Dowiedziawszy się pod koniec grudnia o śmierci Brigitte Bardot, przypomniałem sobie kilka filmów z jej udziałem. Oczywiście ten najsłynniejszy to chyba „I Bóg stworzył kobietę” Rogera Vadima z roku 1956, ze sceną, która aktorkę rozsławiła jako symbol tego, co bywa określane słowem „seksapil”. Chodzi o wykonany przez Bardotkę – jak o niej w Polsce mawiano – taniec, powszechnie odebrany jako wyraz poczucia swobody obyczajowej. Zwiastował on rewolucję kulturową lat 60. pod hasłem „Zabrania się zabraniać”.

To był najważniejszy film w karierze Brigitte Bardot

Ale być może ważniejszym filmem, w którym grała Brigitte Bardot, jest „Pogarda” Jean-Luc Godarda z roku 1963. Pozornie to opowieść o czymś banalnym – rozpadzie małżeństwa. Tymczasem film ten warto oglądać jako dramat psychologiczno-społeczny osadzony w kontekście triumfalnego pochodu przez świat amerykańskiego kapitalizmu. Godard kreśli portret francuskiego scenarzysty, który przyjmuje zamówienie od amerykańskiego producenta filmowego. Zadanie ma polegać na uzupełnieniu scenariusza ekranizacji „Odysei” o elementy nadające dziełu cechy komercyjne – na przekór autorskiej wizji reżysera. Współpraca ta jednak nie przynosi oczekiwanych efektów. Jednocześnie scenarzystę, nie bez jego winy, opuszcza żona – odchodzi ona ze wspomnianym producentem.

„Pogardę” można interpretować jako ilustrację tego, co siedzi w głowach francuskiej inteligencji – i to zarówno tej z lewicy, jak i prawicy. Chodzi o postrzeganie USA jako państwa, które rozprzestrzeniając w świecie kult pieniądza, profanuje wartości duchowe i tym samym deprawuje ludzi. Ktoś może mi zarzucić, że upraszczam, w dodatku nadając francuskiemu antyamerykanizmowi moralne uzasadnienie. Ale przecież dostrzegając „makdonaldyzację” świata, nie ma konieczności wskazywania, kto tu jest dobry, a kto zły. Pewne procesy mają charakter obiektywny.

Dlaczego Bardot popierała Zjednoczenie Narodowe Le Pena?

Wracając do Brigitte Bardot: zakończyła karierę filmową w latach 70. Od tamtej pory kinematografia francuska straciła też na znaczeniu w świecie. Oczywiście nie stało się to z tego powodu, że Bardot zniknęła z ekranu. Niemniej filmowa nieobecność aktorki przypadła na okres znamiennych zmian, które przeorały Francję. I nie chodzi wyłącznie o kwestię pozycji, jaką zajmowała i zajmuje francuska kinematografia w świecie.

Brigitte Bardot, patrząc na to, co się dzieje z jej ojczyzną, konstatowała, że Francję rozkładają procesy degradacyjne – głównie za sprawą konfliktów społecznych będących pokłosiem masowej imigracji z krajów muzułmańskich. Dlatego popierała antyimigracyjną programowo partię rodziny Le Penów – Front Narodowy (przemianowany potem na Zjednoczenie Narodowe). Czyniła to zresztą nie tylko z pobudek patriotycznych, lecz także dlatego, że żywiła awersję do coraz bardziej zadomawiającego się we Francji islamu. Jako orędowniczka „praw zwierząt” nie akceptowała praktyki uboju rytualnego. Za swoje publiczne wypowiedzi o charakterze politycznym była wielokrotnie stawiana przed sądem, oskarżana o podżeganie do nienawiści rasowej i skazywana na karę grzywny.

Zachowując w pamięci aktorski dorobek Brigitte Bardot, warto zwrócić uwagę także na polityczną niepoprawność artystki. Mowa bowiem przecież o osobie uchodzącej za ikonę Francji. Czy jednak tej Francji, która jest już tylko pieśnią przeszłości?