Demontaż przemysłu i wysłanie tysięcy ludzi na przedwczesne emerytury w latach 90. odbijają się Rumunii czkawką. Liczba emerytów jest tam o 23 proc. większa niż liczba pracujących. Dysproporcja zmienia się bardzo powoli.

W 19-milionowym państwie pracuje zaledwie 4,3 mln obywateli, z czego jedynie 3,1 mln zatrudnia sektor prywatny. Niewiele mniej obywateli, około 2 mln, wyjechało za chlebem poza granice kraju podczas ostatniego kryzysu. Innymi słowy nieco ponad 3 mln ludzi finansuje kilkunastomilionowe grono pracowników budżetówki, dzieci, emerytów, rencistów, bezrobotnych i więźniów. Do nich należy doliczyć zapewne 3-milionowe – jak szacuje dziennik „Ziarul Financiar” – grono pracujących na czarno i utrzymujących się z własnych skrawków ziemi rolnej.

Ekonomiczna gazeta z Bukaresztu konfrontuje te dane z sytuacją w Polsce, kraju o podobnej historii gospodarczej. Nad Wisłą 7,3 mln emerytów jest utrzymywanych przez 13,8 pracujących. Ekonomista Mircea Costea ostrzega, że w ciągu dekady Bukareszt może zbankrutować właśnie ze względu na zapaść systemu emerytalnego. I to pomimo że średnia emerytura należy tu do najmniejszych w Unii Europejskiej i wynosi 773 leje (740 zł).

Problemy Rumunii wynikają z silnej dezindustrializacji kraju po upadku Nicolae Ceausescu. Jeszcze w 1990 r. na 8,1 mln zatrudnionych przypadało 3,5 mln emerytów. Później ich liczba dramatycznie wzrosła, na przełomie stuleci wyraźnie przekraczając 6 mln. Od tego czasu sytuacja zaczęła się powoli poprawiać, tym bardziej że w okresie prosperity szybko rosła liczba miejsc pracy. W rekordowym 2008 r. w Rumunii pracowało ponad 4,7 mln ludzi. Dzięki temu w latach 2006–2007 system emerytalny zanotował nawet nadwyżkę w wysokości 1,1 mld lejów (1,1 mld zł). Zapaść nastąpiła w 2010 r., gdy deficyt wzrósł powyżej 10 mld lejów (9,5 mld zł). W minionym roku było to już 13,8 mld (13,2 mld zł).

Wprowadzenie kapitalizmu sprawiło, że liczba miejsc w przemyśle zmalała dramatycznie. Niewydolne zakłady ery komunizmu nie były w stanie sprostać konkurencji zagranicznej. Upadały kopalnie, choć zatrudnieni w nich górnicy kilka razy w brutalny sposób szturmowali Bukareszt. Pracowników masowo odsyłano na wcześniejsze emerytury, przymykano też oczy na dziurawy system rentowy. Naprawa tego stanu rzeczy np. przez pozbawienie świadczeń osób, które zdobyły je w sposób bezprawny, będzie bardzo trudna.