Wojskowych niepokoi szykowane w Polsce zaciskanie pasa, które wydaje się niezbędne po objęciu przez Komisję Europejską naszego kraju procedurą nadmiernego deficytu. Pojawiają się obawy, aby oszczędności nie uderzyły w naszą obronność. Radzą jednocześnie, co teraz nasz kraj mógłby zrobić, aby zadowolić UE, a jednocześnie nie stać się bezbronnym w obliczu rosyjskiego zagrożenia.

Nie było tajemnicą, że ogłaszane od dwóch lat wielkie zakupy sprzętu dla polskiej armii to inwestycje, za które w dużej części będziemy musieli zapłacić kredytami. A wczoraj po części przypomniała nam o tym Komisja Europejska.

Polska karana za deficyt. Zaczną oszczędzać na wojsku?

Komisja objęła Polskę oraz 6 innych krajów procedurą nadmiernego deficytu, co zmusić ma nasz kraj do zaciskania pasa i spowodowania, by deficyt nie przekraczał rocznie 3 proc. PKB, albo aby nasz dług publiczny nie przekroczył 60 proc. PKB. I choć w obliczu rosnącej agresji ze strony Rosji, wydatki na obronność stanowią pewien z „czynników łagodzących”, jasne się staje, że Polska będzie musiała się przyjrzeć temu, na co i ile wydaje.

KE podkreśliła w sprawozdaniu, że wydatki na wojsko uwzględniane są nie w momencie zapłaty, ale w momencie dostawy, co oznacza, że obecne wysokie nakłady na armię rozliczane będą dopiero w kolejnych latach, kiedy uzbrojenie zostanie dostarczone.

„ Konkretnie, Polska spodziewa się, że wydatki na obronność podwoją się w ciągu najbliższych czterech lat, ponieważ - według szacunków - wyniosą 2,8 proc. PKB w 2024 roku, 3,2 proc. PKB w 2025 roku, 3,7 proc. PKB w 2026 roku, 4,3 proc. PKB w 2027 roku oraz 4,1 proc. PKB w 2028 roku” – wyjaśnia w komunikacie Komisja Europejska.

A to oznacza, że rosnące wydatki są dopiero przed nami, co nie dziwi doświadczonych wojskowych. Ostrzegają oni jednak, aby nie popaść w manię oszczędzania jedynie na zbrojeniach.

- Na pewno na bezpieczeństwie oszczędzać nie wolno. Rząd teraz stoi przed wielkim wyborem, natomiast pewnie będzie szukał wszędzie jakichś oszczędności, które pozwolą realizować zasadnicze programy zbrojeniowe – mówi generał Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych.

Nie da się wszystkiego kupić. Trzeba będzie wybierać

Ale pojawia się pytanie, na czym oszczędzać? Czy na wydatkach z sektora cywilnego, czy również na wojskowości, co przy bliskości Rosji i jej agresywnych zapędach może być trudne. Zdaniem generała Skrzypczaka, są możliwości, aby pogodzić te dwie ścieżki i nawet zrezygnować z pewnych drogich rzeczy.

- W tej chwili widać wyraźnie po działaniach polityków, że oni spotykają się ze wszystkimi i wszystkim obiecują, że coś kupią. I dalej tak jest! Choćby program okrętu podwodnego, Apache i wszystkie inne programy, które są bardzo wysokonakładowe. Nie ma w tej chwili w polityce rządu priorytetów, które by odbudowały zdolności sił zbrojnych, a polityczny wysiłek jest bardzo rozproszony. Bardzo przepraszam, ale kogo teraz na to wszystko stać? – zastanawia się wojskowy.

O konieczności rozsądnego gospodarowania pieniędzmi na wojsko przekonany jest również generał Roman Polko, były szef BBN i jeden z twórców jednostki GROM. Ostrzega on, iż nie jest właściwe, aby zadłużyć się po uszy do poziomu niewydolności finansowej państwa. Gdyby do takiej sytuacji miało dojść, to wcześniej, czy później, ucierpi również armia.

- Myślę, że takiej dyskusji zabrakło kiedyś w rządzie, minister wykorzystał swoją pozycję i padło hasło, że kupujemy wszystko dla wojska, a pozostali politycy nie krzyczeli, że nie można budować potęgi armii rujnując inne obszary, które spowodują, że również ten program militarny się załamie. Trochę jest wstydem dla Polski, że Unia Europejska musi nam zwracać uwagę – uważa generał Roman Polko.

Generał ostrzega: Polska nie ma już czasu!

Opozycja już ostrzega, że konieczność oszczędności spowoduje, że rząd będzie zmuszony wycofać się chociażby z programów socjalnych, zaś przedstawiciele władzy negocjują z KE, aby ta nieco inaczej patrzyła na wydatki wojskowe. Nie wykluczają też zainteresowania Unii Europejskiej wspólnym finansowaniem wydatków obronnych. W oczach generała Polko właśnie rozmowy z UE mogą przynieść jakiś efekt.

- Jeżeli brakuje pieniędzy, a są niezbędne wydatki, to wtedy też trzeba rozmawiać z Unią, że mamy taką konieczność wydatków. A jest to też interes Unii Europejskiej, żeby flanka wschodnia była bezpieczna, i prowadzi się negocjacje. Tak, jak zresztą teraz to rząd robi, że minister Sikorski rozmawia, aby Unia Europejska, jako większa struktura, w większym stopniu partycypowała w budowaniu bezpieczeństwa północno-wschodniej flanki sojuszu NATO mówi generał Polko.

O konieczności rozmów o finansach wojska przekonany jest też generał Skrzypczak, jednak w jego ocenie rozmowy powinny zacząć się u nas – w Polsce – a nie od razu na szczeblu unijnym. I widzi pole do tego, aby nawet w zakresie zbrojeń doszło do pewnego zaciskania pasa.

- Warto by było, aby teraz pan prezydent, BBN, rząd usiedli i zdefiniowali priorytety strategiczne, bo na wszystko, co teraz politycy obiecują nas po prostu nie stać. A rozpraszanie wysiłku, kiedy teraz pieniędzy jest i pewnie będzie coraz mniej i trzeba będzie wybrać, nie ma sensu. I najważniejsze, aby ci wszyscy politycy, definiując nasze priorytety, rozmawiali bez udziału lobbystów. To jest polska sprawa, polski interes, a nie interes fabryk zachodnich, które chcą nam wciskać wszystko, co tylko mogą. I to jest pilna potrzeba strategiczna Polski, bo my już nie mamy czasu – ostrzega generał Skrzypczak.