W odbudowie potencjału militarnego po ubiegłorocznej wojnie z Izraelem Iranowi pomagają sojusznicy z tzw. osi autokratów. W grudniu 2025 r. Teheran podpisał z Moskwą tajny kontrakt zbrojeniowy o wartości 500 mln euro, który zobowiązuje Rosję do dostarczenia w ciągu trzech lat 500 przenośnych wyrzutni Wierba oraz 2,5 tys. pocisków 9M336 – wynika z informacji „Financial Times”.

Dotychczas Moskwa, pochłonięta wojną z Ukrainą, nie udzielała znaczącego wsparcia partnerom na Bliskim Wschodzie. Stało się to szczególnie widoczne w grudniu 2024 r., gdy syryjscy rebelianci obalili Baszszara al-Asada – wieloletniego sojusznika Rosji. Niewykluczone, że Kreml postrzega umowę z Iranem jako sposób na odbudowanie relacji z tym krajem po tym, jak nie udzielił mu pomocy podczas wojny 12-dniowej w czerwcu 2025 r.

Izrael zadał wtedy Iranowi poważne ciosy. „Doszło do znaczącego osłabienia potencjału militarnego Iranu, m.in. likwidacji obrony powietrznej, częściowego zniszczenia jego arsenału rakietowego, ograniczenia irańskiego wsparcia dla swoich proxies w regionie” – wylicza Ośrodek Studiów Wschodnich. Analityk OSW Krzysztof Strachota podkreśla, że „przy niewątpliwych sukcesach Izraela wojna nie doprowadziła do pełnego osiągnięcia jego celów strategicznych”.

Rosja dostarcza broń

Wierba to jeden z najnowocześniejszych rosyjskich systemów obrony powietrznej. Naprowadzany na podczerwień pocisk, odpalany z ramienia, jest zdolny do zwalczania pocisków manewrujących, nisko lecących samolotów i dronów. Obsługiwany przez małe, mobilne zespoły, pozwala siłom lądowym szybko tworzyć rozproszone systemy obrony bez konieczności polegania na stałych instalacjach radarowych, bardziej podatnych na uderzenia. Iran stara się także kupić od Rosji dwa dywizjony nowoczesnych myśliwców Su-35. W ten sposób Moskwa mogłaby odwdzięczyć się Iranowi za wsparcie podczas wojny z Ukrainą. Teheran odegrał w tym konflikcie istotną rolę, przekazując Rosji drony Szahed w momencie, gdy ich użycie istotnie podniosło zdolność Moskwy do prowadzenia operacji wojennych.

Wiele wskazuje na to, że w odbudowie potencjału Teheranowi pomoże również Pekin, planujący sprzedaż przeciwokrętowych pocisków manewrujących CM-302. Te naddźwiękowe rakiety o zasięgu 290 km zostały zaprojektowane tak, by omijać systemy obrony okrętowej, lecąc nisko i z dużą prędkością. Ich rozmieszczenie mogłoby wzmocnić zdolności uderzeniowe Iranu i poważnie zagrozić siłom morskim USA w regionie. W styczniu w Iranie pojawiły się też nowe rosyjskie śmigłowce szturmowe Mi-28N Nocznoj Ochotnik. W ocenie ekspertów maszyny te mogą wspomóc irańskie wojsko w sytuacji, gdyby miało dojść do akcji sił specjalnych lub interwencji lądowej. Doskonale nadają się one do przeprowadzania misji bliskiego wsparcia, organizowania zasadzek przeciwpancernych i obrony punktowej kluczowych obiektów.

Za mało wojska na duży atak

Amerykanie koncentrują obecnie wokół Iranu głównie jednostki morskie i siły lotnicze. W regionie odnotowano obecność 16 okrętów, w tym dwóch lotniskowców: USS „Gerald R. Ford” i USS „Abraham Lincoln”. Mają one łącznie na pokładach ok. 90 samolotów uderzeniowych. Dodatkowo w bazach lotniczych obserwatorzy doliczyli się ponad 110 samolotów (30 F-35, 30 F-16, 24 F-15E i 12 A-10). Do ich wsparcia szykuje się 20 latających cystern oraz dwa samoloty obserwacyjne i zwiadowcze AWACS. Koncentracja robi wrażenie, ale nijak ma się do ilości wojsk, jakie USA gromadziły podczas innych operacji militarnych na Bliskim Wschodzie. W 1991 r. do Pustynnej Burzy zaangażowano 71 okrętów oraz blisko 900 samolotów. Skala dzisiejszej koncentracji bardziej przypomina 1998 r. i operację Pustynny Lis, w trakcie której USA z sojusznikami zaatakowały z powietrza irackie instalacje strategiczne. Udział w niej wzięło 18 okrętów wojennych oraz 100 samolotów.

W przeciwieństwie do poprzednich operacji na Bliskim Wschodzie, nadal nie ma także informacji o przerzuceniu do regionu sił specjalnych albo jednostek Marines. Jednak ten fakt, w ocenie generała Romana Polki, byłego dowódcy jednostki GROM, nie świadczy jeszcze o tym, że ich tam nie ma. Nie uważa on jednak, by zgromadzone przez USA siły wystarczyły do przeprowadzenia dużej operacji. – W moim przekonaniu nie są to środki wystarczające do tego, aby prowadzić długotrwałą wojnę, którą próbuje straszyć prezydent Donald Trump. Kluczem amerykańskiego postępowania jest bezkarne działanie w przestrzeni powietrznej i szantaż, że mogą punktowo niszczyć liderów oraz instalacje – mówi generał w rozmowie z DGP.