Alaksandr Łukaszenka odwołał planowany udział w inauguracyjnym posiedzeniu Rady Pokoju Donalda Trumpa i wystosował serię uspokajających Moskwę komunikatów. Musi działać ostrożniej niż przed 2020 r., bo jego zależność od Rosji jest znacznie większa niż przed stłumieniem protestów sprzed ponad pięciu lat.
Nie istnieje siła
Rosyjskie pretensje wyszły na jaw 9 lutego, dzień po rozmowie telefonicznej Łukaszenki z Władimirem Putinem, za sprawą komunikatu SWR – Służby Wywiadu Zewnętrznego. Rosyjski organ ostrzegł, że „organizacje pozarządowe państw zachodnich, wśród nich «demokratyzujące» struktury, agencje i fundacje z USA, Wielkiej Brytanii, RFN, Polski i innych państw europejskich, akumulują siły i środki, by ponowić próbę destabilizacji sytuacji i zmiany ustroju konstytucyjnego Białorusi”. SWR dodała, że „na Zachodzie mają nadzieję na osłabienie związków Mińska i Moskwy w ramach Państwa Związkowego i utrudnienie Rosji osiągnięcia celów specjalnej operacji wojskowej”. Służba podała nawet datę planowanej rzekomo próby destabilizacji: 2030 r. i kolejne wybory prezydenckie na Białorusi.
Komunikat opublikowano tuż po tym, jak Łukaszenka jako jeden z pierwszych przywódców zadeklarował zamiar udziału w Radzie Pokoju, tworzonej przez Biały Dom jako alternatywa dla Organizacji Narodów Zjednoczonych. Republikańska administracja jeszcze przed inauguracją Trumpa w styczniu 2025 r. nawiązała kontakty z Mińskiem. Rezultatem toczących się od tego czasu rozmów była seria wizyt amerykańskich urzędników na Białorusi, którym Łukaszenka oddawał kolejnych więźniów politycznych, w tym noblistę Alesia Bialackiego, męża liderki opozycji Siarhieja Cichanouskiego, bankiera Wiktara Babarykę i Maryję Kalesnikawą, szefową niedoszłego sztabu Babaryki na wybory w 2020 r. W zamian Waszyngton ograniczył sankcje.
Dwa dni po komunikacie SWR Mińsk poinformował, że prezydent nie wybiera się do Waszyngtonu na posiedzenie Rady Pokoju, choć byłaby to okazja do spotkania z – jak określa go sam Łukaszenka – „Donaldem”. Białoruskie władze niejasno tłumaczyły przyczyny tej decyzji europejskimi sankcjami, trudnościami logistycznymi i nasyconym grafikiem Łukaszenki. W poniedziałek Białorusin przyjął za to w Mińsku Siergieja Głazjewa, sekretarza Państwa Związkowego, głównej białorusko-rosyjskiej struktury integracyjnej. Głazjew jest uznawany za jednego z kuratorów polityki Kremla wobec Mińska. – W Rosji niektórzy mówią, że ktoś próbuje oderwać Białoruś od Rosji. Nie będę tego nawet komentować. Powiem jedno: nie istnieje siła, która byłaby dziś do tego zdolna – deklarował Łukaszenka.
Krzyk Kremla
– Zostaliśmy we dwóch z Putinem, Białoruś i Rosja – i, po przecinku, Chiny – dodawał. Odniósł się też do pertraktacji z USA. – Udaje nam się podczas tych negocjacji rozwiązywać problemy, ale w żadnym razie nie rozwiązujemy ich na koszt bratniej Rosji – zapewniał. Równolegle reżim zaostrzył retorykę wobec Polski. Pod koniec stycznia szef MSZ Maksim Ryżankou chwalił Warszawę za pragmatyczne podejście, kontrastując je z podejściem Wilna. 15 lutego sekretarz Rady Bezpieczeństwa Białorusi Alaksandr Walfowicz oświadczył, że nie widzi różnicy. – Żaden rząd ani Polski, ani Litwy, ani Łotwy nie idzie na konstruktywny dialog. My nie naruszamy interesów Polski i państw bałtyckich, nie dyktujemy im, jak mają żyć, i nam też nie należy tego dyktować – powiedział państwowemu kanałowi Biełaruś-1.
„Rosja jest niezadowolona z jego polityki na kierunku amerykańskim. To już nie hipoteza, lecz fakt potwierdzony publicznie, w dodatku przez obie strony” – napisał na Swabodzie czołowy białoruski komentator polityczny Waler Karbalewicz. „Łukaszenka ocenił sygnał z Kremla jako krzyk. I próbuje na niego reagować” – dodał. Poza obawą o poluzowanie kontroli nad Białorusią, niemal pełnej po stłumieniu protestów z 2020 r., Moskwa nie traci z oka także interesów gospodarczych. Odwilż z Zachodem pozwoliłaby Mińskowi przekierować eksport z powrotem na litewską Kłajpedę i porty Łotwy. Kreml by na tym stracił; obecnie Łukaszenka wysyła towary w świat, o ile w ogóle trafiają one poza Rosję, przez podpetersburską Ust-Ługę.