CBA współpracuje z amerykańskim FBI, a polska prokuratura z Departamentem Sprawiedliwości (DoJ) przy śledztwie dotyczącym afery informatycznej. Sprawę bada również SEC – amerykańska komisja papierów wartościowych i giełd. Śledztwo w sprawie infoafery ma charakter ponadnarodowy. Amerykanie badają, czy koncerny takie jak IBM czy HP nie łamały Foreign Corrupt Practices Act, ustawy przeciw praktykom korupcyjnym firm z USA uprawianym za granicą. CBA, FBI, DoJ i SEC wspólnie szukają dowodów na istnienie czarnych kas, czyli specjalnych funduszy łapówkowych dla polskich urzędników i polityków.

Według informacji DGP agenci FBI byli już w Polsce, gdzie odwiedzali oddziały rodzimych gigantów informatycznych: IBM, HP, a także Microsoftu. Wymieniali się również wiedzą z agentami służby antykorupcyjnej, a także nadzorującymi śledztwo prokuratorami z wydziału przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie.

– Nie mogę zaprzeczyć ani potwierdzić. Jedyne, co mogę ujawnić, to fakt, że generalnie wysoko oceniam współpracę z FBI – odpowiedział na pytania DGP szef CBA Paweł Wojtunik.

Wspólne działania FBI i CBA zostały zerwane przed kilkoma laty, gdy szefem polskiego biura antykorupcyjnego był Mariusz Kamiński. Amerykanie mieli za złe użycie ich agenta w operacji pod przykryciem dotyczącej korupcji posłanki Platformy Obywatelskiej Beaty Sawickiej.

Teraz Amerykanie wszczęli dochodzenie dzięki informacji z Polski, którą przekazało im CBA. Chodzi o dwóch aresztowanych dyrektorów z IBM i HP, którzy mieli wręczać łapówki Andrzejowi M., kierującemu pracą Centrum Projektów Informatycznych. Ich wartość zdecydowanie przekraczała pensje dyrektorów, stąd podejrzenie, że koncerny miały czarne kasy.

Podstawą do prowadzenia amerykańskiego śledztwa jest specjalna ustawa Foreign Corrupt Practices Act, która penalizuje przekupstwo zagranicznych urzędników. Według doniesień zachodnich mediów dochodzenie, poza Polską, obejmuje również Chiny, Koreę Południową, Argentynę, Bangladesz i Ukrainę.

Według oświadczenia służb prasowych giganta z Armonk dyrektor działał samowolnie, bez wiedzy centrali.

– Odnosiłem wrażenie, że mecenasi pilnują aresztowanego dyrektora, by niczego nam nie powiedział – mówi nam jeden ze śledczych.

Zarówno SEC, jak i FBI prowadziły już kilka śledztw, które ujawniły nielegalne praktyki największych światowych firm. Efekty jednej z takich spraw były widoczne również w Polsce. To dzięki materiałom z Waszyngtonu przesłanym do prokuratury w Radomiu postawiono zarzut przyjęcia łapówek zastępcy Ewy Kopacz w Ministerstwie Zdrowia Krzysztofowi Grzegorkowi. Materiały przekazały SEC i FBI, które badały istnienie czarnych kas w koncernie Johnson & Johnson.