- Dane o lokalizacji i prywatność: „dokładne” zamiast „przybliżonych” informacji
- Larry Ellison, Donald Trump i polityczne powiązania: „pociąganie za sznurki” bez podpisu
- ICE, krytyka Trumpa i „zagrożenie dla demokracji”: oskarżenia o cenzurowanie treści
- Izrael, Palestyna i słowo „syjonistyczny”: granice mowy nienawiści a wolność słowa
W praktyce o przyszłości amerykańskiego TikToka decyduje dziś układ właścicielski i infrastrukturalny, który odcina platformę od chińskiego centrum decyzyjnego, ale jednocześnie wiąże ją z wpływowymi graczami z USA i z zagranicznym kapitałem. Według informacji opisywanych w mediach w grudniu 2025 r., amerykańska wersja aplikacji jest kontrolowana przez TikTok USDS Joint Venture LLC, a umowę sfinalizowano 22 stycznia 2026 r. Struktura udziałów wygląda następująco: 50 proc. należy do konsorcjum inwestorów (w tym Oracle, Silver Lake i MGX), 30,1 proc. do „podmiotów powiązanych z niektórymi obecnymi inwestorami ByteDance”, a 19,9 proc. pozostaje przy ByteDance.
To jednak nie sama struktura budzi największe emocje, tylko fakt, że fundamentem działania platformy jest algorytm rekomendacji – a ten ma zostać osadzony w środowisku chmurowym Oracle. Spółka komunikowała, że algorytm „zostanie zabezpieczony w środowisku chmurowym Oracle”. Dla użytkownika to brzmi jak hasło o cyberbezpieczeństwie; dla krytyków – jak sygnał, że kluczowy mechanizm widoczności treści znajduje się w rękach podmiotu, który może mieć własne interesy biznesowe i polityczne. Jeżeli platforma zacznie obcinać zasięgi określonych tematów, nie musi niczego formalnie usuwać: wystarczy, że przestanie „podawać dalej”. Wtedy cenzura nie wygląda jak cenzura – wygląda jak „zmiana w rekomendacjach”.
Dane o lokalizacji i prywatność: „dokładne” zamiast „przybliżonych” informacji
Jednocześnie nowy TikTok rozszerza zakres danych, które może zbierać. W zaktualizowanych warunkach prywatności pojawiła się możliwość gromadzenia lokalizacji w wersji precyzyjnej, a nie tylko orientacyjnej. Wprost zapisano, że spółka może „gromadzić dokładne dane o lokalizacji, w zależności od ustawień” – podczas gdy wcześniej mowa była o danych „przybliżonych”. Dodano też formułę, że wrażliwe dane osobowe będą przetwarzane „zgodnie z obowiązującym prawem”, a użytkownik może wyłączyć usługi lokalizacyjne w ustawieniach urządzenia.
Z perspektywy wolności słowa to nie jest poboczny wątek. Precyzyjna lokalizacja i rozbudowane profile aktywności (zwłaszcza w połączeniu z informacjami o interakcjach z narzędziami AI) ułatwiają mapowanie zachowań i tworzenie segmentów odbiorców – również pod kątem tego, kto ogląda, publikuje i rozsyła treści politycznie „kłopotliwe”. Nowa spółka rozszerza uprawnienia do gromadzenia informacji o interakcjach użytkowników z narzędziami sztucznej inteligencji, a w komunikacie z 22 stycznia 2026 r. deklarowała, że jej zadaniem jest „zabezpieczenie danych użytkowników, aplikacji i algorytmu w USA poprzez kompleksowe środki ochrony prywatności danych i cyberbezpieczeństwa”. Problem w tym, że zabezpieczenie infrastruktury nie odpowiada na pytanie, kto i według jakich reguł ma wpływ na widoczność treści.
Larry Ellison, Donald Trump i polityczne powiązania: „pociąganie za sznurki” bez podpisu
Dodatkowym paliwem dla zarzutów o ograniczanie wolności słowa są relacje polityczne. Prezesem Oracle jest Larry Ellison – miliarder określany jako zaufany przyjaciel Donalda Trumpa. Trump publicznie nazywał Ellisona „wybitnym człowiekiem” i komentował: – W przypadku Larry’ego chodzi o coś więcej niż technologię. On jest prezesem wszystkiego. W tle są również informacje o dużych pieniądzach w polityce: Ellison miał przekazywać dziesiątki milionów dolarów na wsparcie Marca Rubio w 2016 r., a później organizować zbiórkę na kampanię reelekcyjną Trumpa. Media podkreślały, że Ellison bywa w Białym Domu i pojawia się także w Mar-a-Lago.
