Sądu Administracyjnego”. A zarówno sędziowie SN, jak i NSA, zgodnie z przepisami, przechodzą w stan spoczynku po ukończeniu 65. roku życia. Tymczasem Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz ten wiek już osiągnęli. Elżbieta Witek, marszałek Sejmu, zapowiedziała już, że poprosi o ekspertyzy prawne, które rozwieją te wątpliwości. Jest to o tyle zasadne, że pojawiają się głosy, iż przepisy wcale nie wykluczają zasiadania w TK po ukończeniu 65. roku życia. Czym innym bowiem są wymogi, jakie należy spełnić, aby być sędzią TK, a czym innym zasady przechodzenia w stan spoczynku. Jeżeli chodzi o te pierwsze, to próżno szukać w ustawie o SN (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 825) górnej granicy wieku, po osiągnięciu której nie można kandydować do SN czy NSA, a tym samym do trybunału.

Na tym jednak kontrowersje się nie kończą. Jeśli bowiem bliżej przyjrzeć się nowemu kandydatowi wskazanemu przez PiS, okaże się, że i on wzbudza w pewnych kręgach emocje. Doktor habilitowany Robert Jastrzębski dał się bowiem poznać jako autor opinii przyklepującej skandaliczne zdaniem wielu prawników zmiany w Trybunale Konstytucyjnym, przeprowadzane na przełomie 2015 i 2016 r. Podpisał się również pod listem do ówczesnego prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego w obronie Kamila Zaradkiewicza. Prawnik ten został odwołany przez Rzeplińskiego z funkcji dyrektora Zespołu Orzecznictwa i Studiów TK. Stało się tak po tym, jak Zaradkiewicz ostro skrytykował działalność TK. Rządzący mu tego nie zapomnieli. Kiedy w 2018 r. władze PZU zdecydowały o powiększeniu z ośmiu do dziewięciu osób rady nadzorczej, miejsce to zajął właśnie Jastrzębski.

Zamieszanie wywołała w mediach także jego reakcja na nieprzedłużenie mu umowy o pracę w Katedrze Historii Ustroju i Prawa Polskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Jastrzębski pożalił się wówczas Markowi Kuchcińskiemu, marszałkowi Sejmu, i poprosił go o interwencję. Przedstawił się jako ofiara nagonki medialno-politycznej. Powodem miała być m.in. wspomniana już opinia dotycząca TK. „Wynika z tego, że po 20 latach zatrudnienia mam stracić pracę z powodów politycznych” – pisał Jastrzębski w skardze.