Historia zatoczyła koło. Amerykanie zaproponowali Ukrainie nowy wariant umowy o minerałach, która przekreśla uzgodnienia negocjacyjne zawarte między przedstawieniem pierwszej wersji umowy a kłótnią Wołodymyra Zełenskiego z Donaldem Trumpem i J.D. Vance’em w Gabinecie Owalnym. Najnowszy wariant odbiera Ukrainie gros suwerenności ekonomicznej.
Upublicznienie najnowszego projektu amerykańsko-ukraińskiej umowy przez Kijów w drodze kontrolowanego przecieku (kilku polityków i ekspertów zaczęło o nim pisać równolegle) zbiegło się w czasie z ogłoszonym przez Władimira Putina pomysłem odebrania suwerenności politycznej poprzez przekazanie ONZ kontroli nad Ukrainą. Obie idee są równie absurdalne. Zmieniła się sama logika umowy. Uzgodniona wcześniej wersja była porozumieniem ramowym, niewymagającym ratyfikacji, i uwzględniała większość ukraińskich wątpliwości, ale po kłótni w Białym Domu została uznana przez Waszyngton za niebyłą.
Projekt, który według „Jewropejśkiej prawdy” Amerykanie przysłali 23 marca, liczy 58 stron drobnym drukiem, wygląda jak umowa korporacyjna. Prawnicy, którzy pisali projekt, zapomnieli nawet o konieczności ratyfikacji umowy przez ukraiński parlament. Umowa opisuje sposób funkcjonowania Amerykańsko-Ukraińskiego Inwestycyjnego Funduszu Odbudowy i Rozwoju. Kontrolę nad nim sprawowałaby pięcioosobowa rada, której trzech członków stanowiliby Amerykanie, a dwóch – zatwierdzeni przez amerykańską administrację Ukraińcy. Ukraina nie mogłaby się sama wycofać z funduszu, chyba że za zgodą Waszyngtonu, co jest fundamentalnie sprzeczne z samą ideą zawierania umów międzynarodowych. Spory rozstrzygałby sąd w Nowym Jorku. Nawet podatki fundusz miałby płacić w USA.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.