Reklama

Polityczna przyszłość premiera Borisa Johnsona stanęła pod dużym znakiem zapytania. Chodzi o skandal, który brytyjskie media nazwały „Partygate”, czyli serię nieformalnych spotkań towarzyskich i imprez przy Downing Street oraz w innych budynkach rządowych, w których brał udział Johnson oraz posłowie Partii Konserwatywnej. Problem polega na tym, że „imprezy pandemiczne” odbywały się w 2020 i 2021 roku, kiedy w Wielkiej Brytanii obowiązywał lockdown oraz restrykcje związane z COVID-19.

Jak brytyjskie media oceniają „Partygate”?

Większość opinii publicznej i brytyjskiej klasy politycznej domaga się dymisji obecnego premiera. Jednak jak tłumaczą eksperci, zdania brytyjskich komentatorów są podzielone.

- W mediach brytyjskich przeważają głosy, że Boris Johnson złamał zasady pandemiczne ustanowione przez jego rząd. Najbardziej istotne jest to, że krytyczna debata na temat premiera toczy się również w mediach, które od początku najbardziej wspierały Johnsona i są kluczowe dla środowiska Partii Konserwatywnej, mam na myśli dziennik The Telegraph oraz tygodnik The Spectator. Na łamach tych czasopism pojawiają się liczne artykuły na temat tego, w jakim stylu powinien odejść Johnson oraz kto będzie następcą. Przypomnijmy, obecny premier pracował w The Telegraph, a w tygodniku The Spectator był redaktorem naczelnym – mówi dr Przemysław Biskup z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM).

Reklama

Ten obraz uzupełnia dr Krzysztof Winkler z Uniwersytetu Warszawskiego, z Grupy Brytyjskich Studiów Społeczno-Politycznych "Britannia". - Media wspierające lewą stronę sceny politycznej uważają, że Boris Johnson powinien się podać do dymisji. Natomiast taka gazeta jak np. The Daily Telegraph, która jest bezpośrednio związana z partią rządzącą, komentuje „Partygate” jako złamanie reguł, które sam premier ustanowił. Z drugiej zaś strony dziennikarze gazety pytają, czy mogą wyrzucać kogoś, kto poradził sobie z COVID-19, pod jego rządami gospodarka już osiągnęła poziom sprzed pandemii i który jest potrzebny Wielkiej Brytanii w obliczu zawirowań na wschodzie Europy.

Raport Sue Gray, śledztwo policji i dymisja Johnsona

Wielka Brytania czeka na raport Sue Gray, urzędniczki, która prowadzi dochodzenie ws. imprez na Downing Street i w innych budynkach rządowych. Dokument pokaże, jakiej reakcji posłów można się spodziewać i czy do Komitetu 1922, parlamentarnej frakcji Partii Konserwatywnej, będą masowo wpływać wnioski w sprawie głosowania o wotum nieufności wobec Johnsona. Ostateczną decyzję posłowie podejmą po zapoznaniu się z raportem.

Dr Przemysław Biskup wyjaśnia, że raport ma dać bardzo techniczne odpowiedzi na takie pytania jak: czy przyjęcia na Downing Street faktycznie były; jeśli tak, to czy były dozwolone, uwzględniwszy szczególny status Downing Street jako budynku rządowego i jednocześnie rezydencji premiera („jego „domu”), w którym obowiązują inne zasady niż w miejscach publicznych.

- Urzędnicy, tacy jak Sue Gray, są od egzekwowania i oceniania prawa, nie od ocen politycznych. Niemniej jednak stan prawny przedstawiony w raporcie to jedno, a efekt polityczny dokumentu to już zupełnie co innego. Posłowie, którzy będą decydować o przyszłości Johnsona są bardzo wrażliwi na argumentację i odpowiedzialność polityczną, której próg może być niższy niż odpowiedzialności prawnej – mówi ekspert PISM.

Dr Winkler dodaje, że znaczącym faktem w „Partygate” jest to, że policja metropolitalna londyńska wszczęła śledztwo w tej sprawie. Przez moment wydawało się, że raport Sue Gray zostanie opóźniony przez śledztwo, ale ostatecznie kierownictwo policji stwierdziło, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dokument został ujawniony przed zakończeniem śledztwa. Dokument urzędniczki miałby się ukazać jeszcze w tym tygodniu.

