W poniedziałek Amerykanie świętowali dzień Martina Luthera Kinga, więc dopiero we wtorek inwestorzy z Wall Street mieli okazję wyrazić swoją opinię na temat groźby konfliktu handlowego między Stanami Zjednoczonymi a Europą. Najważniejsze amerykańskie indeksy straciły na wartości 1,8–2,4 proc., notując największe jednodniowe straty od trzech miesięcy.
W weekend Donald Trump zagroził, że jeśli Stany Zjednoczone nie uzyskają kontroli nad Grenlandią, to 1 lutego wprowadzi 10-proc. cła na towary sprowadzane z kilku europejskich krajów. W przyszłości stawki mogą wzrosnąć do 25 proc. Duńską wyspę amerykański prezydent uznaje za kluczową dla bezpieczeństwa narodowego USA.
„Rynek testuje znany z 2025 r. scenariusz «Sell America». Inwestorzy tracą zaufanie do dolarowych aktywów” – napisali w komentarzu ekonomiści ING Banku Śląskiego.
Cła Trumpa jak kot Schrödingera. Istnieją, ale mogą zniknąć. Co orzeknie Sąd Najwyższy USA?
Spadkowi cen akcji towarzyszyła przecena dolara i amerykańskich obligacji. Rentowność 10-letnich papierów rządu USA wzrosła do 4,3 proc., najwyższego poziomu od września zeszłego roku. Wzrost rentowności długu oznacza spadek cen.
Termin „Sell America” (Sprzedaj USA) stał się popularny, gdy w kwietniu zeszłego roku w ramach tzw. dnia wyzwolenia Trump ogłaszał podwyżki ceł dla wszystkich ważnych partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych.
Skala przeceny jest na razie dużo mniejsza, choć ekonomiczne konsekwencje konfliktu handlowego między transatlantyckimi sojusznikami w postaci utraconego wzrostu gospodarczego mogą być poważne. Jednak inwestorzy uwzględniają w swoich kalkulacjach, że Donald Trump grozi cłami, których być może nie ma prawa wprowadzać.
Amerykański prezydent zamierza powołać się na „nadzwyczajne” zagrożenie USA i posłuży się ustawą o międzynarodowych nadzwyczajnych uprawnieniach gospodarczych (IEEPA) z 1977 r. Z tej ścieżki Trump skorzystał już w 2025 r., wprowadzając m.in. cła wyrównawcze obejmujące większość partnerów handlowych Ameryki. Decyzje prezydenta zostały zaskarżone. Sprawa ostatecznie trafiła do Sądu Najwyższego USA.
Większość ekspertów ocenia, że rozstrzygnięcie będzie niekorzystne dla Trumpa. Administracja deklaruje w takim scenariuszu skorzystanie z innej ścieżki prawnej dla wprowadzenia ceł, niemniej rząd USA zmuszony będzie zwrócić importerom towarów niesłusznie pobrane opłaty w wysokości ok. 175 mld dol. Tym samym cła wprowadzone przez Trumpa na podstawie IEEPA są jak kot w słynnym eksperymencie myślowym austriackiego fizyka Erwina Schrödingera, w którym – na podstawie zasad mechaniki kwantowej – zwierzę jest jednocześnie żywe i martwe.
Wyrok Sądu Najwyższego oczekiwany jest od połowy stycznia. Według ekonomistów JP Morgan fakt, że sędziowie zwlekają z jego wydaniem zwiększa prawdopodobieństwo, że rozstrzygnięcie będzie jednak korzystne dla rządu.
USA nie rezygnują z przejęcia Grenlandii
Być może sytuacja wokół Grenlandii wyjaśni się w Davos. W środę Donald Trump wygłosił przemówienie do uczestników odbywającego się w szwajcarskim kurorcie Światowego Forum Ekonomicznego, w którym zadeklarował, że nie użyje siły do przejęcia kontroli nad Grenlandią. Ale stwierdził też, że Europa zmierza w złym kierunku i wezwał do podjęcia negocjacji, w celu uzgodnienia warunków, na jakich Waszyngton kupi duńską wyspę.
W odniesieniu do zamknięcia poprzedniego tygodnia notowania na europejskich giełdach spadły o ponad 2,5 proc. Kurs akcji Grønlandsbanken, jednego z dwóch działających na Grenlandii banków i jedynej wyspiarskiej firmy notowanej na giełdzie w Kopenhadze, spadły na początku tygodnia o 9 proc., ale we wtorek i w środę odrobiły całość strat. W ocenie ekspertów obecne spadki na rynkach akcji to jedynie przerwa w ramach trwającej już ponad trzy lata hossy. Jej podstawą jest oczekiwany wzrost zysków największych amerykańskich (i globalnych) korporacji wchodzących w skład indeksu S&P 500 o ponad 10 proc. w tym roku.
Przemówienie Donalda Trumpa sprawiło, że spadki na rynkach akcji wyhamowały w środę. Niemiecki indeks DAX zniżkował w trakcie sesji niemal 1,5 proc. Notowania zamknął na poziomie 0,5 proc. niższym niż we wtorek.
Głównym beneficjentem zwiększonej awersji do ryzyka są metale szlachetne, cieszące się renomą bezpiecznej przystani na niepewne czasy. Notowania złota poszły w górę od początku roku o ponad 10 proc., dochodząc w środę do rekordowego poziomu 4887 dol. za uncję. Srebro podrożało w tym roku już o 32 proc. i również jest najdroższe w historii. ©℗