W poniedziałek minister spraw wewnętrznych Niemiec Alexander Dobrindt zapowiedział w rozmowie z „Bildem” przedłużenie kontroli granicznych, pierwotnie mających obowiązywać do 15 marca, o kolejne sześć miesięcy. – Są one elementem reorganizacji polityki migracyjnej Niemiec – stwierdził.
„Bild” przytacza także dane Policji Federalnej, z których wynika, że od września 2024 r. do grudnia 2025 r. służby odnotowały blisko 68 tys. przypadków nielegalnego wjazdu do Niemiec. 46 tys. osób zawrócono bezpośrednio na granicy lub niedługo po jej nieuprawnionym przekroczeniu. W styczniu 2026 r. złożono 7,6 tys. wniosków o azyl, co oznacza niemal dwukrotny spadek w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.
Schengen na papierze: kontrole graniczne nową-starą rzeczywistością w UE
Berlin już od ponad dekady stosuje wyjątki od jednej z podstawowych zasad Schengen, czyli swobodnego przepływu osób. W 2015 r. wyrywkowe kontrole przywrócono na granicy z Austrią, a w 2023 r. dołączyły do niej Szwajcaria, Czechy oraz Polska. We wrześniu 2024 r. rząd Olafa Scholza rozszerzył to zarządzenie na wszystkie lądowe granice. Następca socjaldemokraty na stanowisku kanclerza, chadek Friedrich Merz – czując na karku oddech rosnącej w siłę antyimigracyjnej Alternatywy dla Niemiec – jeszcze bardziej zaostrzył kurs, wysyłając na przejścia graniczne dodatkowych funkcjonariuszy granicznych i intensyfikując deportacje.
Przywrócenie kontroli na wewnętrznych granicach UE jest dozwolone na określony czas – unijne prawo zezwala na korzystanie z tej furtki przez maksymalnie dwa lub w szczególnie trudnych sytuacjach trzy lata. Bruksela nazywa ten instrument „środkiem ostatecznym”, który powinien być ograniczony do wyjątkowych sytuacji w takich obszarach jak migracja czy bezpieczeństwo publiczne.
O swoich zamiarach Berlin musi jeszcze poinformować władze Unii Europejskiej. Te jednak wydają się mieć coraz więcej zastrzeżeń do przejrzystości procedur stosowanych na niemieckich granicach. W ubiegły piątek, a więc zanim Dobrindt zdążył ogłosić plany rządu CDU/CSU–SPD, Politico podało, że w marcu UE wyśle do naszego zachodniego sąsiada zespół monitorujący.
Więzieni przez Rosjan, niewpuszczeni do UE
Ruch Brukseli to pokłosie śledztwa przeprowadzonego przez dziennikarzy portalu, którzy ustalili, że RFN uniemożliwiła wjazd do UE co najmniej kilku uchodźcom z Ukrainy przebywającym wcześniej w rosyjskich więzieniach. W artykule opisano historię Wasyla Sołdatowa, który po opuszczeniu aresztu zlokalizowanego na terytorium okupowanego przez Rosję Krymu próbował dołączyć do swojej rodziny w Czechach. Zanim jednak udał się w podróż, dowiedział się, że widnieje w Systemie Informacyjnym Schengen (SIS) i został w nim zaklasyfikowany jako osoba stwarzająca potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Podobny schemat dotyczył więzionej przez Rosjan w Mariupolu Julii Hetman – z tą różnicą, że Ukrainka próbowała dostać się do Wspólnoty przez ukraińsko-polską granicę.
Zarówno czescy, jak i polscy funkcjonariusze nie mieli do obojga Ukraińców żadnych zastrzeżeń i byli gotowi ich przepuścić, jednak ręce wiązały im wspomniane adnotacje w SIS, które muszą uwzględniać wszystkie państwa Schengen. Jak się okazało, ostrzeżenia przed Sołdatowem i Hetman wydały władze Niemiec. Berlin tłumaczył później tę decyzję obawami o to, że część osadzonych mogła zostać zwerbowana przez rosyjski wywiad, podkreślając, że każdą sprawę rozpatrywano indywidualnie.
Niemcy „oznaczyły” Sołdatowa i Hetman jako potencjalnie niebezpiecznych, natomiast same nazwiska pojawiły się w SIS w nie do końca jasnych okolicznościach. Dziennikarze sugerują, że dane trafiły do SIS po tym, jak Ukraina przekazała Europolowi listę ok. 4 tys. byłych więźniów. Kijów twierdzi, że rejestr udostępniono partnerom z UE jedynie w celach informacyjnych.
W ciągu kilku ostatnich lat kontrole graniczne wznowiono nie tylko w Niemczech. Podobną ścieżką poszły m.in. Polska (kontrole na granicach z Niemcami i Litwą potrwają co najmniej do kwietnia), Francja, Holandia, Słowenia czy Szwecja.
– Strefa Schengen jest dziurawa jak ser szwajcarski. Dopóki Komisja będzie przymykać oczy na rażące naruszenia prawa UE i pozwalać dużym krajom, takim jak Niemcy i Francja, na bezkarność, przyszłość UE rysuje się w ponurych barwach – ocenił w rozmowie z Politico słoweński europoseł Matjaž Nemec, członek Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów, zasiadający też w europarlamentarnej grupie ds. kontroli granic Schengen. ©℗