Inflacja spada, bezrobocie jest niskie, a większość Amerykanów jest przekonana, że ich gospodarka się kurczy, a winny temu jest Joe Biden.

Najważniejsze wskaźniki świadczą o tym, że po pandemii gospodarka Stanów Zjednoczonych odbija się właściwie bezboleśnie.

Choć do celu inflacyjnego Rezerwy Federalnej na poziomie 2 proc. jeszcze trochę brakuje (w kwietniu inflacja w USA wyniosła 3,4 proc.), to daleko od 9-proc. tempa wzrostu cen z czerwca 2022 r.

Na rynku pracy tak dobrze nie było od lat 60. XX w. Już 26 miesięcy z rzędu stopa bezrobocia utrzymuje się poniżej 4 proc. Ekonomistów cieszy też niska w tym roku liczba Amerykanów zgłaszających się po zasiłki dla bezrobotnych, to średnio około 200 tys. tygodniowo. Powodem do optymizmu, jak regularnie komunikuje Biały Dom, może być również liczba tworzonych nowych miejsc pracy – w kwietniu było to ponad 300 tys.

Produkt krajowy brutto USA w ubiegłym roku zwiększył się o 2,5 proc. Prognozy na 2024 r. są podobne.

Ale Amerykanom daleko do gospodarczego entuzjazmu. Z sondażu ośrodka badawczego Harris wynika, że 56 proc. z nich jest przekonanych, że kraj znajduje się w recesji. 49 proc. uważa, że… bezrobocie w USA jest najwyższe od 50 lat.

To błędne oceny sytuacji, ale dobrze oddają ogólny pesymizm. Zgodnie z prowadzonymi comiesięcznie badaniami Instytutu Gallupa 44 proc. Amerykanów twierdzi, że gospodarka jest w złym stanie, a 67 proc., że położenie ekonomiczne się pogarsza.

Wyjaśnieniem może być rosnące znaczenie mediów społecznościowych

Na opisanie popandemicznego rozjazdu między powszechnym pesymizmem a polepszającymi się wskaźnikami gospodarczymi ukuto w USA nawet nowe pojęcie – „vibecession”, od „vibe”, czyli atmosfery lub aury.

Krytycy neologizmu wskazują, że to bardzo wątpliwe, by statystyczny Amerykanin aż tak bardzo się mylił. Ich zdaniem trzeba po prostu sięgnąć głębiej w dane i większą uwagę zwrócić np. na długoterminowe skutki pandemicznej inflacji, dla wielu obywateli USA najwyższej w ich życiu. Zwracają uwagę zwłaszcza na ceny usług i nieruchomości.

– Amerykanie porównują obecną sytuację z 2019 r. Od tego czasu ceny wzrosły nawet o 40 proc. – przekonuje Shernette McLeod, analityczka banku TD. O tym, że dla „zbyt wielu pracujących rodzin koszty utrzymania są wciąż zbyt wysokie”, mówiła też Lael Brainard, stojąca na czele Narodowej Rady Ekonomicznej w Białym Domu.

Do tego dochodzą stopy procentowe banku centralnego, mieszczące się obecnie w przedziale 5,25–5,5 proc. To najwyższy poziom od 2007 r. W komunikatach Rezerwy Federalnej czytamy, że „perspektywy gospodarcze są niepewne” i „należy zwracać szczególną uwagę na ryzyko inflacji”.

Stopy mają spadać, ale restrykcyjna polityka banku centralnego odbija się na konsumentach. Znany ekonomista Larry Summers (za prezydentury Billa Clintona sekretarz skarbu) przekonuje, że wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) nie bierze dostatecznie pod uwagę kosztów pożyczek, np. na kupno domu czy samochodu.

Wśród przyczyn powszechnego niepokoju wymienia się też związane z inwestycjami w sztuczną inteligencję masowe zwolnienia w sektorze finansowym i technologicznym. W 2023 r. tylko z branży technologicznej zwolniono ponad ćwierć miliona pracowników. W tym roku ma być podobnie.

Jedną z teorii wyjaśniających „vibecession” jest coraz powszechniejsze pozyskiwanie przez Amerykanów informacji z mediów społecznościowych. Tam eksponowane są negatywne wiadomości, które nierzadko stanowią uproszczony obraz sytuacji. Jako źródło informacji media społecznościowe uznaje ponad połowa Amerykanów. Na czele jest Facebook, a tuż za nim YouTube. Na dalszych miejscach Instagram oraz X (dawniej Twitter).

Nie bez znaczenia jest to, że do wyborów prezydenckich pozostaje mniej niż pół roku, a próbujący odzyskać Biały Dom republikanie rozpowszechniają narrację o fatalnej sytuacji gospodarczej. Wynika to głównie z tego, że gospodarka i zaniepokojenie inflacją, niemal już tradycyjnie, zgodnie z deklaracjami wyborców znajdują się na samym szczycie tematów kampanijnych. Jest wyżej niż migracja, bezpieczeństwo czy polityka zagraniczna. Joe Biden na tym polu jest oceniany fatalnie, aż 58 proc. respondentów sondażu ośrodka Harris uważa, że sytuacja gospodarcza pogarsza się przez niekompetentne działanie prezydenta. ©℗

ikona lupy />
Rzeczywistość i odczucia (dane w proc. ) / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe