Reklama
Boris Johnson cieszył się do niedawna opinią polityka teflonowego. Żadne oskarżenia czy afery nie przylepiały się do niego na dłużej. Z „partygate”, jak mówi się nad Tamizą o skandalu z łamaniem przepisów covidowych przez ludzi, którzy sami je ustalali, jest inaczej. Ten problem nie chce się od premiera odkleić.
Doskonale było to widać podczas wczorajszych „PMQ”, czyli „pytań do premiera” – cotygodniowej wizyty szefa rządu w parlamencie, podczas której odpowiada na poselskie pytania. Chociaż Wielka Brytania wciąż znajduje się w kleszczach koronawirusa (liczba zakażeń jednak spadła w stosunku do początku miesiąca mniej więcej o połowę), „partygate” zdominowało sesję. Lider opozycyjnej Partii Pracy Keir Starmer zażądał dymisji premiera; ten stwierdził, że nie zamierza składać urzędu.
To jednak nie jest pewne. Od paru tygodni bowiem mówi się nad Tamizą o tym, że Johnsona czeka bunt we własnej partii. Szable na razie są schowane, bo wszyscy czekają na publikację raportu dotyczącego wspomnianych już imprez. W najgorszym wypadku z opracowania będzie wynikało, że premier kłamał w ich sprawie. Głosy, że powinien odejść, pewnie się wówczas nasilą.
Nawet jeśli raport ostatecznie nie okaże się tak jednoznaczny, to i tak wyrządził Johnsonowi wizerunkowe szkody. Od kilku dni Wielka Brytania nie żyje bowiem niczym innym; każdy news w tej sprawie jest rozdmuchiwany na wszelkie możliwe sposoby. Dla przykładu: kiedy sprawą imprez zainteresowała się londyńska policja, w eter poszedł komunikat, że opóźni to publikację opracowania, więc pewnie jest to na rękę premierowi. W tym tygodniu z kolei media zastanawiają się, czy raport zostanie opublikowany w całości.
Wytrąciło to Johnsonowi z ręki jeden z jego podstawowych atutów: umiejętność kształtowania narracji wokół swoich rządów. Przez kilka dni Johnson zdawał się być w głębokiej defensywie. Polityk starał się odzyskać inicjatywę wczoraj w parlamencie, uciekając od „partygate” i podkreślając swoje zasługi na urzędzie (w tym brexit i ideę wyrównywania szans między poszczególnymi regionami Anglii).
Otwarte pozostaje pytanie, czy Johnson będzie w stanie wydostać się z dołka, w jakim umieściło go „partygate”. Na razie żaden z polityków, który ma szansę zająć jego miejsce (wśród nich kanclerz skarbu, czyli minister finansów Rishi Sunak oraz szefowa dyplomacji Liz Truss), nie wystąpił publicznie przeciw swojemu szefowi. Jeśli afera będzie pogłębiała straty sondażowe konserwatystów (na razie utracili sondażową przewagę nad opozycyjną Partią Pracy i są o ok. 10 pkt proc. za nimi), będą nie do odrobienia.
W momencie zsyłania tego wydania do druku nie było wiadomo, kiedy zostanie opublikowany raport. Miał być dostępny w tym tygodniu; niewykluczone, że stanie się tak w czwartek lub piątek. ©℗
Wizerunkowe szkody mogą być dla szefa brytyjskiego rządu nie do odrobienia