„Biorąc pod uwagę, że twój kraj zdecydował się nie przyznawać mi Pokojowej Nagrody Nobla za zatrzymanie co najmniej ośmiu wojen, nie czuję więcej zobowiązania do myślenia wyłącznie o pokoju (…) Świat nie jest bezpieczny, dopóki nie mamy całościowej i pełnej kontroli nad Grenlandią” – napisał. Rozczarowania Trumpa nie uśmierzyła ani wymyślona ad hoc Pokojowa Nagroda FIFA, ani nawet medal otrzymany od realnej laureatki Maríi Coriny Machado, której nazwiska Trump zresztą już nazajutrz po spotkaniu nie był sobie w stanie przypomnieć. Niezaspokojone ego jest więc dobrym powodem, by zagrozić sojusznikom agresją. Desant na Grenlandię, nawet gdyby nie spotkał się ze zbrojną odpowiedzią, tak właśnie należałoby oceniać. A wszystko to w czasie trwającej zimnej wojny z Rosją, wspieraną przez Chiny, które ponoć są dla Białego Domu przeciwnikiem strategicznym.

Putin w Radzie Pokoju Trumpa

Upublicznienie listu przez dziennikarza PBS News zbiegło się tymczasem z informacją o zaproszeniu Władimira Putina do Rady Pokoju, która ma nadzorować powojenną odbudowę Strefy Gazy. Nie wiadomo, z jakiego powodu akurat rosyjscy przywódcy mieliby brać udział w jej pracach, o ile nie rozpatrywać tego gestu w kategoriach kolejnego przejawu nadskakiwania dyktatorom, których wszechwładzą Trump jest najwyraźniej zafascynowany. Rosja zaś z jednej strony retorycznie niby wspiera integralność terytorialną Danii, ale z drugiej trzyma kciuki, by ta absurdalna w treści i przedszkolna w formie presja Białego Domu eskalowała jak najmocniej. Kto nie wierzy, niech sobie poczyta entuzjastyczne tweety Kiriłła Dmitrijewa, odpowiadającego na Kremlu za rozmowy z Amerykanami.

Wątek o zdecydowanym Trumpie i słabych Europejczykach Dmitrijew zilustrował serią filmików przedstawiających Sylvestra Stallone’a w roli Rambo. Przeplótł go z podaniem dalej wiadomości rzeczniczki Trumpa opatrzonej własnym komentarzem o treści: „Dołączcie do Rosji walczącej z satanizmem”. Wisienką na torcie był filmik z Putinem zanurzającym się na Trzech Króli w przeręblu w kształcie krzyża. Stężenie absurdu to mocne osiem w skali Trumpa, a przecież bierzemy pod uwagę, że to nie koniec. Cele Rosji w całej awanturze o Grenlandię dość klarownie przedstawił Dmitrij Miedwiediew: „Przywróćmy wielkość Ameryce, przywróćmy małość Danii, ponownie wpędźmy Europę w ubóstwo” – napisał, nawiązując do naczelnego hasła trumpowskiego ruchu MAGA. Rosjan warto czytać choćby po to, by robić odwrotnie, niż by chcieli.

Rosja kibicuje Trumpowi

Oficjalnie mogą podkreślać poparcie dla niezmienności granic Danii, bo takie apele im się wizerunkowo opłacają, ale realne nadzieje wybrzmiewają już nie tylko w alkotweetach Miedwiediewa. Rozbicie NATO za pomocą pretensji Trumpa do Grenlandii, rozbicie Unii Europejskiej rękoma antyunijnej alt-prawicy wspieranej przez trumpistów i cyfrowych oligarchów z Elonem Muskiem na czele, porzucenie wsparcia dla Ukrainy. A najlepiej, gdyby jedność USA też udało się rozbić – w tym sensie Kreml nie jest prawdziwym przyjacielem Trumpa, bo działa na zasadzie „im gorzej, tym lepiej”. Miedwiediew przecież od lat marzył o nowej wojnie secesyjnej, a komentatorka państwowej agencji RIA Nowosti Jelena Karajewa w poniedziałek ogłosiła wręcz, że „w USA zaczęła się wojna domowa”. Dwa pozostałe poniedziałkowe komentarze tej agencji też dotyczą trzymania kciuków za upadek Zachodu. Smutne jest to, że choćby Trumpowi wysłać tłumaczenie tych treści, i tak przeważy smutek wywołany brakiem Nobla. Trump chce cukierka i go dostanie, choćby miał spłonąć świat.