Wyborcy, zdając sobie sprawę z ciążących na Donaldzie Trumpie zarzutów, i tak wybrali go na prezydenta. Czyli właściwie uniewinnili – przekonują republikanie.
W kulminacyjnym momencie na Donaldzie Trumpie ciążyło 91 zarzutów w czterech różnych sprawach. Niektóre z nich, jak np. oskarżenie o próbę unieważnienia wyników wyborów przed czterema laty, miały wagę rangi państwowej. Gdyby nie wyborcze zwycięstwo, republikanin jeździłby teraz od jednej sali sądowej do drugiej, mierząc się nawet z groźbą więzienia. Jednak przy korzystnym dla Trumpa wyroku Sądu Najwyższego USA szeroko interpretującym prezydencki immunitet oraz zwycięstwie wyborczym z Kamalą Harris prezydent elekt nie ma się teraz już czego obawiać. Poszczególne sprawy są właśnie wygaszane.
„Naród przemówił. Prawna wojna musi się zakończyć. Wzywam prokuratorów do natychmiastowego zakończenia politycznie motywowanych postępowań przeciwko prezydentowi Trumpowi” – napisał po wyborach lider republikańskiej większości w Izbie Reprezentantów Steve Scalise. Polityk z Luizjany, który już wcześniej mówił o „radykalnych demokratach wykorzystujących wymiar sprawiedliwości jako broń”, reprezentuje powszechny po prawej stronie w USA pogląd, zgodnie z którym wybory z 5 listopada zadziałały jak wielka ława przysięgłych. Wyborcy, zdając sobie sprawę z ciążących na kandydacie zarzutów, zdecydowali, że i tak wybiorą go na prezydenta. Tym samym – jak przekonują republikanie – nadali mu legitymację, właściwie uniewinnili.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.