Przewodniczący Rady Europejskiej António Costa i szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen liczyli, że przywiozą do Kijowa dobre wieści w sprawie 20. pakietu sankcji na Rosję. Unijni przywódcy przybyli jednak do Ukrainy, która obchodziła we wtorek czwartą rocznicę rozpoczęcia rosyjskiej inwazji, z pustymi rękami.

Podwójne węgierskie weto

Kompromis w kwestii nowych sankcji planowano osiągnąć podczas poniedziałkowego spotkania ministrów spraw zagranicznych krajów UE. Dzień wcześniej szef węgierskiej dyplomacji Péter Szijjártó zapowiedział jednak, że Budapeszt nie poprze zamiarów Brukseli i większości państw członkowskich, dopóki Ukraina nie wznowi tranzytu rosyjskiej ropy na Węgry i Słowację rurociągiem Przyjaźń.

Rura nie działa od 27 stycznia, kiedy została uszkodzona w wyniku rosyjskich ataków. Rządzący na Węgrzech i Słowacji twierdzą przy tym, że Kijów celowo opóźnia ponowne uruchomienie Przyjaźni. Według Szijjárty Ukraina stosuje „polityczny szantaż” i koordynuje swoje działania nie tylko z Brukselą, ale i węgierską opozycją, z którą rządzący Fidesz stanie do wyborczego pojedynku 12 kwietnia. – Nie ma żadnych technicznych przesłanek do tego, by wstrzymywać tranzyt ropy. Nie damy się zastraszyć tym szantażem – stwierdził Szijjártó.

– Wstrzymanie dostaw przez rurociąg Przyjaźń nie oznacza, że zaopatrzenie rynku węgierskiego w paliwo jest w krótkim terminie zagrożone. Sytuacja jest stabilna, ponieważ Węgry uruchomiły rezerwę strategiczną, która może wystarczyć na 96 dni. Jednocześnie koncern MOL zakontraktował dostawy drogą morską, które mają trafić w ciągu miesiąca do terminalu nad Adriatykiem i zostać przesłane na Węgry i Słowację rurociągiem Adria, którym dysponuje Chorwacja. Całkowite odcięcie od ropy Węgrom i Słowacji więc nie grozi – mówi DGP Ilona Gizińska, analityczka Ośrodka Studiów Wschodnich specjalizująca się w tematyce węgierskiej.

Gdyby chodziło jedynie o sankcje, problem nie byłby tak duży, bo w przypadku wszystkich poprzednich pakietów Węgry koniec końców wycofywały sprzeciw. Teraz jednak rząd Viktora Orbána zagroził także zablokowaniem pożyczki, której UE miała wkrótce udzielić Ukrainie. Pod koniec ubiegłego roku unijne stolice zgodziły się wspólnie pożyczyć na rynkach kapitałowych kwotę 90 mld euro w celu zapewnienia stałego finansowego wsparcia dla Ukrainy na lata 2026–2027. Czechy, Słowacja i Węgry w zamian za zaakceptowanie tego planu zapewniły sobie wyłączenie z jakichkolwiek obciążeń finansowych związanych z zaciągnięciem wspólnego długu.

Przyjaźń paliwem dla kampanii Fideszu

Na niedawny ruch Węgier zareagował przewodniczący Rady Europejskiej, który w opublikowanym przez Euractiv liście do Orbána podkreślił, że żadne państwo nie może podważać wiarygodności decyzji podejmowanych na forum unijnym. Polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski ocenił, że „Węgry łamią zasadę europejskiej solidarności zapisaną w Traktacie Lizbońskim”, a jego litewski odpowiednik wspomniał o możliwości zastosowania wobec Budapesztu art. 7 Traktatu o UE pozwalającego na zawieszenie unijnych praw członkowskich, w tym prawa do głosowania w Radzie UE i Radzie Europejskiej, w przypadku poważnego i stałego naruszania podstawowych wartości UE.

W ocenie ekspertki OSW wycofanie się z deklaracji złożonej na grudniowym szczycie Rady Europejskiej, gdzie ważyły się losy unijnej pożyczki, podważa wiarygodność sojuszniczą Węgier. – Kwestia pożyczki i decyzja o blokowaniu 20. pakietu unijnych sankcji na Rosję wpisują się w konsekwentnie stosowaną strategię wykorzystywania instrumentów instytucjonalnych UE jako narzędzia nacisku politycznego wobec innych członków Wspólnoty oraz Kijowa – dodaje Gizińska.

– Spór wokół ropociągu Przyjaźń ma oczywiście swój polityczny wymiar i trzeba go odczytywać w kontekście trwającej na Węgrzech kampanii wyborczej. Jedną z jej głównych osi narracyjnych jest wątek zagrożeń dla bezpieczeństwa energetycznego, co służy mobilizacji elektoratu Fideszu. Partia rządząca buduje poparcie na hasłach związanych ze stabilnością, suwerennością i ochroną gospodarstw domowych przed skutkami wojny i decyzji podejmowanych na poziomie UE. To, czy te zagrożenia rzeczywiście występują w tak wielkiej skali, nie jest dla polityków Fideszu już tak istotne – mówi nasza rozmówczyni.

Ostatnie wydarzenia wokół rurociągu Przyjaźń wywołały niezadowolenie także na Słowacji, która również sprowadzała tą drogą rosyjski surowiec. W poniedziałek premier Robert Fico poinformował o wstrzymaniu awaryjnych dostaw energii elektrycznej dla Ukrainy i zapowiedział twardsze stanowisko wobec aspiracji Kijowa w kontekście przystąpienia do UE. ©℗