statystyki

Staniszkis dla DGP: Gdyby Wałęsa nie był takim bufonem... [WYWIAD]

autor: Magdalena Rigamonti27.02.2016, 19:00; Aktualizacja: 27.02.2016, 19:19
Jadwiga Staniszkis / fot. Maksymilian Rigamonti

Jadwiga Staniszkis / fot. Maksymilian Rigamontiźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Lech Wałęsa był spryciarzem i szybko zrozumiał, że jest nie do zastąpienia, że nie może ktoś wejść na jego miejsce - mówi w wywiadzie dla DGP Jadwiga Staniszkis.

reklama


reklama


To ja zacznę od cytatu.

Od jakiego?

Z pani. O Wałęsie: zwierzątko w autorytarnej dżungli.

Powiedziałam tak w sierpniu 1980 roku w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich po powrocie ze stoczni. I za to odebrano mi nieformalnie prawo do publicznych wystąpień na trzy miesiące. W artykułach i książkach, które pisałam na temat tego, co się działo w 1980 roku, używałam terminu ewolucyjna teoria skokowej zmiany, starałam się pokazać Solidarność jako jeden z elementów odgórnego procesu, który nazwałam detotalizacją.

Pani profesor, za trudne to.

Nie, mówię o wychodzeniu komunistów z pułapki totalnej władzy, niedającej realnej kontroli. Do tego potrzebna im była Solidarność. Chcieli mieć jakby drugą nogę, lecz taką, którą mogliby kontrolować. W latach 70. odbyło się kilkadziesiąt strajków i wszystkie kończyły się lokalnymi porozumieniami. Wtedy, w sierpniu 1980 roku, Gierek wysłał do stoczni niejakiego Pykę, by ten też doprowadził do porozumienia, ale ktoś, inna frakcja, te porozumienia zrywała.

Inna frakcja podległa władzy?

Tak. I ta frakcja doprowadziła do powstania Komitetu Strajkowego reprezentującego zakłady z całej Polski. Do końca nie jestem pewna, jakie były motywy władzy. Solidarność była dla nich bardzo ryzykowna, bo z jednej strony, wiadomo to z dokumentów, które pokazał później płk Kukliński – Rosjanie przygotowywali manewr obronny przez atak, a Solidarność mogła być do tego pretekstem. Z drugiej – komuś zależało, by związek zawodowy powstał, by społeczeństwo się opierało.

Komu zależało?

Nie wiem, ale wyraźnie czuło się element gry. Z jednej strony próba porozumienia ze strajkującymi, z drugiej – zgoda na Solidarność, bo to dawało komunistom szansę na nowe otwarcie ideologiczne.

A kim był w tym wszystkim Lech Wałęsa?

Był zabezpieczeniem, że wszystko jest pod kontrolą. Nasi komuniści pamiętali, co Rosjanie zrobili z Imre Nagym w 1956 roku, że powiesili go na haku rzeźniczym i torturowali. Ci, którzy znali ten system bądź byli jego częścią, bali się bardziej niż ci, którzy byli na zewnątrz. Nie tak dawno byłam na promocji książki o Jaruzelskim Pawła Kowala, na której też był Aleksander Kwaśniewski i gdy wspomniałam o tym, to Kwaśniewski cały się zatrząsł. Jeszcze raz mówię, komuniści śmiertelnie bali się Rosjan. Aparat władzy ryzykował więcej niż stoczniowcy, niż eksperci, niż doradcy. Widać było gołym okiem, jak to wszystko było pozabezpieczane. No przecież część ekspertów, która pojechała do Gdańska, dostała bilety na pociąg w Komitecie Wojewódzkim. Oczekiwano, że przekażą robotnikom wiedzę o ideologicznych ograniczeniach, w których funkcjonowała władza.

Pani też?

Nie, ja nie. Dobierano ludzi tak, by tworzyć też kanały nieformalnych przecieków. Przecież Tadeusz Kowalik, doradca Solidarności, był profesorem w szkole partyjnej, do której uczęszczał przyszły premier Jagielski. W świetle tych wszystkich układów, piętrowych zabezpieczeń, tej całej siatki, to Wałęsa był mały pikuś.

Pani wtedy tę siatkę dostrzegała?

Nie, byłam zdziwiona, że oni ten strajk podgrzali zamiast go zakończyć. Robotnikom chodziło o niezależność, a komunistom o rewolucję w wymiarze ideologicznym, która będzie udawała, że nic się nie stało. Wprowadzenie Wałęsy na przywódcę strajku w Gdańsku, Naszkowskiego w Pile i tego typu ludzi w innych miastach stanowiło zabezpieczenie przed Moskwą. Rząd mógł powiedzieć: wszystko kontrolujemy. Ale skutek działań był realny, bo powstał nowy podmiot – Solidarność – w pewnym tylko zakresie kontrolowany przez władzę. Drugim etapem detotalizacji był stan wojenny, dzięki któremu wojsko ograniczyło nie tylko Solidarność, lecz i aparat partyjny. W drugiej połowie lat 90. brałam udział w seminarium poświęconym historii zimnej wojny. Był gen. Jaruzelski, marszałek Kulikow, był gen. Gribkow, do tego prof. Brzeziński i jeszcze kilku Amerykanów, a także działacze Solidarności. Pamiętam, jak któryś z Sowietów, patrząc na jednego z ważniejszych działaczy Solidarności, zwrócił się do niego per colonel. Specjalnie użył angielskiego słowa, żeby Amerykanie się zorientowali, że to żaden opozycjonista, tylko człowiek ówczesnej władzy, ich pułkownik.


