Efektem uzgodnień mają być nowe placówki dyplomatyczne dla Bogdana Klicha i Ryszarda Schnepfa, do tej pory chargé d’affaires RP – odpowiednio – w USA i we Włoszech. Jak słychać w Pałacu Prezydenckim, obaj panowie z punktu widzenia prezydenta mogą sprawować funkcje ambasadorów, ale nie w kluczowych dla interesów Polski państwach.
Nowi kandydaci na ambasadorów mają być mniej „antypisowscy”
Obecny rząd nie ma ani dobrych relacji z administracją Donalda Trumpa, ani z włoskim rządem Giorgii Meloni. W obu tych przypadkach dobre kontakty zagraniczne mają politycy PiS. To jeszcze nie oznacza, że na placówkach w USA i Rzymie zastąpią ich prawicowi przedstawiciele, ale mają to być kandydaci o mniej „antypisowskim” zabarwieniu. Minister spraw zagranicznych, jak się dowiadujemy, już poinformował Bogdana Klicha, że nie będzie ambasadorem w USA i MSZ nie będzie dłużej wspierać jego kandydatury. Co prawda premier Donald Tusk tydzień temu dementował te informacje, ale nieoficjalnie słychać w rządzie, że dni Klicha na placówce w USA są policzone.
Kolejna po Radzie Pokoju zapowiedź odwilży na linii Krakowskie Przedmieście-Aleja Szucha
Skąd zmiana w relacjach rządu z pałacem prezydenckim? Oba ośrodki na pewno znają najnowsze badania opinii publicznej, z których jasno wynika, że Polakom nie podoba się spór na szczytach władzy w sprawie polityki międzynarodowej. Wnioski wyciągnęli równocześnie premier, minister spraw zagranicznych i prezydent, co zdaje się potwierdzać fakt, że w sprawie możliwości przystąpienia Polski do Rady Pokoju, nowego organu międzynarodowego, którego start chciał zainicjować Donald Trump, gabinet Tuska i ośrodek prezydencki mówiły w zasadzie jednym głosem. Co więcej, u prezydenta Karola Nawrockiego mają często gościć ministrowie Donalda Tuska, choć informacje na ten temat są silnie strzeżone przez rząd.