Prezydent Donald Trump przemawiał przed Kongresem przez 1 godzinę i 48 minut. Było to najdłuższe orędzie o stanie państwa w historii Stanów Zjednoczonych. W tonie triumfu kreślił obraz „odrodzonej Ameryki”. – Dzisiejszego wieczoru, po zaledwie roku, możemy z godnością i dumą powiedzieć, że dokonaliśmy przemiany, jakiej nikt wcześniej nie widział, oraz zwrotu na miarę epok. Nigdy nie wrócimy do tego, co było – oświadczył. Wśród osiągnięć wymieniał zamknięcie granicy z Meksykiem, spadek inflacji oraz cen paliw, a także wzrost inwestycji i produkcji energii.

Początek kampanii przed wyborami do Kongresu

Wystąpienie było wstępem do kampanii przed listopadowymi wyborami do Kongresu. Republikanie obawiają się, że mogą utracić swoją niewielką większość w obu izbach. Nie dziwi więc fakt, że znaczną część przemówienia Trumpa zajęła krytyka opozycji. Prezydent ponownie nakreślił obraz kraju „zrujnowanego” przez administrację Joe Bidena i obarczył Demokratów odpowiedzialnością za wzrost kosztów życia (to według sondaży temat priorytetowy dla Amerykanów).

– To ich polityka stworzyła wysokie ceny. Nasza polityka szybko z nimi kończy – dodał. Oskarżył także opozycję o próby fałszowania wyborów i sprzyjanie nielegalnej migracji, ostrzegając, że ich powrót do władzy oznaczałby „otwarcie granic dla najgorszych przestępców na świecie”. – Ci ludzie są szaleni – mówił Trump o politykach Partii Demokratycznej. – Demokraci niszczą ten kraj, ale zatrzymaliśmy ich w ostatniej chwili – dodał.

Zgodnie z tradycją dorocznych wystąpień wśród gości na sali znaleźli się bohaterowie orędzia, w tym stuletni weteran II wojny światowej oraz złoci medaliści olimpijscy w hokeju. Nawiązując do przypadającej w tym roku 250. rocznicy Deklaracji Niepodległości USA, Trump mówił, że „złota era Ameryki właśnie nadchodzi”. – Wygrywamy tak dużo, że naprawdę nie wiemy już, co z tym zrobić – przekonywał.

Zwycięska wizja prezydenta nie znajduje jednak odzwierciedlenia w nastrojach Amerykanów. Sondaż Ipsos z połowy stycznia wskazuje, że 60 proc. negatywnie ocenia działania prezydenta. Najwięcej krytycznych ocen dotyczy walki z inflacją (65 proc.), polityki celnej (64 proc.) oraz polityki międzynarodowej (62 proc.).

Polityka zagraniczna zeszła na drugi plan

Tej ostatniej kwestii Trump nie poświęcił wiele uwagi. Część dotycząca polityki zagranicznej pojawiła się dopiero po 75 minutach przemówienia. Europa nie została wspomniana, wojna w Ukrainie – jedynie zdawkowo, jako „dziewiąta wojna”, którą Trump chce zakończyć (przypomnijmy: przemówienie miało miejsce w czwartą rocznicę rosyjskiej inwazji na Ukrainę). Nie padło też ani słowo o Chinach.

Najwięcej miejsca zajęła kwestia Iranu, wokół którego Amerykanie rozmieszczają duże siły powietrzne i morskie, największe na Bliskim Wschodzie od czasów inwazji na Irak w 2003 r. – Irańczycy już opracowali rakiety, które mogą zagrozić Europie i naszym bazom za granicą, a pracują nad rakietami, które wkrótce dosięgną Stanów Zjednoczonych Ameryki – twierdził prezydent. Podkreślał, że woli rozwiązanie dyplomatyczne, ale nie pozwoli, by „największy sponsor terroryzmu na świecie” zdobył broń atomową. Tego samego dnia sekretarz stanu Marco Rubio informował grupę kongresmenów o stanie rozmów z Teheranem przed czwartkowymi negocjacjami w Genewie.

Prezydent zdawkowo odniósł się również do kwestii ceł, głównego instrumentu jego polityki handlowej. Orzeczenie Sądu Najwyższego z ubiegłego tygodnia, uznające część taryf za nielegalne, było interpretowane jako cios dla administracji. Trump nazwał je w wystąpieniu „głęboko rozczarowującym”. Od wtorku obowiązuje jednak nowa, globalna stawka w wysokości 10 proc. (Trump wcześniej zapowiadał, że może ona sięgnąć 15 proc., ale ostatecznie nie została podniesiona). – Wierzę, że cła w znacznym stopniu zastąpią współczesny system podatku dochodowego – przekonywał.

To jednak mało realne. Do budżetu z podatku dochodowego wpływa rocznie ok. 3 bln dolarów. Taka jest wartość całego amerykańskiego importu. To oznacza, że aby cła zastąpiły podatki dochodowe, musiałyby wynosić 100 proc.

J. D. Vance poprowadzi „wojnę z oszustwami finansowymi”

Nowością w przemówieniu była zapowiedź „wojny z oszustwami finansowymi”, której przewodzić ma wiceprezydent J. D. Vance. Prezydent przywołał rzekomą sytuację w Minnesocie, twierdząc, że skala nadużyć popełnionych przez społeczność somalijską miałaby sięgać 19 mld dol. – Somalijscy piraci, którzy splądrowali Minnesotę, przypominają nam, że istnieją duże obszary świata, gdzie łapówkarstwo, korupcja i bezprawie są normą, a nie wyjątkiem – powiedział Trump. – Importowanie tych kultur poprzez nieograniczoną imigrację i otwarte granice przenosi te problemy wprost tutaj, do Stanów Zjednoczonych – mówił.

– To kłamstwo! Jesteś kłamcą – krzyknęła kongresmenka z Minnesoty Ilhan Omar. Lider Demokratów w Izbie Reprezentantów Hakeem Jeffries stwierdził, że administracja powinna „zacząć od siebie”, nazywając ją „najbardziej skorumpowaną w historii”. W oficjalnej odpowiedzi Demokratów gubernator Wirginii Abigail Spanberger zarzuciła prezydentowi, że zamiast przedstawiać konkretne rozwiązania problemów mieszkaniowych czy zdrowotnych, ponownie postawił na retorykę podziału.

– Amerykanie zasługują na przywódców skupionych na problemach, które nie dają im spać po nocach: na kosztach mieszkań, opiece zdrowotnej i stabilności ekonomicznej rodzin. Czy prezydent działa w waszym interesie? Wszyscy znamy odpowiedź: nie – skwitowała.