Środowa decyzja sądu o uznaniu struktur Aleksieja Nawalnego za ekstremistyczne oznacza delegalizację całej antysystemowej opozycji. Sympatycy najsłynniejszego przeciwnika Władimira Putina mają trzyletni zakaz kandydowania w wyborach, który obejmie wrześniowy wybór deputowanych do Dumy Państwowej i planowane na 2024 r. wybory prezydenckie. Na delegacji struktur Nawalnego najbardziej mogą skorzystać ugrupowania koncesjonowanej opozycji, zwłaszcza Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej (KPRF).
W środę wieczorem sąd uznał, że Fundacja Walki z Korupcją (FBK), Fundacja Ochrony Praw Obywateli i regionalne sztaby Nawalnego są organizacjami ekstremistycznymi. Orzeczenie jest nieprawomocne, a adwokatom przysługuje jeszcze prawo do odwołania się od decyzji, jednak nikt w Rosji nie ma wątpliwości, że w kolejnej instancji decyzja zostanie utrzymana. Zgodnie z decyzją zwolennicy i działacze zdelegalizowanych organizacji przez trzy lata nie będą mogli kandydować w wyborach. Za zwolenników będą przy tym uważane osoby, które przelały pieniądze na cele FBK, np. produkcję filmów o korupcji na szczytach władzy, brały udział w protestach w obronie Nawalnego albo choćby napisały w internecie komentarz popierający jego działania. Dotyczy to wszystkich, którym udowodni się takie działanie na rok wstecz od decyzji sądu.
Dalsze działanie w imieniu struktur Nawalnego grozi sześcioma latami w kolonii karnej, a jej finansowanie – nawet ośmioma. Przelanie datku na FBK może też oznaczać wpisanie na listę terrorystów i ekstremistów, co oznacza blokadę kont bankowych i możliwość wydawania jedynie 10 tys. rubli (510 zł) miesięcznie na członka rodziny. Ryzyko spada też na media. Każda publikacja, w której choćby wspomni się nazwę którejś z organizacji, będzie musiała w nawiasie lub po gwiazdce dodać dopisek „organizacja ekstremistyczna, zakazana w Rosji, wypełniająca funkcję agenta zagranicznego”. Pod karą 1 mln rubli (50 tys. zł) i zawieszenia działalności nie wolno też rozpowszechniać materiałów ekstremistycznych, czyli np. kolejnych filmów, które mogłyby być wydane pod logiem FBK. Nie jest jasne, czy media będą musiały czyścić archiwa z dotychczas publikowanych treści, np. o mawiających film o ogromnym pałacu Putina pod Gelendżykiem, który na YouTubie zdobył 117 mln odsłon. Równolegle liderom struktur Nawalnego grożą sprawy sądowe; w piątek wysłano list gończy za chroniącym się na Litwie dyrektorem FBK Iwanem Żdanowem.
Jak pisze „Niezawisimaja Gazieta”, na sytuacji może skorzystać KPRF. Jej lider Giennadij Ziuganow, chcąc zainteresować wyborców wcześniej rozważających wsparcie kandydatów popieranych przez Nawalnego, w ostatnim czasie zaostrzył retorykę wobec Kremla. „Ziuganow, jak się wydaje, praktycznie zrezygnował z wcześniejszej praktyki niezaczepiania Putina. Główny komunista wprost krytykuje prezydenta za to, że działa w interesie wielkiego kapitału, w dodatku raczej ulokowanego w rajach podatkowych niż narodowego, a biedni przy tym stale biednieją” – pisze „Niezawisimaja…”. „Jedno z najważniejszych pytań nadchodzących wyborów brzmi, na kogo zagłosuje 9 proc. wyborców, którzy chcieliby zagłosować na partię Nawalnego, ale nie znajdą jej na kartach do głosowania” – pisał szef analityków KPRF Siergiej Obuchow, powołując się na dane z nieopublikowanego sondażu Centrum Badania Kultury Politycznej Rosji.
W poprzednich wyborach w 2016 r. kremlowska Jedna Rosja zdobyła trzy czwarte mandatów, a komunistom przypadło drugie miejsce i co 11. fotel w Dumie. Z punktu widzenia Kremla przejście elektoratu protestu do komunistów nie byłoby najgorszym rozwiązaniem, bo – jak mówił konsultant polityczny Aleksiej Kurtow – „to przewidywalna i zrozumiała partia”. KPRF zwykła zagospodarowywać nastroje antyputinowskie, grając na hasłach populistycznych, ale w najważniejszych sprawach w rodzaju stosunku do USA, aneksji Krymu, agresji na Ukrainę czy ideologicznych najazdów na gejów i liberałów zwykła popierać linię rządu. Dlatego komuniści odżegnują się od skojarzeń z Nawalnym – Ziuganow oskarżał go nawet, że za zachodnie pieniądze próbuje zorganizować w Rosji odpowiednik ukraińskiego Majdanu – choć to oni byliby beneficjentami wymyślonej przez uwięzionego w styczniu opozycjonistę taktyki tzw. mądrego głosowania.
Mądre głosowanie przewidywało, że w okręgach, w których nie zostali zarejestrowani politycy z kręgu Nawalnego, wyborcom opozycyjnym, zarejestrowanym w specjalnym serwisie internetowym, będzie wskazywany człowiek mający największe szanse na pokonanie kandydata władzy. Nawet zwycięstwo umiarkowanej, koncesjonowanej opozycji w danym okręgu psuło szyki Jednej Rosji, bo pozbawiało władze wizerunku wszechmocnych, skoro nie były w stanie zagwarantować sukcesu swoim. Taktyka została zastosowana przed rokiem w wyborach lokalnych i gdzieniegdzie osiągnięto spektakularne rezultaty. Choćby w Tomsku, gdzie w wyborach do 27-osobowej rady miejskiej opozycja wzięła 19 miejsc (wszystkie zajęli kandydaci rekomendowani przez platformę mądrego głosowania), a klub Jednej Rosji skurczył się z 25 do dziewięciu radnych. Po wyroku otwarte reklamowanie mądrego głosowania najpewniej też będzie uznawane za nielegalne.