- Jeżeli raport będzie bardzo krytyczny, dymisja obecnego premiera nastąpi w najbliższych dniach. Jeśli jednak raport będzie bardziej zrównoważony, kwestia odejścia zostanie odroczona do wyborów samorządowych w maju – mówi dr Biskup. Dodaje, że na sytuacje Johnsona wpłyną:

  • po pierwsze, eskalacja konfliktu pomiędzy Rosją a Ukrainą - nie jest to idealny moment, żeby zmieniać premiera
  • po drugie, kwestia następstwa - nie jest jasne, kto miałby zastąpić Johnsona; Partia Konserwatywna być może będzie chciała proces zmiany premiera odwlec, po to, żeby lepiej przygotować się do sukcesji.
  • po trzecie, wynik wyborów lokalnych w maju br. - chodzi o to, jak krytyczny stosunek wyborców Johnsona przełoży się na wynik radnych z Partii Konserwatywnej

Podobnego zdania jest Krzysztof Winkler, uważa bowiem, że Johnson w tej chwili jest raczej obciążeniem dla Partii Konserwatywnej niż atutem.

- Zmiana premiera nie jest najlepszą decyzją i nie chodzi tylko o Ukrainę, ale również o Indo-Pacyfik czy Tajwan. W czasie Igrzysk Olimpijskich Chińczycy będą się ograniczać, jeżeli chodzi o działania w stosunku do Tajwanu, ale to nie znaczy, że po zakończeniu Igrzysk, wykorzystując zamieszanie w Europie Wschodniej, nagle tych działań nie będą chcieli zwiększyć – wyjaśnia dr Winkler. Ekspert przypomina, że wcześniej dochodziło do zmiany premiera, nawet w czasie wojny. W parsie brytyjskiej wskazuje się zamianę Herberta Henry Asquitha na Davida Lloyd Georgea w 1916 roku i tak samo zamianę Neville Chamberlaina na Winstona Churchilla w 1940 roku.

Czy Wielka Brytania zmieni się po dymisji Johnsona?

Jak już wspomniałam wcześniej na razie nie wiadomo, kto mógłby zastąpić obecnego premiera. Zdaniem Przemysława Biskupa z PISM wśród faworytów znaleźli się: minister finansów Rishi Sunak, minister spraw zagranicznych Liz Truss, poseł Partii Konserwatywnej Jeremy Hunt, który ma anty-brexitowe oraz Michael Gove, kanclerz księstwa Lancaster w gabinecie Borisa Johnsona.

Z kolei Krzysztof Winkler uważa, że po dymisji Borisa Johnsona polityka zagraniczna Wielkiej Brytanii raczej się nie zmieni, jeżeli chodzi o poparcie dla USA czy twarde stanowiska wobec Rosji. Jak podkreśla ekspert, to jest taktyka kontynuowana od wielu lat, w przeciwieństwie do Niemiec czy Francji, które zawsze widziały w Rosji raczej partnera niż przeciwnika.

- Możliwe jest odejście od bardzo twardej linii dotyczącej zmian w sprawie tzw. Net Zero (zero emisji netto do 2050 roku – red), czyli polityki klimatycznej. Coraz więcej analityków widzi, że jest to polityka, która raczej prowadzi do osłabienia gospodarki i jest mało efektywna jeżeli chodzi o same zmiany klimatyczne. Efektem takiej polityki są wysokie ceny energii na Wyspach Brytyjskich i nieefektywny system dostarczania prądu – dodaje Winkler.

27 stycznia, podczas cotygodniowych „Pytań do premiera” (ang. Prime Minister's Questions) w Izbie Gmin Boris Johnson powiedział, że odmawia dymisji nawet po ukazaniu się raportu Sue Gray. Jeżeli jednak do Komitetu 1922 wpłyną pisma ws. wotum nieufności 54 posłów, tj. 15 proc. parlamentarzystów Partii Konserwatywnej, głosowanie w tej spawie miałoby się odbyć.