Te elementy są istotne nie dlatego, że przesądzają o cenzurze, tylko dlatego, że tworzą realny konflikt interesów. Jeżeli kluczowy silnik dystrybucji treści na jednej z największych platform wideo jest budowany i utrzymywany przez firmę z tak bliskimi relacjami z obozem władzy, to każda anomalia – spadek zasięgów, „niewyjaśnione” blokady, nagłe problemy z publikacją – natychmiast będzie czytana jako ingerencja. A w świecie, gdzie algorytm jest tajny, a decyzje moderacyjne rozproszone, udowodnienie czegokolwiek graniczy z niemożliwością.
ICE, krytyka Trumpa i „zagrożenie dla demokracji”: oskarżenia o cenzurowanie treści
W grudniu 2025 r. senator Demokratów Ron Wyden uderzył w samą istotę nowego układu właścicielskiego: – Amerykanie nie odniosą żadnych korzyści, jeśli sprzedaż TikToka zakończy się tym, że firma trafi w ręce kumpli Trumpa wspieranych zagranicznym finansowaniem – ocenił Wyden. To komentarz polityczny, ale odnosi się do konkretnego strachu użytkowników: że platforma, która w praktyce stała się kanałem debaty publicznej, przechodzi pod miękki nadzór środowisk zainteresowanych wygaszeniem części tematów.
W sieci zaczęły krążyć zarzuty dotyczące treści krytycznych wobec Trumpa i działań ICE. David Leavitt, dziennikarz m.in. CBS i AXS, napisał, że TikTok „już zaczął cenzorowanie materiałów przeciwnych Trumpowi i działalności ICE”. Senator Demokratów Chris Murphy nazwał to zjawisko „całkowitym zagrożeniem dla demokracji”. Weteran wojskowy John Jackson dorzucił własną diagnozę: „prywatni inwestorzy realizują polecenia Trumpa”, a cały mechanizm to „ograniczenie wolności słowa ukryte pozornymi strukturami własnościowymi”.
Niezależnie od tego, czy problem wynika z realnej ingerencji, błędów wdrożeniowych, czy ostrzejszej moderacji – spór jest już polityczny i dotyczy standardu: czy platforma, która ma potężny wpływ na widoczność tematów publicznych, powinna mieć choćby minimalną przejrzystość w zakresie zmian algorytmicznych. Bo gdy jedyną odpowiedzią są ogólne zapewnienia o „bezpieczeństwie” i „zgodności z prawem”, to w praktyce użytkownik ma wierzyć na słowo.
Izrael, Palestyna i słowo „syjonistyczny”: granice mowy nienawiści a wolność słowa
Kolejny punkt zapalny dotyczy Bliskiego Wschodu. Użytkownicy sygnalizują, że ograniczenia mają dotykać nie tylko materiałów krytykujących Trumpa i ICE, ale też treści krytykujących Izrael i wspierających Palestynę. W tych dyskusjach pojawia się nazwisko Adama Pressera, wskazywanego jako nowego prezesa TikToka, oraz jego wypowiedź z 2025 r. ze Światowego Kongresu Żydów. Presser mówił wówczas, że planuje m.in. określić słowo „syjonistyczny” jako mowę nienawiści i „koncentrować się na walce z antysemityzmem”.
To klasyczny dylemat: gdzie kończy się zwalczanie mowy nienawiści, a zaczyna tłumienie wypowiedzi politycznych. Jeśli dane pojęcie zostaje automatycznie zaszyte w systemie moderacji jako „podejrzane”, to część krytyki (także tej niebędącej nienawiścią) może znikać z obiegu. Nie musi zostać skasowana – wystarczy, że przestanie się „nosić”. W połączeniu z nowym algorytmem i napięciem wokół tematów ICE, powstaje mieszanka, w której każda ze stron sporu uzna, że platforma działa przeciwko niej. A to najgorszy scenariusz dla debaty publicznej: brak zaufania do kanału komunikacji, który i tak stał się jednym z głównych miejsc wymiany informacji.
Źródła:
- Reuters – informacje o finalizacji porozumienia i strukturze własnościowej TikTok USDS Joint Venture LLC
- TikTok Newsroom – komunikaty spółki dotyczące zabezpieczenia danych oraz środowiska chmurowego Oracle
- The Guardian – opis finalizacji umowy i udziałów ByteDance oraz konsorcjum inwestorów
- Axios – materiały dotyczące zarzutów o cenzurowanie treści krytycznych wobec Trumpa i działalności ICE
- Reuters – doniesienia o problemach technicznych TikToka w USA oraz stanowisku Oracle
- Harvard Kennedy School (Carr-Ryan Center) – analiza zmian w polityce prywatności TikToka
- Wpisy w serwisie X senatora Chrisa Murphy’ego oraz komentarze Davida Leavitta i Johna Jacksona