Pozostało jeszcze 71% treści

PROMOCJA
Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc już od 33,00 złZamów abonament

Przeczytaj artykuł
Koszt SMS-a 2,46 złZapłać sms-emMasz już kod?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama

  • pepe(2016-02-27 22:51) Odpowiedz 216

    czyli co cala ta Solidarność to była zwykla walka o kaskę?

  • hghh(2016-02-27 22:23) Odpowiedz 195

    zawsze uważałam, że bolek sprzedawal

  • Romek(2016-02-28 01:30) Odpowiedz 1520

    Nikt nie widzi,ze od 26 lat mamy wolne wybory, głosujemy na kogo chcemy, od Wałęsy,przez Kwacha i Kaczora...po Dudę. To sie nie liczy. Tylko teczki,układy i układziki. Smutny polski narodek. Mały i zakompleksiony.

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • Pan Murzyński - Filipiński(2016-02-28 01:02) Odpowiedz 122

    Jest coś takiego w ludziach (nie tylko Polakach, dotyczy to wszystkich nacji), chcą koniecznie mieć męża opatrznościowego i szukają tak długo aż znajdą, zwłaszcza w chwilach przełomów. Mit pana W. tworzyły wszystkie strony (i tworzą nadal), tak skutecznie, że nawet ci którzy w niego nie wierzą uważają, że jest potrzebny i musi trwać po wsze czasy. Dlaczego tak jest? Może to instynkt stadny.To raczej pytanie do psychologów. Nawet przedstawiciele kultury zachodniej podśmiewający się półgębkiem ze społeczeństw półfeudalnych, poszukują "mocnych przywódców" w swoich krajach. Wnioski nie są zbyt optymistyczne. Mentalnie żyjemy w jaskiniach i demokracja choć deklaratywnie najlepszy ze złych ustrojów, strasznie nas uwiera. Wolimy przywódcę stada który będzie nami kierował i którego będziemy mogli bronić. Może nazywać się Tusk, Kaczyński lub Wałęsa, Napoleon lub Hitler, to nie ma znaczenia. Dlaczego nie chcemy być wodzami dla samych siebie, a wszystkich "szamanów władzy" nie oceniamy tak samo jak gminnego urzędnika, który też żyje z naszych pieniędzy? Dlaczego nie chcemy rozliczać ich bez taryfy ulgowej ze wszystkich dokonań, tak jak oni Nas z niezapłaconych podatków? Niestety nie mam pojęcia...

  • EU(2016-02-28 00:57) Odpowiedz 86

    Czyli ,jak zwykle , jak w pewnej piosence " to wszystko cho..j" . Wychodzi na to ,że Bismarck miał rację twierdząc " "dajcie polakom władzę , a sami się pozabijają". W tym niemały udział ma pewna pani i pan kawaler,oraz pan kielecki, machnik ,giermek i reszta hołoty.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • historyk(2016-02-28 13:10) Odpowiedz 81

    Władza potrzebowała kozła ofiarnego na którego mogła zrzucić winę za nieudolne rządy i takiego stworzyła w postaci Solidarności. Wystarczy przypomnieć przechwałki o znacznej poprawie sytuacji po wprowadzeniu stanu wojennego. Wałęsa został wykorzystany dla zdobycia czasu i względnego spokoju na przygotowanie tego kamuflażu, w którym byli mistrzami (apel Jaruzelskiego o 90 dni spokoju ).

  • Cyrk na kółkach(2016-02-28 16:17) Odpowiedz 72

    To byłoby śmieszne, żeby nie było tragiczne. P.profesor rzuciła nowe światło na całą sprawę o czym nie wiedziałam.

  • junior(2016-02-29 13:37) Odpowiedz 60

    pokazanie Polakom na początku lat 90 tych, że liczy się tylko kasa i kto się lepiej ustawi skutkuje tym co opisuje w weekendowym wydaniu DGP 26-28 luty redaktor p. Mira Suchodolska "Wściekłe psy stróżujące" oraz "Rozwalić sądowy układ zamknięty". Jeszcze na początku lat 90-tych XX wieku było sporo esbeków i partyjnych, którzy mieli poczucie winy i chcieli współpracować z wymiarem sprawiedliwości, co było widać po sprawie morderstwa Przemyka. Później zobaczyli, że nie ma co się bać tylko trzeba iść w zaparte i udawać, że się nic nie pamięta. Teraz nie dziwmy się, że mamy Państwo o marnym kręgosłupie moralnym, co pokazały także taśmy "prawdy". Do tego między innymi przyczynił się Wałęsa, który będąc Prezydentem RP bał się kwitów więc podstawiał nogę jak mógł aby nie doszło do lustracji i dekomunizacji oraz wzmacniał lewą nogę w resortach siłowych. Teraz klarownie się to wyjaśnia dlaczego tak robił.

  • Pani profesor co się obudzi(2016-02-27 21:11) Odpowiedz 68

    to inną ma wizję rzeczywistości politycznej. Wszystko zależy od tego co jej powie lustereczko przecie.

  • junior(2016-02-27 20:14) Odpowiedz 50

    co na to Andrysiak i jemu podobni

  • bblblblb(2016-02-28 11:52) Odpowiedz 43

    https://www.youtube.com/watch?v=w3lRwBENA3U 8 minut które zabiło Andrzeja Leppera

  • mam to w d(2016-02-28 05:47) Odpowiedz 313

    bla blal bla

  • czytelnik(2016-02-29 14:41) Odpowiedz 30

    tak jest, gdyby Wałęsa nie był takim bufonem, tylko ja ja ja, sam to mógł tylko w portki narobi, ewentualnie dzieci, ale wspomagało go bardzo wielu mądrych ludzi i 10 milionów członków solidarności, wielcy ludzie, gdy coś osiągnęli, to najpierw dziękowali, że to zasługa nie tylko jego, ale ........

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

reklama