Na mocy przepisów przyjętych we wtorek przez hiszpański rząd kilkaset tysięcy nieudokumentowanych migrantów zyska możliwość szybkiego zalegalizowania pobytu. Projekt wejdzie w życie prawdopodobnie w kwietniu i przyjmie formę dekretu królewskiego, co oznacza, że nie będzie musiał być procedowany przez rozdrobniony parlament, w którym rządząca Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE) nie ma większości.
Hiszpania planuje zalegalizować pobyt 500 tys. migrantów
Zgodnie z propozycją PSOE – wysuniętą po konsultacjach z inną lewicową partią: Podemos – nowe prawo obejmie osoby, które będą w stanie udowodnić, że do 31 grudnia 2025 r. mieszkały w Hiszpanii od co najmniej pięciu miesięcy lub złożyły do końca ubiegłego roku wniosek o przyznanie ochrony międzynarodowej. Warunkiem niezbędnym do przyspieszenia procedur jest także brak przeszłości kryminalnej.
Zezwolenie na pobyt i podjęcie legalnej pracy ma być ważne przez rok i będzie mogło być odnawiane, natomiast po 10 latach cudzoziemcy będą mogli wystąpić o obywatelstwo (ten okres może być krótszy dla migrantów z Ameryki Łacińskiej i uchodźców).
Według rządowych szacunków ze zmian w prawie migracyjnym skorzysta ok. 500 tys. osób. 49-milionowe królestwo zamieszkuje obecnie ok. 7 mln cudzoziemców, z czego 4 mln stanowią przybysze z Ameryki Łacińskiej.
– Wzmacniamy model migracji, którego podstawą są prawa człowieka i integracja. Idzie on przy tym w parze ze wzrostem gospodarczym i spójnością społeczną. To historyczny dzień – powiedziała we wtorek Elma Saiz, minister ds. przeciwdziałania wykluczeniu, zabezpieczenia społecznego i migracji.
Migracja siłą napędową hiszpańskiej gospodarki
Przedstawiciele hiszpańskiego rządu od dłuższego czasu przekonują, wbrew tendencjom obserwowanym w USA, Wielkiej Brytanii i wielu krajach Unii Europejskiej, że dobra kondycja ekonomiczna państwa i utrzymanie transferów socjalnych uzależnione są od dopływu rąk do pracy z zewnątrz, co wynika przede wszystkim z uwarunkowań demograficznych.
Sánchez i Saiz twierdzą, że do dynamicznego rozwoju hiszpańskiej gospodarki w ciągu ostatnich sześciu lat przybysze dołożyli się w aż 80 proc. Z oficjalnych danych, które przytacza agencja AFP, dowiadujemy się natomiast, że spośród 76,2 tys. osób, które przyczyniły się do wzrostu zatrudnienia w ostatnim kwartale ubiegłego roku, 52,5 tys. to obcokrajowcy.
Choć zaraz po covidowym dołku hiszpańskie PKB rosło w 6-proc. tempie, w 2024 r. wskaźnik ten spadł do 3,2 proc., co w porównaniu z Francją czy znajdującymi się w recesji Niemcami i tak jest doskonałym rezultatem. Iberyjska gospodarka jest liderem wzrostu w grupie największych państw strefy euro, a Sánchez ogłosił niedawno, że stopa bezrobocia po raz pierwszy od wybuchu kryzysu finansowego z 2008 r. zeszła poniżej poziomu 10 proc.
Ruch wykonany w tym tygodniu przez Madryt to również wypełnienie woli setek tysięcy obywateli, którzy w 2024 r. wystąpili z inicjatywą ustawodawczą o podobnych skutkach prawnych. Projekt mimo poparcia udzielonego przez hiszpański kościół i setki organizacji trzeciego sektora nigdy nie wyszedł poza parlament. Zapowiedziana na kwiecień masowa legalizacja pobytu cudzoziemców to zresztą w historii Hiszpanii żaden precedens, ponieważ od lat 80. po to rozwiązanie kilkukrotnie sięgały zarówno lewicowe, jak i prawicowe siły (po raz ostatni w 2005 r.).
Fakt ten nie przeszkodził jednak liderowi opozycyjnej, centroprawicowej Partii Ludowej w wyrażeniu ostrej krytyki wobec rządzących. – W socjalistycznej Hiszpanii nielegalność jest nagradzana – powiedział Alberto Núñez Feijóo, dodając, że prawdziwą intencją Sáncheza jest przykrycie politycznego kryzysu związanego z serią poważnych wypadków na kolei. Jeszcze bardziej radykalnie o planach PSOE wypowiadali się politycy nacjonalistycznej formacji Vox. ©℗