– Nie zawieram złych umów – powiedział minister handlu Australii Don Farrell tuż przed wylotem do Brukseli. W stolicy Unii Europejskiej polityk spotkał się przed weekendem z komisarzami handlu i rolnictwa. Cel podróży Farrella był jasny, choć niełatwy do osiągnięcia: popchnąć do przodu negocjacje umowy o wolnym handlu.

Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen liczy, że porozumienie ograniczające bariery handlowe uda się zawrzeć w ciągu najbliższych tygodni. W przypadku sukcesu byłaby to już trzecia wielka umowa sfinalizowana w tym roku przez Brukselę, po tych z Mercosurem i Indiami; obie powinny wejść w życie jeszcze w tym roku. To, czy ta sztuka powiedzie się po raz trzeci, będzie zależało od woli osiągnięcia kompromisu w dzielących kwestiach.

Branża wołowiny o umowie UE–Australia: zagrożenie dla europejskich producentów

– Umowa musi być zgodna z interesem Australii i powinna zapewniać australijskiemu rolnictwu znaczący pod względem komercyjnym dostęp do rynku – podkreślił Farrell.

Rozpoczęte w 2018 r. negocjacje załamały się pięć lat później przede wszystkim z powodu różnicy zdań co do skali otwarcia europejskiego rynku rolnego. Poszło m.in. o wielkość kontyngentów z obniżonym cłem, w ramach których Australia miałaby wysyłać wołowinę do Europy.

Canberra domagała się limitu w wysokości 40 tys. t, Bruksela nie chciała się zgodzić na więcej niż 24 tys. t. Także teraz temat jest traktowany priorytetowo. Nasi przedsiębiorcy z tej branży nie ukrywają obaw. Jacek Zarzecki z Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny mówi DGP, że umowa to realne zagrożenie dla europejskich producentów cukru i wołowiny.

– Rolnictwo po raz kolejny stało się zakładnikiem geopolityki i kartą przetargową. KE dąży do jak najszybszego podpisania możliwie największej liczby umów handlowych. W przypadku Australii nikt specjalnie nie ukrywa, że Brukseli szczególnie zależy na dostępie do australijskich surowców, w tym litu. Podejrzewam, że po nabraniu nowego tempa negocjacje nie potrwają już długo – mówi Zarzecki.

I dodaje, że 24 tys. t to na pierwszy rzut oka niewiele, jednak obecnie Australia wysyła do UE ok. 8 tys. t rocznie, więc mówimy o potencjalnym trzykrotnym wzroście. A gdy zsumujemy to z kontyngentem w wysokości 99 tys. t dla Mercosuru, sytuacja zmienia się diametralnie. – Australia i kraje Mercosuru sprzedają reszcie świata głównie wołowinę kulinarną, czyli wystandaryzowaną i o wysokiej jakości, a jednocześnie wysokomarżową. Mowa o szlachetnych częściach, czyli polędwicy, rostbefie i antrykocie. I to właśnie z tymi produktami będzie konkurowała polska wołowina – komentuje Zarzecki.

Rolnictwo to przy tym niejedyny punkt sporny. Kompromisu nie udało się osiągnąć także w sprawie oznaczeń geograficznych produktów wytwarzanych w konkretnych regionach Europy. Według doniesień Australian Associated Press udało się opracować wstępną listę chronionych nazw, które nie będą mogły być używane przez wchodzących na rynek australijskich producentów. Kością niezgody pozostaje jednak to, czy do wykazu trafią cztery wyroby z Grecji i Włoch: feta, parmezan, pecorino i prosecco.

Unia ma również nadzieję na przynajmniej częściowe zwolnienie z podatku nakładanego przez Canberrę na importowane luksusowe samochody oraz na mniej restrykcyjne podejście australijskiego rządu w sferze mobilności profesjonalistów i naukowców z Europy. Dotąd nie ustalono też, na jakich warunkach cenowych Wspólnota zostałaby dopuszczona do australijskich złóż.

Dodatnie polskie saldo

Jak podaje polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, około jednej trzeciej australijskiego eksportu do Polski odbywa się za pośrednictwem krajów trzecich. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku części polskiego eksportu, np. produktów farmaceutycznych, do Australii. Według Ministerstwa Rozwoju i Technologii w 2024 r. nasze obroty towarowe z Australią zmniejszyły się o niemal 27 proc., za co w głównej mierze odpowiadał spadek importu węgla stanowiącego w latach 2022–2023 alternatywę dla obłożonego embargiem surowca z Rosji.

Polski eksport do Australii w 2024 r. też odnotował spadek, ale nieznaczny, a w ostatnich latach utrzymuje się on na zbliżonym, stabilnym poziomie. Z wyjątkiem 2022 r. Polska utrzymuje dodatnie saldo obrotów handlowych z Australią.

W 2024 r. eksportowaliśmy do Australii kotły, maszyny i urządzenia mechaniczne (126,5 mln dol., 12 proc. eksportu), perły naturalne, kamienie szlachetne i metale szlachetne (111 mln dol., 11 proc.) oraz pojazdy nieszynowe i ich części (98,8 mln dol., 10 proc.). W drugą stronę wędrowały paliwa mineralne, oleje i produkty do ich destylacji (44 mln dol., 25 proc. importu), przyrządy i aparatura optyczna (26 mln dol., 15 proc.) oraz maszyny i urządzenia elektryczne oraz części do nich (21 mln dol., 12 proc.).

Jeśli chodzi o polskie inwestycje w Australii, przoduje w nich sektor wysokich technologii, a wśród firm rozwijających działalność na kontynencie są takie spółki, jak: Comarch, Hicron i Inglot (branża kosmetyczna). ©℗