Niemiecki krok na drodze do wprowadzenia powszechnej służby wojskowej zainspirował wojskowych do przedstawienia propozycji, jak problem ten załatwić w Polsce. W ocenie generała Leona Komornickiego, byłego zastępcy szefa Sztabu Generalnego, rozwiązanie leży na stole. Czym różni się od znanego sprzed lat powszechnego poboru?
Niemiecki rząd podjął decyzję o zmianie zasad pełnienia służby wojskowej. Nadal będzie ona co prawda dobrowolna, ale pojawiła się furtka, pozwalająca z dnia na dzień wprowadzić powszechny pobór. O wojskowych ruchach Niemców i obowiązkowej służbie wojskowej mówi generał Leon Komornicki, były zastępca szefa Sztabu Generalnego WP.
Niemiecki pomysł na wielką armię
Gen. Leon Komornicki: - Jeżeli chodzi o odbudowę niemieckiej armii, to jest krok nieuchronny. Są jasne symptomy, które świadczą o tym, że rekrutacja do Bundeswehry w dotychczasowym stylu jest bezskuteczna. Patrząc na przekrój niemieckiego społeczeństwa, jego wielonarodowość, Niemcy będą mieli poważne kłopoty, jeżeli nie przywrócą powszechnego poboru. Krok niemieckiego rządu jest w mojej ocenie kolejnym na drodze do takiego zmiękczania nastrojów, prowadzącego właśnie do powszechnej służby wojskowej.
Jeszcze za czasów Układu Warszawskiego Niemcy tworzyli Bundeswehrę sposobem kombinowanym. Polegał o na tym, że funkcje proste były obsadzane żołnierzami z poboru, natomiast specjalistyczne oraz dowódcze, nawet do poziomu dowódców drużyn i załóg, to byli żołnierze zawodowi. I w ten sposób zabezpieczali sobie pobór żołnierzy, niezbędnych do obsady stanowisk, a z drugiej strony, co jest ważne – rezerwy osobowe. A bez rezerw nie wygrywa się wojen.
Kiedy mówiłem o tym, co zrobić, żeby zabezpieczyć w Polsce tworzenie rezerw osobowych, postulowałem, aby wprowadzić taki system mieszany. Kiedy byłem zastępcą szefa Sztabu Generalnego, myśmy przeprowadzili taką kalkulację i jest to możliwe. Wyszło nam, iż byłby to najbardziej korzystny system.
Jeżeli popatrzymy na rodzaje sił zbrojnych, to siły powietrzne i Marynarka Wojenna zawsze były maksymalnie uzawodowione i tak jest też dziś. W proponowanym systemie chodzi głównie o wojska lądowe. I jak patrzę na to, co robią Niemcy, to uważam, że robią słusznie, a jednocześnie ubolewam, że my zostajemy z tyłu. Nie uda nam się stworzyć armii liczącej 300, czy 350 tys. żołnierzy bez podobnego systemu.
Generał Komornicki: W Polsce wszystko zdewastowali
Tak jest, gdyż w przestrzeni publicznej padają różne cyfry, a to świadczy o tym, że my nie mamy jasno zdefiniowanej strategii bezpieczeństwa narodowego i strategii obrony RP, która powinna mieć narodowy, suwerenny charakter. A Niemcy to robią. My budujemy system obronny państwa nie na dziś, a na kolejne 20, 30 lat do przodu. Czy politycy odpowiedzialni za bezpieczeństwo państwa i wojskowi, prognozują to? Ja tego nie widzę. To jest cały czas gonitwa myśli i załatwianie spraw bieżących.
A właśnie w takiej strategii powinny być twarde zapisy, definiujące, że trzeba będzie przywrócić pobór, tylko w innej formie, może właśnie właśnie w takiej mieszanej. Niemcy myślą racjonalnie o odbudowie swojej siły i potęgi militarnej, a my w dalszym ciągu zachwycamy się pokazami, a takiego długofalowego myślenia nie widać.
Całe zaplecze zostało zdewastowane i to przez wojskowych, którzy dziś narzekają, że go nie ma. Jeszcze za moich czasów były zakusy, aby to zrobić, gdyż politycy uważali, że armia jest niepotrzebna.
Mam przykład z własnego podwórka, gdyż co roku moi żołnierze organizują zjazd tam, gdzie ja dowodziłem pułkiem, a gdzie obecnie jest 34. Brygada Pancerna w Żaganiu. Kilka lat temu tam pojechałem i z przerażeniem zobaczyłem, co stało się koszarami. Nie ma w nich żołnierzy, budynki stoją puste, stołówki zostały zlikwidowane, powycinano kotły. Nie ma bazy socjalnej, hale sportowe zostały rozebrane, nie ma przykoszarowej bazy szkolenia. To wszystko zdewastowali.
Dziś generałowie wylewają krokodyle łzy, a to oni stoją za tą dewastacją. To oni biegali do polityków i zapewniali, że nie jest nam potrzebna taka armia, bo od dziś będziemy w ramach NATO organizować tylko misje ekspedycyjne, a żadnej wojny nigdy nie będzie.
Rosjanie mają siłę, by nas zaskoczyć?
Rosjanie mają zdolności zaskoczeniowe, mają żołnierza z poboru i wojnę mogą rozpocząć nawet z koszar. Jedną trzecią sił i środków utrzymują na stałym dyżurze bojowym. A u nas dziś w koszarach na granicy z Rosją nie ma żołnierzy. Gdzie są zdolności przeciwzaskoczeniowe, które definiowała gotowość alarmowa? Ona została u nas wycięta, a w czasie pokoju jest to jeden z najważniejszych elementów gotowości sił zbrojnych i przystąpienia do działania.
Teraz tę bazę trzeba budować, przeznaczyć na to pieniądze i jeszcze mieć specjalistów. Bo sama baza to jeszcze nie wszystko. W wojsku trzeba jeszcze przywrócić system szkolenia bojowego, który powinien funkcjonować w brygadach. Bo w nich wykuwają się zdolności wojskowe, a nie w Sztabie Generalnym.