Kaminski chce ulokować produkcję auta w Polsce. – AK Syrena musi się stać globalną marką o polskich korzeniach – przekonuje reportera Dziennik.pl. Biznesmen był w polskim konsulacie w Kanadzie i rozmawiał m.in. o możliwej lokalizacji siedziby firmy w Polsce. Wstępny plan jest taki, by korzystać z dostępnych podzespołów i składać je nad Wisłą, a sieć sprzedaży oprzeć o działających w naszym kraju dilerów. Nowa syrena ma być autem przystępnym cenowo.

– Na trudnym rynku motoryzacyjnym uznaję ten projekt za odważny, mimo to kibicuję mu, bo mam sentyment do syreny – ocenia Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. Jego zdaniem produkcja syreny byłaby opłacalna, gdyby sprzedawano ją w limitowanych seriach, jako auto z najwyższej półki, powyżej 100 tys. zł. – Jeśli mówimy o samochodzie, który ma kosztować 60–70 tys. zł, to musiałby być produkowany w liczbie kilkuset tysięcy sztuk rocznie. A wtedy należałoby zainwestować ogromne pieniądze – twierdzi Faryś i wskazuje, że trzeba jeszcze znaleźć kilkaset punktów dilerskich, które zgodzą się ten samochód sprzedawać i serwisować.

Produkcji syreny mogłaby się podjąć FSO. Marek Dyżakowski, wywodzący się z FSO wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Inżynierów i Techników, przyznaje, że zakład jest gotowy na realizację takich projektów. – Mamy gotową lakiernię, halę montażu i halę spawalni. Dla Polaków byłoby to piękne podtrzymanie tradycji motoryzacji. Zastrzegam jednak, że potrzebny jest ogromny kapitał w wysokości kilkuset milionów dolarów – mówi Dyżakowski. Czy kanadyjski biznesmen dysponuje taką kwotą? Nie wiadomo. Kaminski zdradza jedynie, że rozmawia z potencjalnymi inwestorami.

Twórca chce, aby syrena była samochodem popularnym, dostępnym cenowo dla przeciętnej rodziny